Zdjęcie pochodzi ze strony wydawcy Zdjęcie pochodzi ze strony wydawcy

Zdjęcie pochodzi ze strony wydawcy. (© Materiały prasowe)

Aniela Dulska, wykreowana przez Gabrielę Zapolską, stała się personifikacją hipokryzji. Ale czy dwulicowość jest tylko kobietą? Olga Rudnicka udowadnia w „Martwym Jeziorze”, że obłuda może być także mężczyzną.

Istnieją na tym świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom i są takie prawdy, jakie nigdy nie powinny ujrzeć dziennego światła. Z tego założenia wychodziła Aniela Dulska, tytułowa bohaterka dramatu „Moralność pani Dulskiej” autorstwa Gabrieli Zapolskiej. Ta bohaterka stała się personifikacją hipokryzji. Ale czy dwulicowość jest tylko kobietą? Olga Rudnicka udowadnia w „Martwym Jeziorze”, że obłuda może być także mężczyzną.

Beata Rostowska to młoda kobieta, której życie nigdy nie oszczędzało. Młodsza siostra jej nienawidziła za to, że we wszystkim była lepsza. Z zemsty potrafiła nawet zbałamucić chłopaka, któremu Beata dała kosza, tylko po to, żeby ją zdenerwować. Przez Annę starsza siostra odeszła z domu i zerwała wszelkie kontakty z rodziną, w której od dziecka czuła się obca, niechciana i niekochana. Pragnęła przypodobać się wiecznie niezadowolonemu ojcu oraz zimniej, niemalże odpychającej ją matce. Nie zastanawiała się, dlaczego tacy byli, pewna, że wszystko co złe zdarzało się z jej winy. Ich zachowanie wytłumaczyła sobie tym, że nie spełniała rodzinnych oczekiwań. Anna natomiast była rozpieszczana i stanowiła oczko w głowie rodziców. I nagle wszystko ulega zmianie.

Przypadkowo przeczytany artykuł i badania krwi sugerują Beacie, że jedno z jej rodziców nie musi być jej biologicznym przodkiem i Rostowska wynajmuje biuro detektywistyczne, aby dowiedzieć się prawdy. Kiedy już popada w zwątpienie co do skuteczności opłacanego detektywa, nieoczekiwanie otrzymuje zaproszenie na ślub Anny. Za wszelką cenę chce się dowiedzieć, dlaczego rodzina sobie nagle o niej przypomniała.

„Martwe Jezioro” jest debiutancką, składającą się z dwóch tomów, powieścią polskiej pisarki młodego pokolenia, Olgi Rudnickiej. Od momentu publikacji pierwszej części w 2008 roku autorka napisała jeszcze kilka interesujących utworów, ale dzisiaj skupię się na wyżej wymienionym, który, mimo błędów, bardzo mi się podoba. Rudnicka, absolwentka pedagogiki w Wyższej Szkole Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu popełniła bardzo ciekawą powieść obyczajową z wyraźnie zarysowanym wątkiem kryminalnym. Została za nią uhonorowana nominacją do nagrody w konkursie „Śremskie Żyrafy”, organizowanym przez Burmistrza Śremu – jej rodzinnego miasta.

Autorka wykreowała pełnokrwistych, interesujących bohaterów. Głównymi są: Beata Rostowska - kobieta pewna siebie, wiedząca czego chce od życia i bardzo wymagająca, a jednocześnie samotna, uczuciowa romantyczka nosząca na sercu blizny przeszłości oraz Jacek Nowacki, podkochujący się w niej brat Uli, jej najlepszej przyjaciółki i współlokatorki. To właśnie Ulka wpada na pomysł, aby Jacek towarzyszył Beacie na ślubie Anki. Podobają się sobie, ale zanim ich związek będzie miał jakąkolwiek szansę, Rostowska musi zwalczyć demony przeszłości. Beata jest singielką, która uważa, że niczego jej w życiu nie brakuje: ma dobrą pracę, najlepszą przyjaciółkę, której rodzice traktują ją jak własną córkę i obiecującą przyszłość - wkrótce podejmie studia podyplomowe. Czego jej może brakować? Miłości? Prawdziwej rodziny? To nie Beata się jej wyrzekła, tylko ona Beaty.

Jacek, wbrew temu, jak Ulka nazywa go ironicznie „półgłówkiem”, jest bardzo inteligentnym i przystojnym młodzieńcem, który swoim poczuciem humoru potrafi rozśmieszyć nawet zawsze poważną Beatę. Jest w stosunku do niej nieśmiały, a Ulka tylko dolewa oliwy do ognia, próbując za wszelką cenę ich wyswatać. Młody Nowacki to bardzo istotna postać, bez której Beata nie poradziłaby sobie nie tylko na ślubie. Fabuła powieści „Martwe Jezioro” skupia się przede wszystkim na historii starszej córki Rostowskich i ich mrocznej przeszłości. Beata postanawia bowiem wywlec brudy spod ich dywanu.

Oprócz wymienionych powyżej, Rudnicka stworzyła wielu bohaterów niby drugoplanowych, ale istotnych dla fabuły. Najciekawszymi są: pani Stasia - pełna uczuć, uczciwa gosposia Rostowskich; Przemek Macierzak - podkochujący się w Beacie detektyw i Kinga - stażystka, prawdziwa zakała biura, w którym pracuje Beata. Z tą ostatnią wiąże się dużo komicznych sytuacji, uatrakcyjniających fabułę. Autorka wykazuje łatwość w konstruowaniu interesujących bohaterów nie tylko białych, ale także czarnych charakterów. Do tych drugich z pewnością należy zaliczyć rodziców Beaty, Henryka i Zofię Rostowskich oraz Adama, mężczyznę, który uważa, że wszystko mu się od życia należy oraz z nikim i niczym nie musi się liczyć. Ale czy Henryka i Zofię można jednoznacznie ocenić? Jaką mroczną tajemnicę przeszłości skrywają oraz czy któreś z nich jest współczesną panią Dulską przekonają się czytelnicy, którzy sięgną po „Martwe Jezioro”.

Autorka zauroczyła mnie nie tylko swoimi żywymi postaciami, ale także opisami. Podobała mi się też opowieść o tytułowym Martwym Jeziorze, które nie jest dla fabuły bez znaczenia. Dużym plusem jest to, że akcja książki dzieje współcześnie i została osadzona w polskich realiach. Rudnicka uchwyciła blaski i cienie ludzi żyjących w blasku fleszy. Autorka sprawnie poprowadziła fabułę oraz sprawiła, że czytelnicy nie nudzą się w trakcie lektury. Delikatnie wplotła rozwijające się uczucie między głównymi bohaterami, które dopełnia ich egzystencję.

Niestety, jest też w tej powieści coś, co mi się nie podobało. Utwór składa się z dwóch części: pierwszej, która opowiadania o wydarzeniach następujących przed przyjazdem Beaty i Jacka na ślub Anny i drugiej, rozgrywającej się w domu Rostowskich. Nie są one podzielone na rozdziały, co może męczyć czytelników w trakcie lektury. Pierwsza część ma bowiem 85 stron, a druga 138. Dodatkowo w pierwszej występuje przeskok czasowy między obecnością dziewczyny w biurze detektywistycznym a dalszą opowieścią. Raziły mnie także występujące w powieści błędy - często, w trakcie czytania gubiłem się między opisami i myślami bohaterów oraz nie wiedziałem, kto co myśli (w niektórych miejscach brakowało rozdzielenia akapitów). Pomimo przytoczonych błędów powieść przeczytałem z przyjemnością. Rudnicka napisała ją prostym i lekkim językiem, okraszonym ironią, a wydawnictwo zastosowało czytelną czcionkę.

Uroku „Martwego Jeziora” dopełnia broszurowa, estetyczna okładka przedstawiająca patrzącą na czytelników młodą, piękną kobietę, całującą się parę, przystojnego mężczyznę i dwoje dorosłych ludzi z dzieckiem. Postaci się lekko zlewają i intrygują. Z tyłu okładki, oprócz notki o książce, znajduje się zdjęcie uśmiechniętej autorki, kilka informacji o niej, reklama dwóch innych książek jej autorstwa i zapowiedź ciągu dalszego „Martwego Jeziora”.

Zrecenzowaną powieść polecam wszystkim czytelnikom, którzy lubią ciekawą fabułę, intrygę i szukają odskoczni od monotonności dnia codziennego.

Konrad Staszewski

Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Martwe Jezioro
Wydawnictwo: Prószyński Media Sp. z o.o.
Data wydania: 2009 r.
Miejsce wydania: Warszawa
Format i okładka: 125x195 mm, miękka
Zdjęcia na okładce: Istockphoto.com
Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz
ISBN: 978-83-7648-293-4
Liczna stron: 232
Cena: 21,00 zł.

Znajdź nas na Google+

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!