Kilka dni temu na polskie ekrany wszedł głośny film pt. "Diabeł ubiera się u Prady" w reżyserii Davida Frankela. Obraz ten miał swoją światową premierę na festiwalu w Wenecji, gdzie autorce Wiadomości24.pl udało się porozmawiać z reżyserem.

Serial TV "Seks w wielkim mieście", którego kilka odcinków Pan
wyreżyserował i w którym dochodzi do przełamania wielu obyczajowych tabu oraz
film "Diabeł ubiera się u Prady", gdzie portretuje Pan kobietę,
stawiającą pracę na pierwszym miejscu - sprawiły, że w Hollywood zyskał Pan
opinie męskiego...feministy. Zgadza się Pan z tym?



David Frankel:
­-
Skoro tak o mnie mówią, to niech tak zostanie! Nie będę się sprzeciwiał.


A nie jest tak?


Nie wiem, czy etykieta feministy pasuje do mnie w stu procentach, ale na
pewno nie jestem typem mężczyzny, który boi się ambitnych, silnych i władczych
kobiet, osiągających wysoką pozycję zawodową. Ja je podziwiam i cenię. I zawsze
to podkreślam. Taka jest na przykład moja żona. Cieszę się jej sukcesami i
jestem z niej dumny. Zresztą wychowałem się w otoczeniu wspaniałych i
niezależnych kobiet.


Podziwia Pan także szefową "Vogue'a" Annę Wintour? W filmie
"Diabeł ubiera się u Prady" mimo zmiany nazwy pisma i nazwiska
głównej bohaterki na Mirindę Priestley, w którą wcieliła się Meryl Streep i tak
wszyscy wiedzą o kogo chodzi.



Ależ ja uwielbiam Annę Wintour! Imponuje mi! To prawda, że dla swoich
współpracowników była koszmarną szefową, jędzą, babą z piekła rodem. Jej
asystentki nazywały ją "Nuklearną Anna", "Lodówką",
"Chudym rekinem". Jeśli ktoś nie spełniał jej trudnych nieraz do
wykonania poleceń, potrafiła go poniżyć, upokorzyć. Była bezlitosna. W pracy
bardzo wiele wymagała od siebie i tego samego oczekiwała od innych. Poza tym
nie znosiła rozmieniać się na drobne, marnować czasu na tak przyjemne może, ale
nieefektywne "przerywniki" jak kawa czy ploteczki. Ta
"jędza", ubóstwiana przez Lagerfelda i Galiano osiągnęła jednak
niesamowite sukcesy.


Jakie na przykład?


Okazała się najlepszą naczelną w ponad stuletniej historii
"Vouge'a". Mimo kryzysu czytelnictwa w USA pismo to pod kierownictwem
Anny Wintour utrzymało prymat na rynku. Roczne wpływy z reklam sięgają prawie
350 milionów dolarów. Stworzyła prawdziwe imperium mody, wypromowała wielu
wspaniałych projektantów. Jednak absolutnym strzałem w dziesiątkę było zerwanie
ze snobistyczną formułą tej „biblii mody”, za jaką uchodzi "Vogue".
Obok luksusowych kreacji, zaczęto tutaj promować modę także dla zwykłych
klientek, ale w dobrym guście. Anna pociągnęła za sobą innych wielkich
kreatorów mody. Na przykład Karla Lagerfelda, który także produkując dla sieci
H&M zaczął spełniać marzenia kobiet o modnych ubraniach za niewielkie
pieniądze.


Czy tylko ze względu na zasługi dla świata mody Miranda Priestley w kreacji
Meryl Streep jest o wiele mniej demoniczna, niż Wintour w rzeczywistości i w
głośnej powieści "Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weinberger, byłej
asystentki, która nie pozostawiła suchej nitki na swej dawnej szefowej?



Nie! Nieporozumienie polega na tym, że nasz film nie jest filmem o Annie
Wintour, choć został jej postacią zainspirowany. Natomiast dotyczy ogólnie
fenomenu kobiet, które osiągnęły zawodowy sukces. W postaci Mirandy Priestley
skoncentrowałem się na jej determinacji, ustępstwach i kompromisach, jakich musiała
dokonać na drodze do osiągnięcia swoich celów. Pod maską chłodu i
niedostępności ukrywa się kobieta, która zapłaciła bardzo wysoką cenę za sukces
zawodowy. Tytaniczna praca, talent, kreatywność i przedsiębiorczość to nie
wszystko. Kobieta, która stawia pracę i samorealizację na pierwszym miejscu
musi jeszcze dodatkowo zmierzyć się z wrogością i nietolerancją otoczenia.
Jeśli mężczyzna poświęca swoje życie pracy i zaniedbuje rodzinę bądź
przyjaciół, to jakoś to mu uchodzi. Kobieta w takiej samej sytuacji prawie
zawsze musi się liczyć z zaostrzoną krytyką. Uważam, że to nie fair.


Teraz rozumiem, dlaczego wątek faustowski nie wypalił. Bohaterka Meryl
Streep daleka jest od diablicy konsekwentne kuszącej młodziutką asystentkę
mirażem sławy i bogactwa za cenę zaprzedania duszy kapryśnemu imperium mody.



Tak, chociaż próbuje, ale ze słabym skutkiem. To ta maska na pokaz. W głębi
duszy Miranda jest kobietą rozdartą, przegraną. Rzuca się w wir pracy, jak
szalona, by zabić dręczące ją wątpliwości i stłumić depresję. Jej asystentka,
którą fantastycznie zagrała Anna Hathaway, na szczęście odkrywa to drugie
oblicze swojej szefowej, a to ułatwia jej podjęcie decyzji, w sprawie dalszego
pokierowania własnym życiem.


Trzeba było talentu Meryl Streep, by wygrać wszystkie niuanse wieloznacznej
postaci Mirandy. Po pokazie filmu w Wenecji, słyszałam, oprócz pochlebnych
opinii i takie, że gdyby nie kreacja Streep, film byłby jedynie ruchomym
żurnalem mody na ekranie.



Zdaję sobie sprawę z tego, że Meryl unosi ten film. Od kiedy zobaczyłem ją w
Manhattanie" Woody Allena marzyłem, by kiedyś móc z nią współpracować. Z
chęcią zgodziła się zagrać w filmie "Diabeł ubiera się u Prady". Jej
Miranda waha się między tragedią i komedią. Potrafi wydobyć komizm z sytuacji,
które wcale nie wydają się zabawne. I na odwrót. Myślę, że Meryl zdecydowała
się na udział w tym filmie także trochę na przekór sobie. Prywatnie najlepiej
czuje się w dżinsach i podkoszulkach. Nie nosi wszystkich tych luksusowych,
markowych ubrań, w które musiała się przebierać po kilka razy dziennie. W
filmie pojawia się w blisko 60 kreacjach od najlepszych projektantów. Nie tylko
od Prady, ale i Valentino, Chanel, Donny Karan, Calvina Kleina, Armaniego i
innych. To prawdziwa rewia mody.


Drugim strzałem w dziesiątkę, oprócz zaangażowania w filmie Meryl Streep
okazało się powierzenie roli stylistki na planie słynnej Patrycji Field.



Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. W filmie o modzie podróbki są
wykluczone. Wszystko musi być autentyczne i precyzyjnie skomponowane. Z Pat i
jej nieprawdopodobną intuicją oraz wyczuciem stylu zetknąłem się już na planie
"Małżeńskiej rapsodii", a potem "Seksu w wielkim mieście".
Grającej w obu tych filmach Sarah Jessice Parker, Pat kazała nosić tak
dziwaczne ubrania, że sam zachodziłem w głowę, co to jest. Tymczasem za dwa
lata wszyscy ubierali się w te same kreacje. W związku z ogromną popularnością
"Seksu..." i jego wpływu na sposób ubierania się Amerykanek zaczęto
pisać, że ubrania aktorek odciągają uwagę widzów od dialogów. Dzięki brawurowym
popisom aktorskim w filmie "Diabeł ubiera się u Prady", mam nadzieję,
że udało się tego niebezpieczeństwa uniknąć. Za sprawą swoich kontaktów w
świecie mody udało się Pat wypożyczyć wiele luksusowych kolekcji dla potrzeb
filmu i zaoszczędzić w ten sposób sporo pieniędzy.


Chyba nie było to aż tak trudne? W końcu to świetna reklama dla
projektantów.



No tak, ale proszę wziąć pod uwagę, że wartość wszystkich kreacji łącznie z
setkami dodatków: butów, torebek, okularów przekroczyła milion dolarów. To
absolutny rekord w historii kina. Zbankrutowalibyśmy, gdyby trzeba było za to
wszystko płacić.


No to teraz chodzi Pan wyłącznie w butach od Prady i w garniturach od
Armaniego?



Rozczaruję Panią! Otóż nie. Solidarnie zdecydowaliśmy, że oddamy wszystkie te
ubrania, które moglibyśmy zatrzymać za zgodą projektantów, dla ofiar huraganu
Katrina. I tak też się stało.


Gwiazdy filmowe uchodzą za najlepszych ambasadorów mody. Czy Meryl Streep w
wieczorowej sukni od Valentino i w szpilkach od Prady okaże się tak samo
skuteczna w promowaniu tych marek, jak Sarah Jessica Parker, która wylansowała
buty Manolo Blahnika?



A dlaczego nie? Być może fakt, że Meryl nie ukrywa, że nie przywiązywała
dotąd do mody tak wielkiego znaczenia - bardziej przekona przeciętne kobiety do
tego, że od czasu do czasu warto zaryzykować i zmienić coś w swoim wyglądzie.
Młodsze i piękniejsze aktorki oraz modelki, jak np. Halle Berry (Versace),
Christy Turlington (Vero Moda) czy Scarlett Johanson (Reebok) paradoksalnie są
mniej wiarygodne. Trudniej jest zachować powab i zmysłowość po 50-tce, niż
wtedy, gdy jest się młodym i ślicznym. A Meryl w sukni od Valentino wygląda
naprawdę zjawiskowo.


Czy to jednak nie przesada, gdy niektóre media nazywają Benedykta XVI
"Papieżem Prady". Podobno nalegano na zmianę niefortunnego tytułu
Pana filmu. A może chodziło o zwykły chwyt marketingowy?



Czytałem o tym w prasie, ale zapewniam, że w żadnym wypadku nie
ośmielilibyśmy się wykorzystywać osoby Ojca Świętego do tak przyziemnych celów.
Poza tym bestseller Weinberger napisany został, kiedy Benedykt XVI był jeszcze
kardynałem Ratzingerem. Z tego, co wiem, czerwone mokasyny papieża, o które
tyle szumu - wykonuje na zamówienie Jego osobisty szewc. Niewykluczone jednak, że
Ojciec Święty faktycznie ubiera się u Prady, bo gdzieś musi. To marka
dyskretnej elegancji i prostoty, bez ostentacyjnie okazywanego logo.


Czy fascynacja modą, tak wyraźna w Pana filmach, nie stoi w sprzeczności z
deklarowanymi przez Pana na początku naszej rozmowy feministycznymi sympatiami?
Myślę o uprzedmiotowieniu kobiety.



Nie, bo myli Pani kobiecą zmysłowość z seksizmem. Oczywiście, że na wybiegu
czy w reklamach pojawiają się roznegliżowane modelki, ale niekoniecznie te
obrazki czy sytuacje muszą mieć seksistowski charakter. Poza tym wiele kolekcji
wręcz lansuje wizerunek kobiety pewnej siebie, silnej, przewrotnej a przy tym emanującej
zmysłowością. Nawet jeśli taka modelka więcej odsłania, niż zasłania, to nie
musi to mieć nic wspólnego z męską dominacją lub nienawiścią do kobiet. Proszę
też zwrócić uwagę na to, że zarówno w reklamie, jak i na wybiegach pojawia się
także coraz więcej wizerunków męskiego ciała. Chanel przeobraziła kobiety w
chłopczyce. Damskie smokingi szyje Karl Lagerfeld i Ralph Lauren. Zabawne jest
to, że swojego czasu feministki zarzuciły Yves Saint Laurentowi
uprzedmiotowienie kobiet, podczas, gdy on jako jeden z pierwszych wprowadził
elementy męskiego stroju do damskiej garderoby. To za jego sprawą modelki stały
się boginiami, ikonami kultury - wyniosłymi, grymaśnymi i niedostępnymi.


Rozmawiała Mariola Wiktor.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!