Roman Czejarek Roman Czejarek

Roman Czejarek (© Michał Kołyga)

Już za kilka dni rozpoczyna się astronomiczne lato. Dla wielu ludzi ten czas kojarzy się z sztandarową audycją Polskiego Radia "Latem z radiem". O tegorocznej audycji i o swoim powrocie do niej opowiada czytelnikom Roman Czejarek.

Marta i Magda Wróbel:Witamy. Znowu spotykamy się w Polskim Radiu. Wierzył Pan, że to jeszcze będzie możliwe?
Roman Czejarek:Szczerze mówiąc nie do końca... Ale cieszę się, że mogę znów brać udział w takiej przygodzie jaką jest „Lato z radiem”. To jest tak niepowtarzalne przedsięwzięcie, że nie da się tego porównać z żadną inną trasą koncertową albo serią komercyjnych imprez, jakie przecież też od czasu do czasu, są w Polsce organizowane. „Lato z radiem” to także niezwykli słuchacze, bardzo wierni i bardzo oddani swojej audycji. Jestem też zaskoczony tym, że tak wiele osób czekało na mój powrót. Dziękuje za wszystkie listy i słowa poparcia! Z pewnością gdyby nie Państwo – taki powrót nie byłby możliwy.

Po powrocie do pracy w Polskim Radiu dostał Pan zadanie wyprowadzenia z przepaści finansowej audycji „Cztery pory roku” i „Lato z radiem”. Będzie sukces w tym roku?
To nie do końca tak. Po pierwsze to nie tylko moja praca, ale całego zespołu ludzi, którzy biorą w tym udział. Gdyby nie oni, jeden Czejarek nic by przy tym nie znaczył. Mnie może bardziej widać, bo mówię do mikrofonu albo występuję przed kamerą, ale tam dalej są jeszcze inni, często anonimowi, a bardzo ważni ludzie. W przypadku „Lata z radiem” olbrzymią pracę wykonała w tym roku Agencja Reklamy i Agencja Promocji Polskiego Radia. Fajnie, że tacy ludzie w radiu są i że im się chce to robić. Im się należą największe brawa.

Jeżeli chodzi o finanse to na podsumowania będzie czas po wakacjach. Oczywiście, że robimy wszystko, by na siebie zarobić i by koszty imprez plenerowych, nagród, koncertów itp. pokryli sponsorzy oraz reklamodawcy. Wszyscy wiemy jak jest z abonamentem i mam pełną świadomość tego, że abonament przede wszystkim powinien iść na tzw. „misję” radia – reportaże, teatr, muzykę poważną. My, czyli „Lato z radiem”, bez względu na to czy mi się to podoba czy też nie, powinniśmy na siebie zarobić. A skora tak, to na dziś można ostrożnie powiedzieć, że jest nieźle i z pewnością lepiej niż w ostatnich latach. Ale to nie znaczy, że przed nami koniec pracy.

Więc jakie będzie tegoroczne Lato z radiem?
Mam nadzieję, że fajne! To ocenią słuchacze i goście na imprezach. W radiu jest teraz pełna demokracja. Jak komuś się coś nie podoba to może wyłączyć radio. To groźna broń i każdy radiowiec musi ją brać pod uwagę.

Będzie płyta i maskotka?
Oczywiście. Płyta będzie zupełnie inna niż te wydawane do tej pory. Po prostu nadszedł czas na otwarcie nowego rozdziału i spróbujemy to zrobić. Będzie ją łatwiej kupić (nie tylko w sklepach muzycznych, ale również w kioskach z prasą) i będzie sprzedawana za połowę dotychczasowej ceny, na dokładkę z... książeczką dokumentująca najważniejsze elementy naszej audycji! Jak dobrze pójdzie, lada moment będzie też następny krążek i kolejna książeczka. Maskotka 2010 to stonoga. Razem z nią postawimy sto kroków na mapie Polski. Oczywiście w najciekawszych miejscach.

Wracacie do formuły z dużą trasą i dużą liczbą gwiazd. Będzie coś dla dzieci i grillowanie. Będą też kabarety. Były prezes Czabański nazwał takie koncerty „chałturą, kiczem i beznadzieją”. A sponsorom się jednak podoba?
Sponsorzy to oddzielna sprawa. Musimy się nieźle nagłówkować, by z jednej strony zrobić imprezę masową, na którą przyjdą tłumy, a z drugiej strony zachować poziom. Myślę, że liczba gwiazd i ich nazwiska najlepiej świadczą o nas. Ale w sumie takie koncerty to dużo bardziej złożona sprawa. Każdy element może być okazją do „mądrych” ruchów.

Na przykład Robert Sowa z jednej strony grilluje, ale z drugiej przy tej okazji robimy szkołę zdrowego żywienia oraz promujemy lokalne polskie potrawy. Na każdej imprezie mamy miasteczko ruchu drogowego by propagować zasady bezpiecznego poruszania się po drogach. Wspólnie z Ministerstwem Zdrowia zaprosimy na darmowe porady lekarskie oraz darmowe badania w specjalnym ruchomym autobusie-laboratorium, który stanie niedaleko estrady na większości koncertów. Takie przykłady można mnożyć. Kabarety to pomysł na wypełnienie czasu między programem dla najmłodszych oraz gwiazdami muzycznymi. A tych gwiazd jest rzeczywiście dużo.

Dlaczego tegoroczne „Lato z radiem” bez problemów „załatwiło” sobie sponsorów, gwiazdy? A przez ostatnie trzy lata nie było to łatwe?
Ze sponsorami nigdy nie jest łatwo, bo jak ktoś płaci, to stawia wysokie wymagania. Każdy kto kiedykolwiek próbował coś takiego załatwiać doskonale będzie wiedział o czym mówię. Więc problemy były od lat i to nie jest jakaś specjalna tajemnica. A jak było w tym roku? Odpowiem dyplomatycznie – wszyscy razem włożyliśmy w to bardzo dużo pracy i bardzo dużo serca. Może mamy więcej szczęścia?

Zdradzi nam pan przepis na sukces audycji pod pana kierownictwem?
Punkt pierwszy: praca, praca, praca, bo nic samo się nie zrobi. Punkt drugi: patrzenie do przodu, a nie do tyłu, bo nie ma sensu tracić czasu na wzajemne utarczki (to takie nasze polskie – pokłócić się zamiast coś fajnego razem zrobić). Punkt trzeci: słuchanie innych. Dziennikarz nie jest genialny i nie jest nieomylny. Jak ktoś inny ma lepszy pomysł to warto go zrealizować wspólnie bo wszyscy będą mieli z tego korzyści. I warto uczyć się na błędach.

W rozmowie, zaraz po Pana odejściu z radia zadałyśmy pytanie czy wróci Pan do Polskiego Radia. Odpowiedział Pan: Tak , ale tylko wtedy kiedy część rzeczy da się „odkręcić”. Dało się?
Jak widać dało się. Aż sam jestem zaskoczony.

Współautor artykułu:

  • Magdalena Wróbel

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!