Jedziemy do wód! Rozterki doktora wypisującego coś, na co on nie ma czasu. Drodzy pacjenci leczcie się sami, odchudzajcie się, spacerujcie i nie oglądajcie tusków, kaczyńskich, i innych oszołomów. Oglądajcie ciekawsze zwierzątka...

Mnie, konsyliarzowi podstawowej opieki zdrowotnej, przypadł zaszczyt kwalifikowania pacjentów na stopień kandydata na kuracjusza. Najczęściej z inicjatywą wystawienia skierowania wychodzą pacjenci. W zdecydowanej większości to panie w wieku 40 - 60 lat. No i oczywiście konieczność leczenia dotyczy niewielkiej grupy osób.

Najczęstsze odpowiedzi na moje pytanie - w jakim celu jadą do sanatorium - wypocząć, bo jeszcze nie była, a tyle lat płaci składki, bo dawno nie była (2 lata temu), sąsiadka była i się lepiej poczuła. Chętnie bym odmówił skierowania na leczenie uzdrowiskowe. No, tylko bym spróbował! Nie wiem czym mogłaby się dla mnie skończyć taka zachcianka. Dlatego też potulnie wystawiam skierowania na potrzebne analizy, które muszą być dołączone do wniosku na leczenie sanatoryjne. Jeszcze tego samego dnia, najdalej następnego badania są wykonane.

I już mam przed sobą tylko spełnienie społecznego-charytatywnego obowiązku, biorę pióro (piszę piórem) i po kilku minutach jest skierowanie. Pacjent z twarzą jak na reklamie budyniu biegnie do NFZ, aby złożyć zapotrzebowanie na wypoczynek. Niektórzy kandydaci mają wymagania co do terminu i miejsca pobytu. Jedna pani powiedziała mi, że jeśli nie będzie to lipiec lub sierpień i Kołobrzeg to nie jedzie!

Niektórzy, tuż po powrocie z sanatorium, zjawiają się po kolejne skierowania, aby wniosek dojrzewał, wszak oczekiwanie na wyjazd trwać może od kilku do kilkunastu miesięcy. Jest w skrzynce zawiadomienie o terminie i miejscu leczenia balneologicznego. I dreszcz emocji, jak tam będzie? Nigdy po powrocie pacjenci nie opowiadają o warunkach pobytu, posiłkach, pokojach, osobach z którymi przebywali w pokojach.

Jedna z moich pacjentek niedawno opowiedziała mi o szaleństwach kuracjuszy i o tym "że nie była święta".W czasie, kiedy byłem zawodowo związany z Nałęczowem, osobiście przyglądałem się życiu płynącemu na masażach, diatermiach, inhalacjach, itd. A potem, no cóż, trzeba być przygotowanym do kolejnych tortur zabiegów. Wypoczynek, pełen relaks, środki rozweselające, no i oczywiście wspaniałe rytmy. Dalej będzie dalej.....

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!