Dlaczego ludzie bywają nieszczęśliwi? Co jest normą seksualną? Po co nam otwartość seksualna? Dlaczego trudno jest rozmawiać z partnerem o seksie? Czy istnieje kochanek idealny? Wywiad z seksuolożką, psychoterapeutką, Izą Żubrys.



Jak to się dzieje, że niektórzy ludzie są szczęśliwi, a inni nie?


- Pewnie należałoby spytać tych ludzi (śmiech
). Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak bycie szczęśliwym, nieszczęśliwym. Poczucie szczęścia to są chwile, drobiazgi. Życie przeciętnego człowieka, którego zdrowie psychiczne mieści się w szeroko pojętej normie, jest szare i nudne, przetykane momentami szczęścia i momentami doła. Jest w ogromnej większości takie samo, jednostajne, nie jest białe, ani czarne tylko przeważnie szare. Polega na tym, że codziennie robi się mnóstwo podobnych czynności, jest w tym monotonia. Z upływem czasu dostrzega się, że amplituda, chwiejność typowa dla młodości czy wczesnej dorosłości, zatraca się, wygładza. Wszystko zaczyna się postrzegać z dystansem.

Ale niektórzy ludzie czują się szczęśliwsi od innych?


- Ważne jest uświadomienie sobie, że nie można mieć wszystkiego, że życie nie jest po to, żeby spełniało moje marzenia czy wyobrażenia na jego temat. Życie się po prostu toczy, a ja jestem tu na chwilę i zaraz wysiadam. To, co znajdę w życiu i to co znajdę w świecie i jaki nadam temu sens, to należy do mnie. Ważne jest żeby wiedzieć, że w większości życie jest szare, neutralne i, że to ja nadaję mu znaczenie. To co jest równie ważne, to uświadomienie sobie, że życie jest jakimś kompromisem.

Na przykład życie w związku czy w rodzinie. Rodzina to grupa osób, które są razem, których celem jest życie razem dla siebie w jak najlepszy sposób, dawanie sobie miłości, czułości, intymności, przyjaźni, wsparcia. Ale też celem indywidualnym w tej grupie jest wywieranie nacisku na drugą osobę, żeby zrobiła tak a nie inaczej. Jest to ciągłe balansowanie między zniewalaniem kogoś i byciem przez niego zniewalanym.

Nie wszyscy mają to poczucie szczęścia...


- Sądzę, że często ludzie są nieszczęśliwi, ponieważ bardzo, bardzo chcą być szczęśliwi. Nie wiem, czy to dobry przykład, ale podobnie jeśli kobieta nie przeżywa orgazmu, a bardzo, bardzo chce go przeżyć, to nie będzie go miała. Jeśli podczas relacji seksualnej jest cały czas skupiona na tym, że nie miała jeszcze orgazmu i może dzisiaj go wreszcie będzie miała, może teraz, może za chwilę, wciąż o tym myśli, oczekuje w napięciu, to nie jest w stanie go przeżyć. Ludzie którzy są nieszczęśliwi, pomijając oczywiście stany depresji, bardzo chcieliby być. Ale przez to, że tak bardzo chcą, nie potrafią.

Jak to się dzieje, że choć wiedza z zakresu seksuologii jest duża, a białych plam na seksuologicznej mapie człowieka pozostało niewiele, to ludzie tak mało wiedzą o tej sferze życia? Czy seksuologia nie powinna skupić się na edukowaniu społeczeństw, pozbawianiu ludzi kompleksów?



- Wszystko zależy od tego, jaki jest stopień otwartości danego społeczeństwa. W Polsce obecnie standardy wyznacza Kościół katolicki, sądzę zatem, że inicjatywa powszechnej edukacji seksualnej zostałaby odrzucona. To Kościół katolicki mówi teraz Polakom, co jest w seksie normą, a co nie. Tymczasem w życiu seksualnym normę wyznaczają sobie partnerzy. Wszystko co odpowiada im nawzajem, co sprawia im radość, satysfakcję, czego pragną podczas zbliżenia, jest normalne i dobre. Inna sytuacja oczywiście ma miejsce, gdy partnerzy robią coś, co jednemu z nich nie odpowiada, razi. Ale to coś innego.

Kiedy poruszamy temat edukacji seksualnej, myślę o Nancy Friday, która zrobiła świetną robotę jeśli chodzi o kobiece życie seksualne i o kobiece fantazje seksualne. Swoją pracą powiedziała kobietom - jesteście OK i wasze fantazje są OK. Wasza seksualność nie powinna być powodem poczucia wstydu, winy czy poczucia, że jesteście nieobyczajne, zboczone, chore, dziwne.

Nancy Friday zrobiła w USA wielkie badania, coś jak Kinsey, tylko listownie. Pisywała artykuły do różnych pism i przez wiele lat apelowała do czytelniczek o listy, pytała o ich fantazje seksualne i o ich życie seksualne. Kobiety opisywały fantazje, doświadczenia, także dziękowały jej za publikowanie swoich listów. W tych czasach uważano powszechnie, że kobieta nie ma swojego życia seksualnego, że kobieta jest dla mężczyzny, że to mężczyzna jest tym, który ma popęd i go realizuje, a kobieta go przyjmuje. No i nagle okazało się, że kobiety mają bardzo rozbudowane, czasem nawet trudne do przyjęcia fantazje seksualne.

Friday ponowiła badania 20 lat później i, co też było ciekawe, fantazje kobiet bardzo się zmieniły. W latach 60. kobiece fantazje obrazowały zazwyczaj sytuacje, w których kobieta była bierna. Mężczyzna był w tych fantazjach oczywiście boski, robił to o czym one marzyły, ale same kobiety były bierne, uległe, bez ruchu. Fantazje z badań prowadzonych 20 lat później pokazują ogromną zmianę - kobiety są bardziej świadome własnej seksualności, wiedzą czym jest orgazm, wiedzą jak go osiągnąć. Jeśli chcą, są uwodzące, dominujące, władcze - to efekt rewolucji seksualnej, która się w międzyczasie dokonała w USA.

W Polsce nie mieliśmy rewolucji seksualnej...


- To prawda, rewolucji nie było, choć mieliśmy Michalinę Wisłocką, która przecież zrobiła ogromnie wiele dla polskiej seksuologii. Szkoda, że umierała w zapomnieniu. Była romantyczną idealistką.

Chyba jest nam teraz lepiej niż 20 czy 40 lat temu?


- Ja mam wrażanie, że nie do końca. Czytam książki Starowicza z lat 80. czy 90. czy pisma z tamtych lat,
nie było wtedy takiej religijności, "odpału" w drugą stronę, trochę inaczej zaakcentowane były wartości. Była jakaś edukacja seksualna, była Wisłocka, był Lew Starowicz i był Imieliński.

Wracając do edukacji seksualnej - nie można uszczęśliwiać ludzi na siłę. Jeżeli ktoś chce czegoś się dowiedzieć, ma odwagę przyjąć wiedzę, która czasami jest trudna czy niewygodna, to sam znajdzie informacje. A jeśli ktoś nie chce wiedzieć niczego o życiu seksualnym, to się nie dowie, nawet jeśli będą obowiązkowe zajęcia. Jeśli ktoś nie chce wiedzy i czegoś nie przyjmuje do wiadomości, to znaczy że są w nim obszary, które nie są w stanie tej wiedzy przyjąć. Możemy się zastanawiać, co to jest, czy jakieś rygorystyczne wychowanie, czy poczucie grzechu, nieczystości, które dostał w rodzinie lub na religii, czy jakieś urazy seksualne.

Po co ludziom otwartość seksualna? Do czego to jest potrzebne, skoro przez setki lat nikt o tym nie mówił, a ludzie jakoś żyli i płodzili dzieci?


- Polecam książkę Osho, hinduskiego guru, "Seks się liczy". Główną tezą tej książki, czymś co zachwyca, jest zdanie, że seks jest najważniejszą energią jaką mamy. Istniejemy przecież tylko dlatego, że nasi rodzice mieli stosunek seksualny. Podobnie oni istnieją dlatego, że ich rodzice mieli stosunek seksualny, i tak dalej. Między ludźmi ciągle następuje wymiana energii seksualnej. Celem egzystencji każdej istoty jest przecież powielanie siebie, przekazanie genów. Temu służą wszystkie tańce godowe, wszystko co robimy, gdy się z kimś spotykamy, gdy udzielamy się towarzysko. Służy to jednemu - znalezieniu partnera życiowego i rozprzestrzenieniu swoich genów.

Seks daje ludziom mnóstwo radości i dobrej energii, o ile oczywiście jest pozbawiony zahamowań czy moralnych ocen, poczucia grzechu i niestosowności. Ja nie jestem jakąś hedonistką, która uważa, że nic innego nie powinniśmy robić, tylko wciąż kopulować (śmiech
). Po prostu uważam że ludzie są istotami seksualnymi, tak jak wszystkie zwierzęta, tylko, że u ludzi seksualność jest schowana za różnymi fasadami. A przecież najpierw byliśmy istotami seksualnymi, kultura pojawiła się później.

Freud twierdził, że gdybyśmy nie wypierali się popędu seksualnego, nie sublimowali, nie byłoby kultury.


- Pewnie miał rację, ale z drugiej strony osoby które są zahamowane, nieszczęśliwe, pełne lęków, obaw, nigdy nie stworzą czegoś dobrego i konstruktywnego


Dlaczego o seksie jest trudno mówić, skoro nie jest tak trudno go mieć?


- Myślę, że może być wiele przyczyn. Przede wszystkim trudno jest nam
rozmawiać o sprawach, które są dla nas ważne. Życie seksualne jest na
tyle ważną częścią życia, że trudno o nim mówić bez emocji. W związkach
często rozmowy na temat seksu kończą się żalem, cichymi dniami, bo
nagle się okazuje, że ona nie miała orgazmu od lat, a on ma dosyć
pozycji klasycznej i chciałby na jeźdźca. Okazuje się, że rzeczywistość
jest inna niż wydawała się być. To rodzi niejasności, konflikty,
niedopowiedzenia. Ludzie czują się oceniani.



Ocena seksu dotyka
poczucia własnej wartości i jest dla człowieka zagrażająca. Generalnie
rozmowa o własnym życiu seksualnym wymaga dużej pewności siebie, odwagi i dopuszczenia do siebie możliwości, że nie jest zupełnie dobrze.



Inna
sprawa to sam język, niezwykle ubogi. Dla seksu mamy określenia albo
wulgarne albo medyczne. Część par wypracowuje jednak swój własny język
- jeśli tak jest, to znaczy że para jest blisko ze sobą i że jest jej
dobrze, że ich życie seksualne jest także w słowach.

Czy istnieje idealny kochanek, idealna kochanka?


- Niektórym wydaje się, że nimi są (śmiech
). W rzeczywistości własny rysopis seksualny tak różni ludzi, że doskonały kochanek dla jednej kobiety będzie zupełnie beznadziejny dla drugiej. Zasadą ogólną jest jednak to, że jeśli ktoś czuje się pięknie, dobrze, bezpiecznie, to jest mu w łóżku lepiej. Jeśli dajesz sobie przyzwolenie na ekspresję siebie, na przeżywanie rozkoszy, na radość, którą możesz dawać i brać w seksie, to będziesz je przeżywać. Poczucie własnej wartości jest bardzo ważne dla udanego seksu.

Może trzeba to powtarzać wszystkim ludziom?


- Ludzie mogą to wiedzieć, ale tego nie czują. Kobiety mają na przykład wiele kompleksów, czują się niepewnie w swojej urodzie, w swoim ciele, w swojej seksualności i tę niepewność zabierają do łóżka. Mężczyźni, rzecz jasna, także wnoszą niepewność do łóżka, nieprzypadkowo najczęstszym problemem seksualnym par są psychogenne zaburzenia erekcji.

Czy sfera życia seksualnego jest zależna od kultury? Czy może na całym świecie pary bardzo podobnie uprawiają seks, a różnice są wyłącznie w sferze języka i kultury?


- Istnieje sporo badań antropologicznych w tym zakresie. Na pewno większość ludzi seks uprawia, czego dowodem jest rodzenie się dzieci na całym świecie. Na pewno także jesteśmy więzieniami kultury w której żyjemy czy religii, w zależności od ich opresyjności. Seks jest w danej kulturze albo bardziej wyparty i zniszczony, albo mniej. Są oczywiście także przejściowe mody, zmiany w kulturze masowej, choćby przez internet czy książki.

Inna sprawa, że także w ciągu życia człowieka jego seksualność nie jest czymś trwałym. Tak jak życie człowieka czy pary zmienia się z czasem, tak nasze życie seksualne ulega zmianom na przestrzeni lat, niezależnie od tego, czy zmieniamy partnerów czy mamy jednego.
70-latkowie kochają się zupełnie inaczej niż 20-latkowie. Bo 70-latkowie też się kochają. Nie wszyscy oczywiście, ale ci, którzy się kochają na pewno są szczęśliwsi.



* Iza Żubrys jest psycholożką i seksuolożką. Główny
obszar jej zainteresowania to zaburzenia seksualne kobiet. Lewicująca
feministka, prywatnie żona i matka. Obecnie na emigracji
ideologicznej. Lubi bulteriery i nosorożce, literaturę współczesną
i filmy klasy B.


Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!