16 lipca europoseł Marek Migalski napisał na blogu, że 10 kwietnia 2010 roku, trzy godziny po katastrofie smoleńskiej, 100 parlamentarzystów PiS udało się na obiad do restauracji. Potem poseł Macierewicz zadbał, żeby szybko wrócili do domu.

"Głównym zaganiającym do autobusów i zachęcającym do jak najszybszego wyjazdu ze Smoleńska, był Antoni Macierewicz" – twierdzi były polityk PiS. Najpierw poseł Macierewicz miał, według Migalskiego, zapędzać wszystkich do autokaru, aby szybko zjedli obiad, potem ponaglał, aby czym prędzej wracać do Polski – czytamy w serwisie www.wprost.pl.

Tą obiadową "tajemnicą smoleńską" europoseł wywołał niesamowitą burzę polityczną. W dodatku europoseł Migalski mówi do posłów PiS: zdradziliście o świcie Lecha Kaczyńskiego. Nie milkną więc odgłosy burzy o "obiedzie smoleńskim", ani słowa potępienia Marka Migalskiego za jego otwartość w tej sprawie. Dziś mamy jej dalszy ciąg. Głos zabrał senator Jan Filip Libicki z PO, wcześniej działacz PiS i członek klubu parlamentarnego "Kluzików", czyli PJN.

Senator Jan Filip Libicki, podobnie jak europoseł Migalski, również napisał na blogu, że wtedy miał okazję wyjazdu do Smoleńska, ale z tej okazji nie skorzystał. Siłą rzeczy nie był na "obiedzie smoleńskim".

Nie wyjechał do Smoleńska, gdyż widok i zachowanie osób bijących się o miejsca na wyjazd "pisowskich działaczy", którzy w zdecydowanej większości traktowali tę eskapadę jako kolejną okazję do "zapunktowania u Prezesa", skutecznie go odstraszył. Jak zaznacza, jechali "owi działacze w większości, moim zdaniem, z politycznej kalkulacji, a nie z patriotycznego żaru". "Trudno się więc dziwić, że smoleński dramat, nie rozpalił ich do czerwoności" - komentuje senator Libicki.

Po tragedii smoleńskiej próbował – jak pisze – bardziej "obiad smoleński" i całą tę "sprawę rozświetlić", rozmawiał na ten temat z jednym z uczestników wyjazdu do Katynia, który podróżował razem z posłami PiS – informuje serwis wiadomosci.dziennik.pl.

Ten tajemniczy człowiek był wtedy "dość roztrzęsiony", ale udało się senatorowi ustalić, że miejscem owej nieszczęsnej, ale sławnej biesiady "smoleńskiej" była prawdopodobnie restauracja "Szafran" w Smoleńsku. Obiad – według senatora - składał się z 3 dań, a na deser podano coś, co w swoim składzie miało "truskawkową galaretkę". "Między stołami licznie uwijali się kelnerzy, a panującą atmosferę rozmówca mój określił - jeśli go dobrze rozumiem - jako smętną, ale nie dramatyczną" - napisał na blogu senator Libicki, na który powołuje się serwis dziennik.pl.

Senator odsłania też pewną subtelność politycznej gry w pociągu, podczas podróży do Polski. Pisze, że po obiedzie całą setkę posłów "zapakowano w autokar" i szybko przewieziono na dworzec kolejowy. W pociągu ze Smoleńska do kraju "Antoni Macierewicz - wedle opinii mego rozmówcy - zaczął "przejmować" partię" – napisał senator Jan Libicki.

Nie kwestionuje, że wtedy znaczna część parlamentarzystów PiS "mogła być w traumie", ale jego zdaniem - "nie większość". Opierając się na relacji kolegi twierdzi, że spośród około 100 pisowskich posłów i senatorów - większość z nich nie była w szoku. Może o tym świadczyć fakt "spokojnego konsumowania obiadu", zamiast patrzenia na ręce i pilnowania pracy rosyjskich ekip ratunkowych, "którym - jak mówią - od początku nie wierzyli" - podkreśla senator.

Jan Filip Libicki ze spokojem odnosi się w miarę szczegółowo do postawy posła Antoniego Macierewicza. Nie krytykuje jego zachowania. Twierdzi, że nawet świetnie go rozumie. "Bo życie i polityka nie znosi próżni (...), za naturalne uważam ewentualne rachuby Antoniego Macierewicza na przejęcie PiS-u" - przyznaje senator.

Polityk wyjaśnia, dlaczego zabrał głos w tej sprawie i przyznaje, że pisze o tym, bo jak czyta o smoleńskich zawodzeniach tak zwanych "mediów tożsamościowych", "jak to nie pozwolono Polakom odpowiednio długo przeżywać żałoby" i zestawia te zawodzenia z przytoczoną relacją świadka tamtych wydarzeń, to jest zażenowany.

Akcentuje, że w "tą permanentną żałobę i słynne smoleńskie błoto" wierzy z pewnością jakaś część odbiorców "mediów tożsamościowych". Ale czy wierzą też ich twórcy? – pyta. I odpowiada: "Nie mam pewności". Dodaje, że już na pewno nie ci najważniejsi, którzy z tego wszystkiego "mają najwięcej, bo wprost czerpią z tego realne, polityczne profity". "I w tym sensie smoleński obiad jest tu dobrym przykładem".

Jak zaznacza Jan Libicki, choć przykład to skromny, to jednak przy jego pomocy zjawisko owego obiadu, smutku i żałoby staje się - "by znów zacytować samego Prezesa - najoczywistszą oczywistością" – napisał na koniec wpisu.

Stanisław Cybruch

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!