Niedawno dobiegł końca 24 rok rządów sir Alexa Fergusona na Old Trafford. Szkot jest ewenementem na skalę światową - żaden inny współczesny szkoleniowiec nie może pochwalić się równie długim stażem pracy w tak utytułowanym klubie.

Trenerzy nigdy nie mieli łatwego życia. Obarczani w pierwszej kolejności za niepowodzenia, ograniczani kuriozalnymi pomysłami despotycznych właścicieli i uzależnieni od zmieniający się równie często jak pogoda w górach piłkarzy chodzą po cienkim lodzie.

Z Fergusonem na początku było podobnie. Gdy przybył do Manchesteru w listopadzie 1986 r. po rocznym epizodzie z reprezentacją Szkocji, klub znajdował się w cieniu swojego wielkiego rywala z Liverpoolu, który właśnie śrubował rekordową liczbę mistrzowskich tytułów (skończyło się na 18). United po raz ostatni zakończył sezon na pierwszy miejscu w 1967 r. Złotą erę Bobby'ego Charlotna i Georga Besta zwieńczyło zdobycie Pucharu Europy rok później.

Spragnieni sukcesów szefowie klubu dwie dekady później poszukiwali szkoleniowca, który zagwarantuje drużynie stabilizację i zasiądzie na ławce dłużej niż kilka sezonów. To oczywiście teoria, bowiem cierpliwość i zaufanie oficjeli nie były dane raz na zawsze. Początki dla byłego opiekuna m.in. Aberdeen nie należały do obfitujących w sukcesy. O detronizacji "The Reds" i doszlusowującego do czołówki Arsenalu można było tylko pomarzyć. Dość powiedzieć, że "Czerwone Diabły" na podium zameldowały się tylko w sezonach 1986/1987 i 1991/1992. Angielskie media i kibice nie szczędzili krytyki pod adresem Szkota, który nie był pewny swojego jutra w klubie.

Wraz z transformacją rozgrywek ligowych w Anglii i powołaniem do życia Premier League nastał jednak nowy świt dla Manchesteru. Ferguson dał się poznać jako znakomity wychowawca, regularnie wprowadzający do pierwszej drużyny utalentowanych zawodników (Ince, Scholes, Giggs), udowodnił, że dobrze sobie radzi z zawodnikami o wybuchowym charakterze (Keane) i podejmuje trafne decyzje na rynku transferowym (Cantona). W ostatniej dekadzie XX w. jego podopieczni aż 6-krotnie cieszyli się z zajęcia pierwszego miejsca w lidze.

Manchester Fergusona to drużyna grająca najbardziej kontynentalny futbol na Wyspach, niepozbawiony jednocześnie zaciętości i zaangażowania do pierwszej do ostatniej minuty. Piłkarzom przychodzącym na Old Trafford zwykle pozostaje wkomponowanie się do precyzyjnie nakreślonej struktury drużyny i bezwzględne zaakceptowanie obowiązujących w niej reguł. Zwykle, bo jeśli trafia się taka perła jak swego czasu Cristiano Ronaldo, Ferguson nie wahał się zmodyfikować ustawienia pod Portugalczyka. Jednak w odróżnieniu od Realu i Barcelony, w których roi się od gwiazd, United był zespołem "zrównoważonym". Nie brakowało w nim głośnych nazwisk, ale ważnymi zawodnikami również byli ci nie zaliczający się do grona wirtuozów futbolu.

Dziś kimś takim jest choćby Darren Fletcher, który haruje w środku pola przez 90 minut i mimo może mało efektownej postawy w 100 proc. wywiązuje się ze swoich obowiązków. W innych klubach aspirujących do gry o najwyższe cele prawdopodobnie z trudem znalazłby miejsce na ławce rezerwowych, ale u Fergusona jest centralną postacią zespołu, dzięki której z przodu mogą beztrosko szaleć Rooney z Nanim.

Za Fergusonem przemawiają liczby. Za jego kadencji Manchester zdobył 11 z 18 tytułów mistrzowskich, 5 z 11 Pucharów Anglii, 4 Puchary Ligi Angielskiej, 9 z 18 Tarcz Wspólnoty, a do tego dołożył 2 zwycięstwa w Lidze Mistrzów, Puchar Interkontynentalny i Klubowe Mistrzostwo Świata.

Szkot zapytany kiedyś o swoją rolę w klubie powiedział: "Z chwilą, gdy jeden staje się ważniejszy niż manager, klub umiera (..) To ja jestem najważniejszy w United. Tak już musi być". Patrząc na jego dorobek i autorytet, jakim cieszy się wśród piłkarzy, trudno się z nim nie zgodzić. W przeszłości potrafił sprowadzić do parteru postacie takiego formatu jak David Beckham czy Ruud van Nisterlooy. Ten ostatni musiał zresztą opuścić "Teatr Marzeń" po konflikcie z trenerem, mimo że przez 5 lat strzelił ponad 100 bramek dla Manchesteru i był jego najskuteczniejszym strzelcem.

Z uwagi na wiek sir Alexowi trudno będzie prześcignąć francuskiego trenera Guy'a Roux, który prowadził Auxerre przez 44 lata (1961-2005). Ale spuścizna, jaką po sobie zostawi może przetrwać wiele piłkarskich pokoleń na Old Trafford. Potencjalnym następcom Fergusona już można składać wyrazy współczucia, bowiem 24 godziny na dobę będą musieli mierzyć się z jego legendą.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!