Barbarzyństwo przyrodnicze w Lubuskiem. Najgrubszy polski dąb szypułkowy liczący ponad 600 lat – przestał istnieć. Ogień podłożyli pod drzewo młodociani wandale. Mieszkańcy regionu są w szoku.

Był z nielicznych szypułkowych dębów w naszym kraju, ale był najgrubszym i najstarszym. Obwód drzewa, mierzonego na wysokości 1,3 metra wynosił 10.43 m, wysoki był z kolei na 22 metry. Jego wiek szacowało się na 600 lat, czyli w okolicach roku 1400 był dopiero żołędziem.

Swoją współczesną nazwę Dąb Napoleona zawdzięcza legendzie, głoszącej, iż podczas wojny 1812 roku, pod jego konarami odpoczywał sam Napoleon Bonaparte, po przeprawie swojej armii przez Odrę, w marszu na Rosję.

Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór w powiecie zielonogórskim. Był wielką atrakcją turystyczną w Nadleśnictwie Przytok. Skarb klasy europejskiej. Dąb miał w środku olbrzymią dziuplę, do której jednocześnie mogło z powodzeniem wejść kilkanaście osób. Dziupla była, niestety, magnesem dla wandali. Urządzali w środku niej przeróżne hulanki, dlatego kilkakrotnie Napoleon płonął. Pierwszy raz, jak odnotowały kroniki, w 1927 roku (inne źródła podają rok 1925). W 2004 roku było najgorzej – w wyniku celowego podpalenia obumarły mu wówczas nieomal wszystkie jego konary – uchował się jeden. Mimo tego nadal miał swoją niepowtarzalną rozłożystą koronę i przeogromny pień.

Drzewo było objęte ochroną już przed II wojną światową. Jako pomnik przyrody powiatu zielonogórskiego, wpisany został do urzędowego rejestru. Dąb wówczas nosił nazwę profesora Theodora Schubego, bowiem w 1920 roku, władająca tutejszą okolicą księżna Hermina von Schonaich-Carolath (po śmierci swojego męża, późniejsza żona cesarza Wilhelma II), nadała mu imię niemieckiego botanika i pasjonata ochrony przyrody.

Napoleon przestał istnieć 15 listopada bieżącego roku, z niedzieli na poniedziałek. Przewrócił się, rozpadł się na drobne kawałki po tym, jak podłożony przez wandali ogień strawił jego wnętrze.

Wiadomość o spaleniu dębu wywołała wśród okolicznych mieszkańców niedowierzanie i poruszenie. - To zbrodnia! - często można było słyszeć. Nie szczędzono opinii o surowym ukaraniu chuliganów. - Wielokrotnie przebywałem tutaj, przyprowadzałem członków swojej rodziny i znajomych z kraju, robiliśmy zdjęcia, cieszyliśmy się, że w okolicy mamy taką atrakcję – mówi dla Wiadomośći24.pl, mieszkaniec Zaboru, Roman Danilkiewicz. - Tych podpalaczy z miejsca wsadziłbym do więzienia!

- Nic nie mogliśmy zdziałać, dogaszaliśmy leżące już drzewo. To był przygnębiający widok -
stwierdza dla W24 szef zielonogórskiej straży pożarnej, st. bryg. Waldemar Michałowski. - Pozostanie mi to w pamięci.

Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze wszczęła postępowanie z artykułu 187 par. 1 KK: „Kto niższy, poważnie uszkadza wartość przyrodniczą prawnie chronionego terenu lub obiektu, powodując istotną szkodę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2”.

Zielonogórska policja w szybkim tempie rozpoczęła pracować nad wykryciem wandali. Już w poniedziałek, jak poinformowała rzecznik prasowy miejskiej komendy, komisarz Małgorzata Stanisławska, policja wytypowała osoby mogące mieć związek z tym barbarzyńskim aktem.

Nadleśnictwo Przytok ufundowało 5 tys. zł nagrody dla tych, którzy przyczynią się do ujęcia podpalaczy. Kolejny 1 tys., jak potwierdziła rzeczniczka Lasów Państwowych w Zielonej Górze, Anna Malinowska, dorzucił oddział Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa.

We wtorek wieczorem na portalu Kontakt24 pojawiła się informacja o zatrzymaniu jednej osoby w związku z podpaleniem dębu. „Jest to osoba najprawdopodobniej nieletnia” - oznajmiła kom. Stanisławska. Policjanci jak najszybciej pragną dotrzeć do kolejnych osób odpowiedzialnych za zniszczenie pomnika przyrody, dlatego nie ujawniła żadnych szczegółów.

Szczegóły miały pojawić się dziś, w środę.

Rano kom. Stanisławska powiedziała W24: - Rzeczywiście, wczoraj zatrzymano nieletnią osobę do sprawy prowadzonego śledztwa. Ale nie oznacza to, że to jeden ze sprawców.

Kilka godzin później rewelacyjnych wieści także nie miała. - Proszę mi wierzyć – powiedziała – Policjanci pracują intensywnie, wszystkim nam zależy na jak najszybszym wykryciu sprawców.

Sama jest miłośniczką przyrody, dobrze więc rozumie to, co w pobliżu Zaboru się stało. - Okaże się w końcu, że nic wokół nie mamy – dodaje ze smutkiem.

Przeczytaj: www.lubuski.regiopedia.pl

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!