(© Tomasz Bołt)

Gdański parabank Amber Gold działał tylko trzy lata, ale zdołał zebrać od łatwowiernych klientów, grube miliony złotych. Po zyskach i wkładach prawie nie ma śladu. Śledczy ciągle poszukują pieniędzy i badają ich przepływy.

Śledczy nie ustają w badaniach i przesłuchaniach świadków w sprawie gdańskiej firmy Amber Gold. Z najnowszych informacji wynika, że spółka PST Katarzyny P. - żony Marcina P. - w sierpniu br., a więc w okresie trwającego śledztwa w sprawie Amber Gold - miała przejąć 35 mln złotych z pożyczek, które należały się Amber Gold. Katarzyna P., jak wynika z ustaleń, do tej pory nie została nawet przesłuchana w charakterze świadka, choć zajmowała w spółkach-córkach z rodziny Amber Gold, wysokie stanowiska kierownicze.

Katarzyna P. była wysokim i znaczącym udziałowcem oraz założycielką spółki Amber Invest, od której w 2008 roku wzięła się działalność piramidy finansowej Marcina P. Z informacji "Gazety Wyborczej", na którą powołuje się serwis RMF24, wynika, że jej firma - założona 1 sierpnia 2012 roku, spółka PST z kapitałem 100 tysięcy złotych - miała przejąć pieniądze z pożyczek udzielonych klientom przez Amber Gold.

Z tego też tytułu klienci – zgodnie z prawem - są teraz winni spółce 35 milionów złotych. Gdy dowiedział się o tym, syndyk masy upadłościowej firmy Amber Gold - nakazał komornikowi, aby te pieniądze zabezpieczył - powiedział syndyk Józef Dębiński.

Jeden z gdańskich prokuratorów, którzy prowadzą sprawę Amber Gold, powiedział, że to, iż nie przesłuchano żony Marcina P. w charakterze świadka przez tak długi czas, świadczy o zamiarze śledczych "postawienia jej zarzutów". Przesłuchanie jej raz jako świadka, a potem jako podejrzaną - byłoby "błędem w sztuce". "Ale z drugiej strony, brak działań wobec tej pani, świadczy o braku mocnych dowodów" - ocenił gdański śledczy.

Wczoraj – według mediów - Prokurator Generalny poinformował, że nie przeniesie śledztwa Amber Gold do innej prokuratury. Postępowanie w sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku i będzie prowadzić nadal. O tym, że należałoby je przenieść do innej prokuratury, mówią politycy i karniści. Takiej decyzji nie będzie, ale już wiadomo, że śledztwo ws. spółki Amber Gold może się przeciągnąć, gdyż biegły zażądał "dwa miliony złotych za sporządzenie opinii w tej sprawie". A bez opinii biegłego prokuratura w Gdańsku nie może podjąć dalszych prawnych kroków.

Bezskuteczne są poszukiwania gdańskiej prokuratury biegłych, w kilku ośrodkach naukowych i kilku podmiotach prywatnych w kraju, które zajmują się tak trudnymi ekspertyzami, jak Amber Gold. Dotąd prokuratura uzyskała jedną ofertę, która z przyczyn finansowych, nie może być przyjęta. Poszukiwania trwają - powiedział dziennikarzom Andrzej Seremet, prokurator generalny. Według niego - poszukiwania powinny zakończyć się za kilka tygodni.

Sąd Rejonowy w Gdańsku, ogłosił 20 września na posiedzeniu niejawnym, upadłość Amber Gold. Prokuratura – jak powiedział Andrzej Seremet - zabezpieczyła majątek firmy Amber Gold: dwie nieruchomości w Pruszczu Gdańskim i Rusocinie, wartości ponad 2,3 mln zł, pieniądze - dwa miliony euro, 57 kilogramów złota, kilogram srebra i kilogram platyny.

Szacunkowa wartość majątku firmy – według ostatnich wyliczeń - wynosi około 105 mln zł, a ponad 16 tysięcy wierzycieli, żąda zwrotu z Amber Gold ponad 700 milionów zł.

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!