Plakat filmu "Stary, kocham cię" Plakat filmu "Stary, kocham cię"

Plakat filmu "Stary, kocham cię" (© Materiały prasowe)

Związek Petera i Zooey zaczyna się psuć, gdy mężczyzna poznaje nowego przyjaciela, który ma zostać jego drużbą. Czy Sydney realnie zagrozi związkowi?

Pod koniec lipca na polskie ekrany trafił film „Stary, kocham cię”. Reżyserem filmu jest nie kto inny jak John Hamburg - twórca kultowych już komedii „Poznaj mojego tatę” czy „Poznaj moich rodziców”. W główne role wcielili się: Paul Rudd, Jason Segel (znani m. in. z produkcji „Wpadka” i „Chłopaki też płaczą”) oraz Rashida Jones.

Fabuła filmu nie jest zbyt zagmatwana. Jak przystało na komedię, dialogi poprzeplatane są śmiesznymi zdarzeniami. Główny bohater Peter Klaven (Paul Rudd) to zakochany na zabój w Zooey (Rashida Jones) sprzedawca nieruchomości. Zdaje się, że oprócz ukochanej kobiety i bardzo dobrej pracy do szczęścia nie potrzeba mężczyźnie nic więcej. A jednak. Ślub zbliża się wielkimi krokami, a Peter nie ma nikogo, kto mógłby wspierać go jako drużba. Wcześniej był osobą nigdy niezwracającą uwagi na brak przyjaciół, teraz robi wszystko, by kogoś poznać. Rozpoczynają się szaleńcze poszukiwania przyjaciela. Gdy wydaje się, że już go nie pozna, na horyzoncie pojawia się Sydney Fife (Jason Segel).

Ostre, ale niekoniecznie niegrzeczne żarty na temat seksu (wychodzące z ust Sydneya - jak przykładowo toast za młodych) wzbogacają stereotypowy komediowy przekaz. Postać Sydneya jest niezwykle barwna, staje się kołem napędowym fabuły. Tak naprawdę to dzięki niemu coś się dzieje. Wnosi do życia Petera i Zooey nutkę świeżości. Peter coraz częściej spotykając się z kumplem, który ma podobne zainteresowania muzyczne (zespół Rush), wymyka się spod pantofla narzeczonej. Jego wiara w siebie wzrasta. Z maminsynka staje się prawdziwym mężczyzną. Jednakże nowa przyjaźń ze specyficznym człowiekiem, jakim jest Sydney, powoduje, że związek Petera z Zooey napotyka problemy. Zooey z jednej strony cieszy się, że jej narzeczony w końcu ma przyjaciela, z drugiej jednak zdaje sobie sprawę z jego wewnętrznej przemiany. Budzi się w niej kobieca zazdrość, gdy Peter zamiast z nią przebywa z kumplem.

Jak to w produkcjach tego typu bywa, film jest raczej przewidywalny, nie zabraknie również happy endu. Pozbawiona „romantycznych banałów” komedia „Stary, kocham cię” dla jednych stała się filmem o męskiej przyjaźni, dla innych o kryptogejostwie. W każdym bądź razie, na wyrost nazwana komedią romantyczną mimo wszystko cieszy się sporą popularnością. Lekka, łatwa i przyjemna, do tego obejrzana w miłym towarzystwie komedia sprawi, że przez ponad godzinę będziemy w bardzo dobrym nastroju.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!