Traktat zostanie podpisany, olimpiada się odbędzie, złotówka utrzyma trend wibracyjny, polityczne filipiki dalej będą bezkompromisowe. Wieszczę powrót do dyskusji na temat zdrowia. Wyprzedzam ten czas sporów i proszę o modlitwę w intencji..

Awers. Twórcy ustaw i wykonawcy usług - służba zdrowia
Jeżeli ktoś nie rozumie co znaczy pojęcie "służba" równie dobrze może definiować psychologię jako naukę o psach. Powodzenia.
Pani Radziszewska, związki zawodowe, protesty, brak funduszy, koncerny farmaceutyczne, kontrakty i cały ten kocioł jest ogólnie znany. Czeski film. Wszyscy mają swoje racje, więc bilans wychodzi na zero. Pani Jadwiga Kowalczyk w pięknym i mądrym opowiadaniu opisała przypadek "wracza". Są tacy jak doktor B. i tak zwani pozostali.

Wątek osobisty 1.
Od kilku dni mówiłem szeptem, niczym "posunięta w latach panienka przydrożna przy spowiedzi" (Szwejk, ujął to bardziej skrótowo). Udałem się więc po stosowną poradę. Trafiłem na znajomego. Cześć, cześć...Co słychać... Pogadaliśmy czule o wyższości wódki białej nad kolorową, dramacie i zapaści onej służby, poniewierce zawodu... ble, ble, ble...
Stary - konkludował - ja się szmacę, jak biorę te 90 papierów za wizytę. Rozumiesz, szmata jestem. Siedem lat studiów, specjalizacja, szarańcza i korzonki na obiad... A co, że taki klient nie ma kasy. Niech idzie do felczera albo takiego, co liczy po rusku do dziesięciu.

Rewers. Usługobiorcy - pacjenci.
Chory jest każdy. To tylko kwestia wcześniejszego zdiagnozowania problemu - fizycznego lub umysłowego. Nie zamierzam opisywać powszechnie znanych faktów dotyczących błędów lekarskich, dręczenia bezbronnych staruszków w tych niby domach opieki. Fakty są znane i niczego odkrywczego nie dodam. Można ewentualnie i genialnie wytrysnąć, że cielę to jest mała krowa. Skoro, jak wcześniej powiedziałem, chory jest każdy, to nie daj Bóg, gdy przypadłość fizyczna idzie w kontredansie z umysłową - skutki bywają opłakane.

Wątek osobisty 2
Szeptanie, o dziwo, przeszło (pomogła nalewka orzechowa znajomej babci), ale twarz z dnia na dzień jednostronnie zaczęła przypominać księżyc w pełni. Udałem się niezwłocznie do znajomej dentystki, która wedle sztuki uczyniła co należy. Elementarz: dwie dziury w tym jedna w portfelu i radość o poranku. Słowa stomatolog, które usłyszałem na pożegnanie: "trochę krwi, a cieszy", przyjąłem z godnością.
Po drodze spotkałem pana Janka. Właśnie opuścił szpital po bolesnym zetknięciu ciała z glebą. Chwyciwszy przyjaciela za guzik, zacząłem beblać (znieczulenie jeszcze działało) o ekstrakcji, stresie, drapaniu ścian, braku empatii, kleszczach, miazgociągch, rzeźbieniu żuchwy wiertłem nieudarowym... Jasio przerwał w najciekawszym momencie i dopiero zaczął się horror. Jeszcze więcej krwi i ran. Bolesne wypróżnianie, podłe żarcie... Cicho coś tam bąknąłem i oddaliłem się w pośpiechu. Pewnie kiedy podniósł wzrok w oczekiwaniu na zrozumienie i współczucie, ujrzał tylko wątłe listowie i plecy byłego w tym momencie rozmówcy. Pomyślał pewnie, że jestem swołocz i... (autocenzura). Bebechy przed kumplem wywala, a ten go po angielsku. Inteligientnie.

Tak dochodzimy do trzeciej strony medalu. Awerso-rewersu.
Wątek osobisty 3.
Zniesmaczony udałem się mieszkania. Nikogo nie było, więc jęczenie przed samym sobą uznałem za bezsensowne. Bo niby kto mnie usłyszy. Postanowiłem odpisać na zalegającą od kilku dni korespondencję. Złośliwie, tendencyjnie, sardonicznie, upierdliwie, obrazoburczo, czyli brzytwą po oczach. Aby zniwelować ciśnienie tętnicze, sięgnąłem wpierw po książkę typu Winetou. Uczestnicy takich powieści biorą w łeb co trzy kartki i mają się dobrze. Byłem nadal nabuzowany, więc zbyt mocno pociągnąłem za grzbiet. Dostałem w obolałą twarz sąsiadującą z nią pozycją. (autocenzura) mać! Podniosłem grube tomisko otwarte na stronie z modlitwą św. Tomasza z Akwinu (nomen omen). Spoko - pomyślałem - przyda się jakiś cytacik, złota myśl. Erudyta powali na kolana ciotkę Izę (może coś zapisze w testamencie). Przeczytałem.

Modlitwę tę zadedykowałem najpierw sobie. A teraz przekazuję Wam, Drodzy Czytelnicy, służbo (!) zdrowia, umęczeni pacjenci, nawiedzeni i niewierzący, bezpiórkowcy i wielopiórkowi...

Panie, Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam, że sie starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.

Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym, czynnym, lecz nie narzucającym się. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości jakie posiadam ale Ty, Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.

Wyzwól mój umysł od niekończącego brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy. Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień, w miarę jak ich przybywa, a chęć wyliczania ich staje sie z upływem lat coraz słodsza.

Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich.

Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większą pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi. Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę sie mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy, trudno wytrzymać. Nie chcę być świętym ale zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć szatana.

Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach. Daj mi, Panie, łaskę mówienia im o tym.



Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!