pociąg/GNU/http://commons pociąg/GNU/http://commons

pociąg/GNU/http://commons.wikimedia.org/wiki/File:SA134-011-Opole.JPG (© Maciejnet)

Jazda pociągiem może być czystą przyjemnością lub ogromną męczarnią - wszystko zależy od szczęścia…

Na owo szczęście składa się wiele czynników, a tym najważniejszym są towarzysze podróży. I nie chodzi o znajomych, z którymi jedziemy, bo ich raczej dobieramy do swoich upodobań. Mam na myśli przypadkowych ludzi, którzy jadą z nami w jednym przedziale czy wagonie. Najgorzej, jeśli trafią się nam osoby nieprzystosowane do życia w społeczeństwie - wtedy zapowiada się długa podróż. Podam kilka przykładów z moich kolejowych doświadczeń, które zapamiętałam najbardziej.

Jedną z takich osób była dziewczyna po 20, która zajrzała do mojego przedziału i zapytała, czy jest wolne miejsce. Akurat były. Jak się później okazało, nie miała biletu, dopiero kupowała u konduktora. Przez całą drogę żałowałam, że nie powiedziałam, niestety zajęte. Zanim pociąg zdążył ruszyć, ona zaczęła rozmawiać przez komórkę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdybym nie fakt, że miałam na uszach słuchawki, a słyszałam każde jej słowo. Mówiła dość głośno i to przez jakieś pół godziny. W tym czasie dowiedziałam się m.in. co robiła tego dnia i co myśli na dany temat. Wraz z pozostałymi osobami w przedziale. Nie muszę chyba dodawać, że mało nas to interesowało. Po skończonej rozmowie odetchnęłam z ulgą i pomyślałam: wreszcie będzie spokój. Jednak się przeliczyłam. Okazało się, że ma drugi telefon, który niedługo potem zaczął dzwonić. Oczywiście odebrała w przedziale i znów wszystko zaczęło się od nowa. Jak nie dzwonienie, to wysyłanie wiadomości. I tak w kółko, przez prawie 3 godziny (z krótkimi przerwami).

Pamiętam też grupkę 4 kobiet około 40, które jechały na jakąś konferencję. Niestety nie miały miejsc w jednym przedziale. Pech chciał, że bardzo chciały jechać razem, czego nie ukrywały. Wprost przeciwnie. Zaczęły prosić pasażerów, by się z nimi zamienili. Jedną osobę udało im się przekonać. I zaczęły następnych - w tym mnie. Oczywiście wykazałam się asertywnością i odmówiłam. Wsiadłam stację wcześniej, miałam już bagaże na górze i nie miałam zamiaru przenosić się gdzie indziej. Poza tym mogły iść razem i kupić bilety, wtedy nie byłoby problemu i nie musiałyby robić rewolucji. Ostatecznie znalazły sobie osobny przedział, którym zawładnęły.

Inną kolejową atrakcją była dziewczyna po 20, wraz z rodzicami. Początkowo podróż przebiegała bez zastrzeżeń. Włączyłam ulubioną muzykę, wyciągnęłam ciekawą książkę. Słowem pełen relaks, aż tu nagle… Dziewczyna wyciągnęła komórkę, jak się wkrótce okazało, z włączonym głosem klawiszy. Mimo że miałam słuchawki na uszach (głośno nastawioną muzykę), a mimo to słyszałam każde pyk, pyk, pyk, pyk… i tak przez pół godziny. Musiała przecież wysłać smsy, które komentowała z mamą. Ona czytała, mama dyktowała. Każda literka, jeden dźwięk. Dostarczenie wiadomości - inny dźwięk. Potem postanowiła obejrzeć wszystkie zdjęcia, jakie miała w telefonie i pokazywała mamie. Jak skończyła, pomyślałam: może będzie cisza. Ale nie, telefon przejęła mama. I wszystko zaczęło się od nowa. Miałam zwrócić jej uwagę, czy nie mogłaby wyłączyć dźwięku, ale się powstrzymałam. Jest coś takiego jak kultura osobista. Choć "jak się ma taką sztukę przed sobą to trudno zachować kulturę". Nie muszę dodawać, że była to najdłuższa podróż w życiu. Mimo że trwała 3 godziny.

Dlaczego o tym piszę? Żeby zwrócić uwagę na dość częste zjawisko, jakim jest niewłaściwe zachowanie w miejscach publicznych. Można rozmawiać przez telefon, ale wtedy najlepiej wyjść na korytarz, by nie męczyć innych swoimi wywodami. Można wyłączyć głos w komórce, by nie przeszkadzać innym. To nic nie kosztuje, a może umilić podróż innym pasażerom.

Na zakończenie dodam, że zawsze wyłączam głos w telefonie, jak wsiadam do pociągu. Dźwięków klawiszy nie używam, bo są denerwujące, a szczególnie w małych pomieszczeniach. Jeśli odbieram telefon, to staram się rozmawiać jak najkrócej, by nie zakłócać spokoju innym. A jeśli zapowiadałaby się dłuższa rozmowa, to mogę wyjść na korytarz. A robię tak dlatego, że w życiu kieruję się zasadą: nie rób bliźniemu, co tobie niemiłe. Być może należę do wymierającego gatunku.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!