Zdjęcie z planu filmowego serialu "Tajemnica Twierdzy szyfrów" Zdjęcie z planu filmowego serialu "Tajemnica Twierdzy szyfrów"

Zdjęcie z planu filmowego serialu "Tajemnica Twierdzy szyfrów"

Czekałem na pierwszy odcinek dość długo. I bardzo niecierpliwie. Wychowałem się na programach pana Wołoszańskiego i szykowałem na prawdziwą ucztę duchową i intelektualną.

Piątkowy wieczór, z małym, niestety standardowym poślizgiem, zaczął się pierwszy odcinek serialu "Tajemnica Twierdzy Szyfrów". Reklamowano go bardzo długo, za pomocą billboardów ulicznych, promowano w internecie. Pewnie nieco widowni zabrało mu to, co działo się w Sejmie, ale wierni fani dzieł Wołoszańskiego oczekiwali w napięciu. Film zaczął się zgodnie z najlepszą recepturą Alfreda Hitchocka - od trzęsienia ziemi (zgrabnie zrealizowana strzelanina w lesie i polowanie na szpiega). Jednak chyba reżyser zapomniał, że ciąg dalszy owej recepty brzmiał "a potem napięcie powinno stopniowo narastać". Na ekranie napięcie opadło i już nie wróciło. Pokazano przez chwilę amerykańskiego prezydenta, który nie wierzył, że kula z wystającymi drutami to najpotężniejsza broń na świecie. Mało tego - oficer odpowiedzialny za ochronę projektu Oppenheimera pokazał prezydentowi zdjęcie ich wybitnego szpiega w niemieckim supertajnym projekcie. Prezydent oczywiście był zachwycony. Chwilę potem pokazano Rosjan zmartwionych tym, że Niemcy odczytują ich depesze kodowane szyframi jednorazowymi. A później to już tylko "dłużyzna panie, dłużyzna".

To pierwszy odcinek, nie powinienem się więc czepiać. Do szczegółów historycznych, doboru umundurowania, sprzętu, pojazdów nie mam zastrzeżeń - są takie jak być powinny. Zadbał o to Bogusław Wołoszański. To nazwisko jest gwarancją zgodności z realiami. Brakowało mi jednak tego, że poszczególni bohaterowie mówią w językach narodowych - Rosjanie po rosyjsku, Niemcy po niemiecku, itd. Szkoda, bo taki zabieg dodałby sporo autentyzmu serialowi. Oglądając "Tajemnicę Twierdzy Szyfrów" czułem się jak podczas "Stawki większej niż życie".

Mam też niejasne przeczucie, że zakontraktowano serial o określonej długości i ilości odcinków - trzeba czymś wypełnić czas. Stąd długa i zupełnie zbędna scena opatrywania rany, jazdy samochodem do zamku, szukania podsłuchu w pokoju, gdzie zakwaterowano szpiega w niemieckim mundurze. Pierwszemu odcinkowi brakowało dynamizmu, sprawnego montażu, reżyserskiej ikry. On się po prostu niemiłosiernie wlókł, nie trzymał w napięciu, nie przyspieszał bicia serc widowni.

Bardzo jestem ciekaw kolejnych odcinków, mam nadzieję, że okażą się zdecydowanie lepsze. Jeśli nie - cały serial należałoby ponownie przepuścić przez stół montażowy i wyciąć z niego zbędne sceny. Efekt końcowy na pewno by mu nie zaszkodził, a i widownia rzadziej by ziewała.


Czytaj także:
Agnieszka Kik "Tajemnica Twierdzy Szyfrów"- tylko u nas trailer filmu!
Maciej Wrzesiński "Tajemnica Twierdzy Szyfrów" na Zamku Książ
Przemyslaw Trubalski Zobacz już dziś fragmenty serialu "Tajemnice Twierdzy Szyfrów"

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!