O powstawaniu spektaklu "Double Trouble" opowiada Karolina Wyrwał.

Andrzej Hajdasz: Wielu aktorów pragnie zostać reżyserami. Czy każdy tancerz marzy o tym, by zostać choreografem? Jak było w Twoim wypadku?
Karolina Wyrwał: Nie wiem, ja jakoś nie pragnęłam być choreografem, myślę nawet, że nie jestem choreografem. Jednak bardzo to lubię i to nawet nie chodzi o to, że lubię kierować ludźmi i stwarzać im możliwość bycia w innym świecie, że stwarzam inną rzeczywistość. Dla mnie jest to jak lepienie pewnej rzeczy, lub inaczej - kształtowanie rzeźby w przestrzeni i zmienianie jej, nie tylko tworzenie choreografii jako takiej. Nie było tak, że postanowiłam sobie - zostanę choreografem, ale teraz sprawia mi to tak ogromną przyjemność, więc wkręcam się w to i żyję tylko tym. Lubię sobie stwarzać nowe rzeczywistości.

To, że lubisz tworzyć interaktywną przestrzeń dla kogoś, to fakt, ale występujesz też jako tancerka, a wtedy masz narzucone to, co wykonujesz...
Są różne sposoby tworzenia choreografii. Gdy ktoś zadaje dany ruch i konkretnie tego od tancerza oczekuje, to wtedy nie masz pola do popisu, nie masz miejsca na własną interpretację. Inaczej rzecz się ma, gdy pracujemy na zadaniach improwizacyjnych, gdzie to właśnie tancerze tworzą materiał, a osoba z zewnątrz tylko tancerzem kieruje. Jeżeli chodzi o mnie, to wolę właśnie ten drugi sposób pracy, czyli bardzie kreatywną niż odtwórczą. Choć praca odtwórcza też jest wyzwaniem, pracując z kimś, zgadzam się na warunki, i ufam, że wie, co robi. Wtedy nie ingeruję w to i nie oceniam, bo też nie wiem, jak to wygląda z zewnątrz, a jest to przecież określony cel choreografa.

Czyli istnieje tak możliwość, że podczas przygotowywania spektaklu tancerze mogą sugerować swoje rozwiązania.
To trochę zależy od tego, z kim pracujemy, nie jest tak, że pracujemy jako „niemi” odtwórcy, tancerze potrafią zaproponować dużo rozwiązań. Tak było właśnie w moim spektaklu, oczekiwałam tego, że tancerze nie będą "robotami", ale twórcami. Miałam rekwizyty, którymi posługują się tancerki, i które są statyczne, ale chciałam wprowadzić też postacie i osobowości do spektaklu. Niektórzy choreografowie oczekują perfekcji i dokładności w odtwarzaniu ruchu, to jest interesujące, ale nie do końca.

To już Twój trzeci spektakl, do którego stworzyłaś choreografię. Wolisz tworzyć czy tańczyć?
Jeżeli znajdę coś interesującego, coś co na tyle mnie wciągnie, aby się tym zająć to oczywiście, że będę tworzyła kolejne spektakle.

Czyli nie zasklepiasz się tylko w jednej roli?
Nie, to jest bardzo płynne. Ale z drugiej strony, kiedy tworzę spektakl i sama w nim nie tańczę, to czuje niedosyt. Nie mogłabym robić tylko jednego albo tylko drugiego, bo wtedy zawsze czegoś by mi brakowało.

Double Trouble jest trzecim twoim dziełem. Tańczyłaś w swoich dwóch pierwszych spektaklach?
Drugi z nich "Outline" tylko tworzyłam, ale w pierwszym również tańczyłam. Na początku jest tak, że nie potrafię przekazać tego, o co mi konkretnie chodzi dopóki nie wiem, że sama jestem w stanie to wykonać. Dlatego również siebie w nim obsadziłam. Ale gdy miałam kontuzję i tańczyła w nim inna osoba, mogłam go obejrzeć jakby z zewnątrz i wtedy zauważyłam o wiele więcej rzeczy - ciekawszych, i stwierdziłam, że trzeba być albo tu, albo tam.

Jak jest z tworzonymi przez ciebie spektaklami? Czy przy kolejnych prezentacjach podlegają ona poprawkom? Czy w chwili premiery kończysz pracę twórczą nad nim?
Po premierze zmieniam tylko drobiazgi takie, które będą działały lepiej przestrzenie lub w sensie przekazywanej energii, ale nie zamieniam już scen i scenariusza. Jednak chciałabym, aby te spektakle, które powstawały kiedyś były pewną zamkniętą formą i oddawały "mnie" wtedy. Wiadomo, że to się zmienia z czasem i wolałabym, aby przedstawienie zostało w postaci już zamkniętej. Jest bardzo ciekawe, gdy patrzę na swoje wcześniejsze spektakle, które zrobiłabym teraz całkiem inaczej. Jednak to było "wtedy", a "wtedy" wydawało mi się, że to tak powinno wyglądać.

A jak wyglądała praca nad Double Trouble. Miałaś koncepcję taneczną, a później pojawiły się "kostki", czy odwrotnie?
Kostki AudioCubes pojawiły się wcześniej, a później powstała reszta. A tak w ogóle zobaczyłam je po raz pierwszy na jakimś koncercie, gdzie DJ-e grali na żywo. Producent może stworzył je z myślą o jednym wykorzystaniu, mnie się wydawało, że jest ich wiele. Jednak obecnie ich pomysłodawca zaczął się interesować różnymi sferami sztuki. A wracając do twojego pytania, kostki były pierwotnym pomysłem i stwierdziłam, że byłoby ciekawym zobaczyć je w przestrzeni teatralnej, ponieważ tancerze mają inne predyspozycje ruchowe niż zwykli aktorzy. A DJ-e ograniczają się do jakiegoś ruchu dłońmi, natomiast tancerz może to zrobić inaczej. Były jednak trudności, bo muzyka i sample do przedstawienia powstawały osobno, w innym miejscu, a gdy wszystko zeszło się razem, zaczęły się kłopoty. Dziewczyny musiały "ogarnąć" całą przestrzeń, te duże kostki, które były jakby przeniesieniem małej rzeczywistości na scenę i jeszcze grały na żywo. Cała sytuacja zaczęła być dla nich stresująca.

... ale oglądając spektakl myślę, że wszystko się udało.
...tak, ale musieliśmy to bardzo zmodyfikować, bo kostki reagują swoją dużą liczbą sensorów, i każdy prawie ruch wyzwala jakiś dźwięk, dlatego spektakl wymagał zmian.

Czy mając je już w ręku, wiedziałaś w jakim zakresie chcesz ich użyć?
Wiedziałam, że będą pewnym narzędziem manipulacji. Wiedziałam, że osoby będące na scenie mogą mieć duży wpływ na to, co się tam dzieje. Ciekawiła mnie też ich wzajemna konfrontacja i to, że zazwyczaj na scenie mamy muzykę na żywo, ale jest to człowiek z ekipy technicznej, który obsługuje sprzęt i reaguje. W spektaklach bywają też „instrumenty na żywo” lub muzyka, która jest skomponowana specjalnie do przedstawienia. Dlatego było to ciekawym wyzwaniem, bo muzyka i podkład były interaktywnie współtworzone.

Zdarzało się wam podczas na przykład prób, że kostki działały w sposób niezamierzony?
Była taka sytuacja podczas drugiej premiery, gdy pani dyrektor mówiła do publiczności i kostki zaczęły już działać. Wiedziałam, że nie można być zbyt blisko nich. Na szczęście dźwięk w nich był wyłączony, ale widziałam na ekranie komputera, że już coś się dzieje. Jednak podczas spektaklu nie było niespodzianek. Podczas prób to coś innego, często działo się tak, że "wchodziło" coś innego.

Całość koncepcji spektaklu bardzo mi się podobała, a jego narzędzia były nowatorskie. Ale wróćmy jeszcze do Twoich inspiracji. Były nimi prace Barbary Kruger. Co w jej twórczości szczególnie cię zafascynowało?
Zaciekawiło mnie to, że to są bardzo czytelne obrazy z jasnymi komunikatami. Połączone z ikonami i rzeczami, które można postrzegać dwojako. Całość obrazu autorka często kwituje prostym słowami, które są wymowne. Jednak najbardziej zainteresowało mnie jej poczucie estetyki i piękna.

...można by rzec, że tworzyła bardzo minimalistycznie.
Dokładnie. Praca, które najbardziej utkwiła mi w pamięci, to ta, gdzie widnieje napis "We are not what we seem". Nie jesteśmy tym, kim wydaje nam się, że jesteśmy]. I to było chyba głównym, jakby wyjściowym motywem, czyli chciałam stworzyć pewną rzeczywistość, która na pozór wydaje się bardzo sterylna. Kostiumy i scenografia też nawiązują do tego, przedstawiając dwie "czyste" dziewczynki z dobrej szkoły. Natomiast z upływem czasu posuwają się coraz dalej i dalej i nie jest to już takie naiwne i piękne w formie.

Osobiście sądziłem, że inspiracją dla ciebie była praca "Your body is a battleground", gdzie twarz jest przedstawiona w formie pozytywowo-negatywowej.
W zasadzie miałam trzy prace. Jeszcze "Not stupid enough", bo to też miało bardzo intensywny przekaz. Nie jest to oczywiście przekład wprost, dokładne tłumaczenie tego, co jest na obrazie.

Czyli tworzenie jest dla Ciebie bardziej kreatywne? Czy swoją przyszłość chcesz zatem w większym stopniu wiązać z choreografią?
Owszem, jest kreatywne, ale z drugiej strony nie wiem, czy chciałabym się tak określać, bo gdy mam jakąś wolność, mogę tworzyć rzeczy bardzo nieregularnie, a tak naprawdę tworzę, gdy mam konkretny pomysł. Nie mogłabym być "nadwornym choreografem jakiegoś miejsca" i produkować powiedzmy dwa przedstawienia rocznie. Nie wiem, czy potrafiłabym to robić. Nie wiem, czy uniosłabym ciężar tego, że coś musi powstać, musi być określone. Teraz czuję wolność. Wiem, że ostatecznie ogląda to i ocenia widz, i też trzeba to brać pod uwagę. Ale nie będzie to końcem świata, jeżeli to co zaprezentuję, nie spotka się z przychylnymi komentarzami.

Czy jest dla Ciebie ważne, aby przesłanie spektaklu zostało prawidłowo zinterpretowane?
Tworząc, biorę pod uwagę punkt widzenia widza, nie robię tego tylko dla siebie. Gdy nadchodzi dzień premiery, wtedy zaczynam się denerwować, i to jest okropne uczucie. Jeżeli spektakl nie spotka się z takim odbiorem, jak zamierzałam, to nie jest to wielki problem. Jeżeli ktoś odnajdzie w tym jakiś sens, spójność działania a kogoś innego naprowadzi to na inny tor myślowy, to też dobrze. Oczywiście, byłoby świetnie, tak to przekazać, aby wszystko było jasne i zrozumiałe. Staram się tworzyć tak, aby przekaz był czytelny.

Czy myślałaś już o następnych pomysłach tanecznych z udziałem kostek? Czy to był pomysł jednorazowy i chcesz szukać czegoś nowego?
Myślę, że to dopiero początek. Atelier jest czasem prób dla młodych choreografów, a teatr ma wciąż swoje zobowiązania repertuarowe, w związku z tym czas tworzenia jest dość nieregularny. Poza tym nie mogłam spędzić z tym narzędziem (kostkami) tyle czasu, ile bym chciała. Powstała w związku z tym okrojona wersja, to raczej dobry pomysł. Chciałaby zrobić kolejne odsłony np. z użyciem większej liczby elementów. Myślałam o tym, aby widownia była bliżej tego zjawiska, jakim jest kostka AudioCube. Chciałabym też wykorzystać widzów do współtworzenia tego spektaklu.

Dobrym zamierzeniem jest też wystawienie tego pomysłu w otwartej przestrzeni, bo oświetlenie nie ma w spektaklu znaczącej roli. Dlatego światło dzienne wcale by nie przeszkadzało. Myślałam o formie instalacji. Zależałoby mi na przybliżeniu widza, bo jest to spektakl geometryczny i z każdej strony wyglądałby podobnie. A w momencie dysponowania większą liczbą elementów aktywnych mogłabym operować na "cztery fronty". To by mnie bardziej interesowało. Chciałabym wprowadzić większą liczbę tancerzy. A gdyby była możliwość równoległej pracy nad przedstawieniem razem z kompozytorem, dałoby to dodatkowe możliwości. To co zaprezentowałam, traktuję raczej jako zapowiedz. Mam nadzieję, że to się uda.

Dźwięk i muzyka w spektaklu są tak samo ważna jak tancerki. Jak powstawał ten element przedstawienia.
Współpracowałam z kompozytorem, Paulem Tinsleyem, którego już po raz trzeci zaprosiłam do projektu. Początkowo było trudno, takie docieranie się. Ja przecież nie jestem muzykiem i nie potrafię mówić jego językiem, a u niego muzyka nie przekładała się na ruch. Tworzy dużo własnych projektów muzycznych, ale skończył też Akademię Sztuk Pięknych w klasie rzeźby i posiada oczywiście poczucie estetyki. Zainteresował się tańcem współczesnym i coraz więcej ogląda materiałów z mojej dziedziny. Największy konflikt polegał na tym, że ja oczekiwałam dużo przestrzeni od muzyki, natomiast on chciał stworzyć dzieło od "A do Z", ale wtedy muzyka w spektaklu przeważała, wystawała jakby ponad niego, ścierała się z nim, zamiast mu służyć.


Chciałaś, aby muzyka bardziej ilustrowała spektakl, jeżeli dobrze zrozumiałem...
Miałam jakieś oczekiwania dźwiękowe, natomiast już podczas drugiej rzeczy, jaką robiliśmy razem, okazało się, że zarówno ja, jak i on, dyskutując na temat tego, co ja tworzę, czym to ma być i jaki jest mój pomysł wyjściowy, tworzyliśmy jakby równolegle. I wtedy powstawały bardzo prawdziwe rzeczy, które łączyły się. Czyli nie była to kompozycja, która powstała jako pierwsza i ja do niej dopasowywałam swoje pomysły ani też odwrotnie. Uczestniczył w próbach i całym procesie i szukał dźwięków i w związku z tym teraz jest to integralna część moich spektakli. Kompozytor przechodzi ten sam proces, co tancerze. A to jest dla mnie bardzo ważne. Wszystkich, którzy chcieliby zobaczyć, jak te nasze zmagania wypadły zapraszam na spektakl.

Dziękuję Ci za rozmowę - a wszystkich ciekawych efektu pracy choreografa odsyłam do krótkiego filmu prezentującego fragment spektaklu "Double Trouble" autorstwa Jagody Chalcińskiej,

oraz do mojej fotorelacji z premiery spektaklu.
"Double Trouble" - premiera w Atelier Polskiego Teatru Tańca

Znajdź nas na Google+

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!