(© Uwe Dedering; converted to Polish by Mareklug, GNU1.2)

W sprawie zdjęć z katastrofy smoleńskiej głos zabrała Tatiana Karacuba, blogerka, która jako pierwsza miała umieścić je w sieci. "Polskie służby nie potrafią odnaleźć autora zdjęć i chcą to zrobić rękami Rosjan".

Tatiana Karacuba nie wytrzymała siły nacisku polskich mediów i zabrała głos po tym, jak wg rosyjskiego blogera Antona Sizycha z Barnaułu w Kraju Ałtajskim miała je zamieścić w sieci jako pierwsza. W dwóch przekazanych reporterowi RMF FM oświadczeniach, stanowczo zaprzecza, że ma cokolwiek wspólnego z tymi zdjęciami.

Sugeruje wielokrotnie, że za rozbicie samolotu i śmierć ludzi, ponoszą odpowiedzialność sami Polacy. Podkreśla także, iż absolutnie nie interesuje ją, kto robił zdjęcia, jak doszło do rozbicia samolotu, ani też dochodzenie w sprawie winnych katastrofy czy ekshumacja zwłok. Nie interesuje się też pracami polskiego rządu czy służb specjalnych tych kwestiach oraz zdjęcia z miejsca katastrofy i w ogóle "ten temat ją nie niepokoi".

Czytaj też: Zdjęcia z katastrofy smoleńskiej. Wymieszane z pornografią

W pierwszym oświadczeniu blogerka Tatiana Karacuba kategorycznie i jednoznacznie odżegnuje od jakiegokolwiek swojego związku z makabrycznymi zdjęciami ofiar katastrofy samolotu Tu-154M. Nie mam pojęcia – jak podkreśla - skąd się wzięły i kto je wrzucił do internetu – czytamy w portalu FMR FM. Przyznaje, iż w ostatnich dniach otrzymywała od naszych dziennikarzy listy nalegające, aby zechciała "opowiedzieć o zdjęciach ofiar smoleńskiej katastrofy, z prośbą, by je sprzedać, itd". "Zaręczam, że nie mam nic wspólnego ze zdjęciami smoleńskiej katastrofy" – napisała blogerka.

Kim jest Tatiana Karacuba, blogerka, która piersza zamieściła zdjęcia z katastrofy

Zapewnia, że temat ten, to nie jej "konik", dlatego nie może udzielić żadnego komentarza odnośnie do tych zdjęć. To pytania – jej zdaniem - do tego, kto pisał komentarze pod zdjęciami. A w sprawie zdjęć ma określony pogląd: "przecież to jasne, że fotografowali profesjonaliści". Nie wie i nie rozumie – jak zaznacza - czy ktoś zdecydował ją "wplątać w sprawę tych zdjęć", a jeśli tak - "to nie mój problem, dlatego, że i tak nie można wyjaśnić skąd wyrastają nogi" – pisze Tatiana Karacuba.


Nie interesuje się polskimi sprawami, bo ma poważne swoje. Toteż zajmuje się – jak przyznaje w oświadczeniu "własnymi sprawami, a nie Polską i jej rządem". Skupiona jest w pełni na sprawach prywatnych, jako że jej były mąż, kryminalista, miał przy pomocy milicji na Krymie, przejąć jej dom i inne nieruchomości. "Zaproponowano mi przyłączyć moje artykuły do materiału o katastrofie pod Smoleńskiem, aby w końcu ktoś zwrócił uwagę na kryminalne bezprawie na Krymie" - dodaje.



W drugim oświadczeniu Tatiana Karacuba pisze, że wyciek zdjęć ofiar smoleńskich i publikacja ich w sieci, wywołują zamieszanie tylko w Polsce, ale - mimo wszystko, jako dziennikarka może przedstawić swoją analizę i ocenę sytuacji. W kilku punktach wymienia ważne według niej fakty, dotyczące katastrofy smoleńskiej i prowadzonego śledztwa.

W pierwszej kolejności daje do zrozumienia, kto jest zainteresowany rozpowszechnianiem smoleńskich zdjęć. "Oczywiście, że nie Rosja" – zaznacza, bo to jest "niezbędne samej Polsce, by ujawnić i obnażyć ślady przestępstwa". A to oznacza, że wielu Polaków nie zgadza się z "działaniami polskich komitetów śledczych, dotyczących wyjaśnienia przestępstwa".

Stawia pytanie i odpowiada, dlaczego polski rząd tak oburzyła publikacja zdjęć? Odpowiada pytaniem: dlaczego polski rząd nie jest tak oburzony istotą problemu, a konkretnie "imitacją katastrofy", w istocie "zaplanowanym zabójstwem polskiego rządu", jeśli – jak zastrzega - wierzyć komentarzom i zdjęciom. Pyta również, dlaczego przedstawiciele Polski domagają się, aby rosyjskie służby odnalazły autora zdjęć?

Według niej, odpowiedź na te pytania jest oczywista. Władze Polski i służby, nie potrafią i nie są w stanie, same odnaleźć autora zdjęć i "chcą zrobić to rękami Rosjan". Dzieje się tak, bo rozumieją, że autora zdjęć należy szukać przede wszystkim wśród "polskich przedstawicieli", ale nie umieją i nie są w stanie tego zrobić. Z tego względu polskie media – jak to określa - rozkręcają zamieszanie wokół blogerów, którzy zamieścili zdjęcia w internecie.

W kolejnym punkcie blogerka uderza w polskie władze. Zamieszanie związane ze zdjęciami z katastrofy jest niewygodne dla oficjalnych przedstawicieli Polski, gdyż opublikowane zdjęcia powinny doprowadzić do dokładnego śledztwa i ekshumacji ciał ofiar. Oni mówią o moralności i żądają zablokowania zdjęć. Cóż to znaczy? "Czyżby można było zablokować przestępstwo pod pretekstem moralności? Potworne!"

Posługuje się argumentami jednej z naszych partii. Jak się wydaje – pisze Tatiana Karacuba - właśnie polski rząd powinien być zainteresowany "prawdą o katastrofie". I komentuje: "Tam, gdzie nie można wykorzystać prawa, stawia się akcenty na moralność. Czy moralnie jest ukrywać koszmarne przestępstwo?" Chwali przy okazji rolę blogera Antona Sizycha i jego wnioski, które trafiły w dziesiątkę.

W czwartym punkcie oświadczenia wyjaśnia, że zdjęcia zostały opublikowane w sieci przez kogoś, w czasie kiedy rozpoczęto nowe śledztwo dotyczące katastrofy i kiedy niektóre polskie służby i osoby "domagały się ekshumacji". A mimo to ekshumacja przeciąga się.

W jej ocenie to był dobry moment i powód, żeby pokazać szokujące fotografie w internecie i tym samym, nie dopuścić do decyzji o zakazie ekshumacji. Bo rezygnacja z ekshumacji byłaby automatycznym przyznaniem, że była to "imitacja katastrofy". W tej sytuacji, nacisk strony polskiej na rosyjskie służby specjalne, tylko potwierdza obecność strachu przed wyjaśnieniem tego przestępstwa. "Wydawało się, że (polska strona) - akcentuje blogerka - powinna wykorzystać publikację zdjęć i żądać od strony rosyjskiej, powtórnego dokładnego śledztwa".

Wzburzona sprawą zdjęć, blogerka stawia pytanie w tonie oskarżenia: "Co robią polscy przedstawiciele?" I odpowiada szyderczo - "zamiast śledztwa żądają wykasowania z internetu zdjęć". Tatiana Karacuba, chwaląc kolejny raz działalność blogera Antona Sizycha, pisze: "Polskie władze rozdęły międzynarodowy skandal, przyciągnęły uwagę wszystkich krajów świata."

W opinii Tatiany Karacuby, co – jak podkreśla – staje się jasne, "Polska to nie ten kraj, z powodu którego USA będą blokować te zdjęcia w internecie. W ten sposób również pozycja polskiego rządu została umniejszona. Polskie służby specjalne pokazały swą niekompetencję i brak profesjonalizmu, pozwalając całemu rządowi, w pełnym składzie wsiąść do jednego samolotu, w tym rzecz".

W miniony wtorek, 16 października, nasze media ujawniły, że na rosyjskich stronach internetowych można znaleźć – według ABW od 28 września - drastyczne zdjęcia ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Blog ze zdjęciami smoleńskimi prowadzi Anton Sizych z Barnaułu, w Kraju Ałtajskim na Syberii. Widnieje na najpopularniejszych rosyjskich portalach społecznościowych. Anton Sizych najczęściej pisze pod nickiem "Gorożanin iz Barnauła".

Bloger Anton Sizych ilustruje swój materiał fotografiami ofiar katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, anonsując zawarte w nim treści jako kompilację dwóch tekstów blogerki Tatiany Karacuby.

Materiały na blogu Antona Sizycha sugerują, że wydarzenia rozegrane 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, mogły być "z góry zaplanowane i mieć rytualny charakter". Podobnie lub to samo miałoby dotyczyć wspomnianej w tej publikacji, katastrofy rosyjskiego samolotu pasażerskiego Suchoj SuperJet w Indonezji, w maju 2012 roku oraz zatonięcia promu "Bułgaria" na Wołdze w lipcu 2011 roku i zabójstwa dwóch dziewczynek w Sewastopolu na Krymie, w lutym 2011 roku, a także katastrofy śmigłowca Mi-8 na Ałtaju, w styczniu 2009 roku.

Według autora - nie wiadomo, kto udostępnił jemu oraz Tatianie Karacubie szokujące zdjęcia smoleńskie. W rozmowie z polskimi mediami wyjaśniał, że Tatiana Karacuba "otrzymała je z anonimowego źródła z Krymu".
Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!