Plakat promujący film Plakat promujący film

Plakat promujący film. (© materiały prasowe)

Bracia Coen, jeden z najsłynniejszych reżyserskich duetów Hollywood, wyspecjalizowany w twórczości komediowej, tym razem proponuje nam film trochę bardziej serio.

Tylko trochę, gdyż "To nie jest kraj dla starych ludzi" przypomina udramatyzowaną i nieco bardziej wysublimowaną wersję klasycznych amerykańskich horrorów, na których Coenowie się wychowali. Poziom filmu jest jednak znacznie wyższy, stąd też cała kolekcja oscarowych nominacji.

Rolę główna, można by rzec, gra pustynia (niczym w ich wcześniejszej produkcji "Fargo"). To na niej samotny myśliwy przypadkowo trafia na miejsce rzezi meksykańskich przemytników heroiny. Początkowo chce o sprawie zapomnieć, jednak po stoczeniu wojny z myślami wraca, aby zabrać walizkę pełną "brudnych pieniędzy" . Jak to zazwyczaj bywa z na pozór niczyimi banknotami wysokich nominałów, właściciel szybko się odnajduje i chce własność odzyskać. Rozpoczyna się więc tradycyjna zabawa w kotka i myszkę.

Pomysł niezbyt nowatorski, jednak wykonanie dość pociągające. Głównie za sprawą Javiera Bardema, docenionego również przez krytyków, który stworzył genialną rolę psychopatycznego mordercy. Minimalizm wygrał tu z przerysowaniem postaci, a jej charakter jest tak mroczny, iż twarz Javiera zdobi większość filmowych plakatów, skutecznie przyciągając uwagę.

Przyjemną odskocznią od krwawych pościgów jest postać refleksyjnego szeryfa, granego przez Tommy Lee Jonesa. Jeden z naczelnych filmowych twardzieli, ukazany jako starzejący się stróż prawa, przegrywający niejako w walce z całym złem tego świata, zrezygnowany i cyniczny, budzi wręcz humorystyczne skojarzenia.

Coenowie pokazują jak można zrobić ciekawy film, pełen napięcia i dramatyzmu, bez niepotrzebnych fajerwerków. W dobie współczesnych mass-mediów, gdzie każda sekunda to pieniądz, "To nie jest kraj dla starych ludzi" jest ciekawą odskocznią – każda scena grana jest swoim własnym tempem. Delektujemy się każdym obrazem, nie zaś dynamiką całej sekwencji. To, co w danym momencie widzimy na ekranie, jest na tyle istotne samo w sobie, iż nie spieszy się nam do następnej sceny.

W przemyśle filmowym są dwa słynne braterskie duety: Coenowie i bracia Wachowski. Dotychczas nie trudno było ich odróżnić, gdyż o ile pierwsi robili mało ambitne komedyjki ("Bracie, gdzie jesteś?", "Big Lebowski", "Ladykillers") o tyle drudzy słynęli kinowymi arcydziełami (trylogia "Matrix", "V jak Vendetta"). Od premiery "To nie jest kraj dla starych ludzi" istnieje ryzyko, że oba rodzeństwa zaczną nam się mylić.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!