Dziś koniec roku. Dzieci z przeładowanymi programami, przeciążonym tornistrem, napchanym programem, bez możliwości wciśnięcia w program zajęć z prawa, ekonomii czy edukacji seksualnej otrzymują gruntowne wykształcenie religijne.

Kto ma dzieci w szkole ten wie jak bardzo przeładowany jest dzień pracy ucznia. Normalny 8-godzinny dzień pracy to dla ucznia marzenie. Po szkole, która już niekiedy przetrzymuje ich nierzadko po 7-8 godzin mają resztę dnia na odrabianie lekcji i przygotowanie do lekcji. System edukacji w Polsce to model XIX wieczny, w polegający na zapamiętywaniu - czyli tym wszystkim, co może było przydatne może 100 lat temu, ale dziś jest kompletnie niepotrzebne. Ale nie sam system chorej polskiej szkoły z rywalizacją zamiast współpracy i nauką zapamiętywania i rozwiązywania testów ma być tematem tego artykułu.

Zadałem sobie trud przejrzenia ramowych programów nauczania uczniów w polskiej szkole od klasy pierwszej do ukończenia liceum ogólnokształcącego. Zebrałem godziny zajęć, na które my - wszyscy podatnicy łożymy pieniądze aby nasze dzieci były możliwie dobrze wyedukowane (o jakości edukacji jak już wspominałem nie będę tu pisał).

Zestawienie, które niżej prezentuję dotyczy profilu ogólnokształcącego. Inne profile mają nieco inaczej rozłożone akcenty w Liceum. Więcej pojawia się zajęć z matematyki czy innego przedmiotu profilowego. Niemniej nie zmienia to istotnie rozważań. Słupki nieznacznie zmieniają swoją wielkość - jedne ciut zyskują inne ciut tracą. Nie zmienia się tylko jeden słupek niezależnie od profilu, który wybiera dany uczeń: słupek z religii.

Zestawienie zbiorcze: janus.pl/rp/images/zestawienie1.jpg

Na przestrzeni całej edukacji dzieci z religią w wymiarze 2 godzin tygodniowo od początku do końca, otrzymują edukację w wymiarze 564 godzin. Stawia to religię w absolutnym czubie przedmiotów, na które polskie Państwo (rzekomo świeckie) stawia szczególny nacisk. Zostawia daleko z tyłu tym samym takie przedmioty jak Informatyka (386), Historia (372), Geografia (392), nie wspominając o biologii, chemii i fizyce, które łącznie nie są w stanie dorównać wymiarem zajęciom z religii. Musi to szokować! Powtórzę: w Polsce dzieci otrzymują w całym procesie kształcenia edukację z chemii, fizyki i biologii - łącznie na poziomie niższym niż religia. To nie żart. Tak rzeczywiście jest. Oczywiście o tym, że Muzyka i plastyka i wszelkiego rodzaju zajęcia artystyczne mogą liczyć łącznie na tylko na 350 godzin już nawet nie warto wspominać. Jako żart mogę dodać, że Preorientacja zawodowa - czyli zastanawianie się z uczniami jaką pracę powinni wybrać, co do nich pasuje, na jakie studia iść - to wymiar ok. 5% czasu poświęconego religii.

Państwo Polskie nie mające pieniędzy na odchudzenie klas, których patologiczne przeładowanie klas powyżej 30 osób stało się normą, wydaje 1.5 mld zł rocznie na nauczanie religii, nad którym dodatkowo nie ma żadnej kontroli. Państwo płaci nie ma prawa wglądu w program czy sposób przeprowadzania zajęć z religii w szkole. Katecheci podlegają instytucjom kościelnym, choć płaci rachunki. Pytanie zasadne - czy tak powinna wyglądać państwowa edukacja?

Obecność religii w szkole już poza samą kwestią finansową budzi poważne wątpliwości natury formalnej i prawnej. Jak Państwo ma realizować konstytucyjne prawo obywatela do zachowania swojego światopoglądu czy wyznania w tajemnicy, skoro zmusza go z drugiej strony do określenia się na oficjalnym dokumencie państwowym, jakim jest świadectwo? Innymi słowy Jeśli moja edukacja zakończy się na poziomie liceum, to do końca życia pracodawcy żądający ode mnie tegoż świadectwa będą wiedzieli czy jestem katolikiem czy nie. Postulat osobnego świadectwa z religii wydaje się w tym kontekście szczególnie uzasadniony.

Religia powinna wrócić do kościołów. Byłoby to z pożytkiem także dla długofalowej strategii samego kościoła. Szkoła nie sprzyja wyciszeniu, rozwijaniu głębokiej duchowości czy refleksji, którą niewątpliwie łatwiej przywołać w atmosferze świątyni. Jest to prawda oczywista także dla wielu księży, którzy muszą sobie zdawać sprawę z tego, że w gruncie rzeczy religia w szkole prowadzi do "odsakralnienia" tego przedmiotu, który powinien kojarzyć się z czymś wyjątkowym i szczególnym. W tej chwili jest przedmiotem jednym z wielu.

Zestawienie szczegółowe: janus.pl/rp/images/zestawienie2.jpg

O co zatem chodzi? Oczywiście o pieniądze. Można z prawdopodobieństwem bliskim pewności przewidzieć reakcję kościoła na ewentualną propozycję wycofania religii do kościołów przy jednoczesnym przelewie na konta kościelne 1,5 mld zł rocznie. W tej batalii lokowania religii w szkołach chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze i pracę dla tysięcy katechetów i księży w Polsce finansowanych z pieniędzy podatników. Kościół w tej materii ma ciastko i je ciastko bowiem tylko on odpowiada za kształt lekcji religii, a państwo płaci nie mając nad nią żadnej kontroli.

Warto też pamiętać, że historia religii w szkołach przebiegała na zasadzie: daliśmy palec, została wzięta cała ręka. Początkowo miała być jedna godzina religii czyli tyle ile pamiętamy z naszej edukacji religijnej gdy była jeszcze w salkach katechetycznych, ostatecznie są dwie godziny tygodniowo, mówiono, że podatnicy nic do tego nie dopłacą (jedynie utrzymanie klas, szkół, media, ogrzewanie itd.) - ostatecznie płacimy za religię horrendalne pieniądze, mówiono, że oceny z religii nie będzie na świadectwie, a jednak jest i trwa batalia o umożliwienie zdawania z niej matury (jakby to była jakaś dziedzina wiedzy).

Krystyna Łybacka z SLD odpowiedzialna za wprowadzenie finansowania religii z budżetu państwa tłumaczy się, że analizy prawne i konstytucyjne wykazały, że jeśli zgodnie z konkordatem na państwie leży obowiązek zorganizowania religii w szkołach, to za pracę musi być świadczone wynagrodzenie. Wg zasady - jeśli konstytucja stoi w sprzeczności z konkordatem, tym gorzej dla konstytucji. Ale Państwo posiada szereg innych narzędzi dyscyplinowania kościoła w ich zapędach zagarniania kolejnych dużych kwot pieniędzy - likwidacja preferencyjnego traktowania kościołów, dotacji, ulg podatkowych, odpisów, fundusz kościelny, likwidacja przynajmniej jednej godziny religii w tygodniu, z renegocjacją lub wręcz wypowiedzeniem konkordatu włącznie. Niestety z tych narzędzi nikt nie korzysta. Jedynym elementem wydaje się być wyłączenie religii z ramowego programu nauczania, co może prowadzić do rezygnacji samorządów z finansowania religii i przerzucenia tego na obywateli.

Niemniej jedynie Ruch Palikota głośno postuluje wyprowadzenie religii ze szkół, skończenie z finansowaniem religii i honorowanie konstytucji ponad konkordatem, a jeśli nie ma innego wyjścia - wypowiedzieć konkordat. Można domniemywać, że do takiego scenariusza kościół nie dopuści, gdyż poza samym finansowanie religii konkordat daje mu tyle przywilejów, że zrobi wszystko aby go zachować. Świadomość tego powinna mobilizować rządzących do stawiania ostrych warunków w kwestii religii w szkołach.

My natomiast - obywatele mamy prawo protestować. Przedstawiony bowiem rozkład zajęć w polskiej edukacji i tak wysoka pozycja religii jest oburzająca i prowadzić musi do obniżenia jakości nauczani w Polsce.

Paweł Janus

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!