Widok willi z ulicy Widok willi z ulicy

Widok willi z ulicy

Jak by człowiek nie podchodził i nie rozważał „wojny o willę Grünberga”, to jej nie pojmie. No bo dlaczego dotychczas nikt nawet nie podjął próby utworzenia w „zabytkowej willi” ośrodka pamięci niemieckiego organmistrza?

27 sierpnia przeczytałem w Kurierze Szczecińskim artykuł o wielce wymownym i wyzywającym tytule. Brzmi on „Ocalmy dla Europy”. Autor - wielkiej sławy felietonista – ogromnie się bulwersuje przeznaczeniem budynku poniemieckiego, w którym mieszkał organmistrz Grynberg. Woła w swym dziele niemal o pomstę do nieba za samo dopuszczenie się szczecinian takowej niegodziwości. Czytając jego tekst możnaby pomyśleć, że człowiek ten walczy o zachowanie Piramidy Cheopsa, albo rzymskiego Koloseum. Zachowanie szczecinian w jego mniemaniu można jedynie porównać do zachowania zachodnioeuropejskich barbarzyńców, którzy zdobyli starożytny Rzym. Chce się powiedzieć: O zgrozo! Jak ja mogę przynależeć do takowego - niszczącego zabytki - kręgu kulturowego? Mało brakowało, abym sam siebie znienawidził.

Pohamowałem się jednak w samopogardzie, obawiając się popełnienia jakiegoś czynu, który będzie źle zrozumiany przez otoczenie. No bo co by powiedzieli ludzie, jakbym wyleciał na podwórze i dla oczyszczenia się z barbarzyństwa zaczął krzyczeć: Nie burzcie willi Gutenberga, przepraszam – Grünberga! To przyhamowanie pozwoliło mi na zebranie myśli. Toteż doszedłem do wniosku, żeby jeszcze raz przeczytać artykuł.

Czytając zwróciłem uwagę na takie zdanie: „Coraz więcej z nich (turystów) przybywa do Polski nie tyle dla prostych uciech, ale bardziej dla obcowania z dziedzictwem kultury.” Zaraz nasunęły mi się pytania – czyje dziedzictwo? Ile to polskich obiektów kulturalnych jest w Szczecinie? Czy przypadkiem ich niedobór, nie próbuje się uzupełniać, poprzez wywlekanie z pawlacza niemieckich rupieci? Kto wie co i komu jeszcze przyjdzie do głowy wywlec dla podreperowania „Szczecińskiego Oblicza Kulturalnego”? Za niedługo może się okazać, że w Szczecinie jest mnóstwo poniemieckich willi - sławnych na całą Europę - architektów, medyków, plastyków, poetów, prozaików, geodetów, kartografów, a nawet brukarzy, którzy układali zabytkowy bruk na ul. Wiosennej. Choć tak oglądając okolice ul. Wiosennej można by się zbuntować, bo ul. Kmiecika ma nawierzchnię najstarszą, jako że tam jest księżycowy krajobraz – nikt nie zaprzeczy, że najstarszy. Jak się zlecą potomni tych wszystkich "artystów”, co to zasłużyli się dla Szczecina, wtedy turyści będą mieli z czego wybierać i z czym obcować - a Szczecin zakwitnie pełną krasą polskiej pomysłowości.

W analizie SWOT (nowoczesna technika badania stanu jednostek gospodarczych) stanu kultury Szczecina w kontekście starań miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku znalazłem informację, że Szczecin to: „Miasto teatru i andergrandu”. Tego „andergrandu” jakoś nie mogłem znaleźć w żadnym dostępnym słowniku. Być może tak nazywa się nawrót do niemieckich korzeni miasta? No bo na szczecińskim plakacie przedstawiającym wizję prezydencką Szczecina w 2050 roku widnieją napisy z obca brzmiące: Stsetsin i floating garden. Być może szczecińska władza w ten sposób chce ciemnemu ludowi wykazać swoją uczoność. - Kto tam za nimi nadąży?

Jakby człowiek nie podchodził i nie rozważał „wojny o willę Grünberga” - nie pojmie. No bo dlaczego dotychczas nikt nawet nie podjął próby utworzenia w „zabytkowej willi” ośrodka kultu nienieckiego organmistrza? Dopiero teraz zauważono w niej – jak pisze autor – specyficzną perłę architektury. Z mapy Szczecina poginęły różne znaczące dla miasta obiekty, inne są od lat zaniedbane. Kino Kosmos z wielkim trudem uznano za zabytek – dotychczas stoi nie zagospodarowane. Kino Pionier działające od 1909 roku – ma się dobrze, bo stare, albo - bo poniemieckie. Wszystko stare wcześniej było młodym. Jeśli będziemy burzyć obiekty młode, nigdy nie doczekamy się w Szczecinie polskich zabytków. Dziwny jest ten świat! – jak śpiewał Czesław Niemen.

I ta, ni stąd, ni zowąd wojna nie pozwalająca Szczecinowi wybudować, tak potrzebnego połączenia tramwajowego. Nic! Tylko wypadałoby powiedzieć, że wszystko zaistniało skutkiem narodowej „zalety” – upodobania do prowadzenia wojaczki, utarczek, protestów, no i być może do czegoś, czego nikt nie odrzuca. Choć z drugiej strony spojrzeć przychodzi mi do głowy jeszcze jedna przyczyna awantury, być może zasadnicza, którą jest utrata mieszkań przez lokatorów willi. Kto wie? Czy nie można było awantury uniknąć, gdyby lokatorom np.: pobudowano taką samą willę nową, w zastępstwie starej. Przypadek taki zaistniał przy budowie obiektów „Selgrosa”. Właścicielowi Selgros pobudował identyczny domek, jak stary - tuż obok. W tym przypadku może szczecińska władza, miast lokatorów właściwie potraktować - próbowała ich „wyportkować”. Ale co tam? „Niech się dzieje wola Nieba – z Nią się zawsze zgodzić trzeba”.

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!