Sejm przegłosował ustawę o radiofonii i telewizji, która, na szczęście, nie ma szansy wejść w życie.

Ta ustawa i tak jest martwa - powiadają panowie Gowin i Niesiołowski,
bo zawetuje ją prezydent, co stanie się powodem mojej pierwszej w dziejach, dozgonnej wdzięczności dla głowy naszego POPiSowego państwa. Uzasadniam:

Po długotrwałej kotłowaninie i gromkich zapowiedziach, wykoncypowano coś, co miałoby
ustawowo „wspierać wartości chrześcijańskie”. Dotychczasowe wspieranie jest widać niewystarczające, i wartości reprezentowane przez liczny, bogaty i dominujący Kościół muszą być wspierane telewizyjnie, radiowo, państwowo i w ogóle dodatkowo.

Dziwne to trochę, bo KK sam w sobie silny jest dostatecznie, a państwo i jego instytucje, ze względu na istnienie obywateli innych wyznań a również bezwyznaniowych - powinny pozostać neutralne. Ale tak to już u nas jest, że gdzie tylko jest ściana - tam gorliwi katolicy wieszają krzyże, a radio i telewizja prócz nadawania mszy, procesji, kolęd, pielgrzymek papieży, homilii prymasa, uroczystości państwowych w czasie których funkcjonariusze państwowi „kamerowni” są w czasie przyjmowania komunii - ma jeszcze bardziej wspierać KK. Tak, żeby pan Marek Jurek był kontent.

Na zdrowy rozum, jeżeli katolicy bez dodatkowego wspierania mają trudności z przestrzeganiem wartości, to jest to ich, a nie całego społeczeństwa problem; ale tak to u nas jest, że konstytucja swoje, a państwowi ministranci - swoje. Powracając do rzeczonej ustawy o mediach, można popuścić wodze fantazji, i nakreślić futurystyczny scenariusz działania RTV pod jej rządami: jak powiada premier Tusk, finansowanie działalności RTV miałoby być negocjowane z budżetem państwa, bo gwarancja stałej kwoty byłaby niesprawiedliwa w stosunku do budżetówki.

Nie pamiętam, żeby jakikolwiek rząd nadmiernie przejmował się budżetówką, ale rozpaczliwe szukanie oszczędności w resortach metodą tusko-rostowską przyniesie zarówno obcinanie benzyny (bo przecież nie pagonów generalskich) policji, jak i funduszy na kulturę masową, czyli - jedyny widok na świat milionów ludzi. Mogłoby się więc zdarzyć, że na wiele programów w telewizji czy radiu pieniędzy by zabrakło, ale na pewno nie zabrakłoby ich na wspierania wartości, zapisanych wszak w ustawie. Tu już, w razie czego nie tak wiele brakuje do fuzji z telewizją TRWAM, żeby przetrwały niczym nie zagrożone wartości.

Dla takich jak ja heretyków - marne perspektywy, bo „wartości” i misjonarze nawet bez specustawy mają skłonność obrastać w siłę, a dostając siłę z urzędu - przekonywać nie przekonanych w mało sympatyczny sposób. Wykazana przez panów senatorów i posłów dbałość o dusze obywateli, wsparta zostanie przy okazji dbałością o nasze wypasione ciała, na co wpadł już pewien poseł, obrzydzając schabowego z kapustą.

Rzecz jasna, wobec niepewności funduszy na RTV, pierwszy wyleciałby z ramówki niejaki Makłowicz i inni lansujący, ciamkający i oblizujący paluchy na ekranie. No, może nie wszyscy, bo zostawiono by w ramach rzeczonych wartości, pewną zażywną zakonnicę, aby księże gospodynie postną kapustę bez kotleta gotować uczyła.

W ten sposób telewizja wspomagałaby wartość (o czym zapewne nie mają pojęcia panowie ustawodawcy) coraz powszechniejszej w narodzie diety odchudzającej,stosowanej przez niedowiarków na bezrobociu, zbuntowanych rencistów i emerytki bez mohera. Allora - jak wykrzykują Włosi nad miską makaronu - Panie Prezydencie! Proszę zawetować tego gniota, bo kto chce być dobrym katolikiem to będzie, a kto nie chce jeść schabowego - może bez żadnej ustawy przejść na placki kartoflane.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!