Nikt, kto oglądał w poniedziałkowy wieczór Derby Europy, nie zaprzeczy, że piłka nożna na najwyższym poziomie jest dziedziną sztuki wymagającą ponadprzeciętnego talentu i zmysłu, dzięki któremu artyści odróżniają się od tłumu.

Była to piąta z rzędu wygrana Barcelony z Realem. Gdy dwa sezony temu Katalończycy upokorzyli "Królewskich" na Santiago Bernabeu zwyciężając 6:2, mało kto przypuszczał, że triumf w podobnych rozmiarach może mieć miejsce w nieodległej przyszłości. To przecież tamto traumatyczne spotkanie zadecydowało o tym, że Florentino Perez sprowadził do Madrytu m.in. Ronaldo, Kakę i Benzemę, by nigdy więcej nie przeżywać kompromitacji w tak prestiżowym meczu. Kompromitacji udało się uniknąć, ale nowi zawodnicy ponownie ustąpili miejsca Katalończykom. W ostatnim oknie transferowym prezes Realu rzucił wszystko na jedną szalę zatrudniając Jose Mourinho.

Próbując wyjaśnić przebieg 208. spotkania najbardziej utytołowanychi zespołów Primera Division, należałoby się jednak skoncentrować na Barcelonie. Za jego rezultat bowiem odpowiada w większym stopniu siła Dumy Katalonii niż słabość Realu.

Barcelona Guardioli określana bywa jako Barcelona III. I była drużyna Johanna Cruyffa z pierwszej połowy lat 90. Holenderski szkoleniowiec nakreślił wówczas niepowtarzalny, ultraofensywny styl gry drużyny, który stał się bazą dla przyszłych pokoleń trenerów i piłkarzy na Camp Nou. II Barcelona to team Franka Riijkarda z lat 2004-2006, którego największym osiągnięciem była wygrana w Lidze Mistrzów w sezonie 2005/2006.

Barca 2006 a 2010, mimo stosunkowo krótkiej perspektywy czasowej, to jednak zupełnie inna drużyna. Przed czterema laty gra 20-krotnych mistrzów Hiszpanii była zmonopolizowana przez będącego w życiowej formie Ronaldinho, który w największym stopniu decydował o obliczu zespołu. Rola egzekutora przypadła Samuelowi Eto'o. Pierwszą instancją defensywy byli nieprzebierający w środkach van Bommel i Edmilson. Do drużyny wchodzili dopiero Iniesta i Messi, ale w najważniejszych meczach pucharowych zwykle brakowało dla nich miejsca w wyjściowej jedenastce. Rola Xaviego była dość zmarginalizowana, bowiem w środku pola do spółki ze wspomnianym Ronaldinho operował Deco. Z linii defensywnej ostał się do tej pory jedynie Carles Puyol. Pozostali obrońcy (np. Oleguer) nie należeli do wyróżniających się zawodników na swoich pozycjach.


Przyjście Josepa Guardioli w 2008 r. odrodziło zespół, który wcześniej dwukrotnie oddał palmę pierwszeństwa w lidze Realowi. Były defensywny pomocnik Barcelony jak mało kto znał wszystko co dobre i złe w tym klubie. Równolegle z jego zatrudnieniem nastąpił prawdziwy rozkwit wychowanków, którzy wkrótce okazali pierwszoplanowymi zawodnikami (Busquets, Pedro, Krkić, ostatnio Jeffren). Do kadry dołączyli piłkarze pokroju Daniego Alvesa, Geralda Pique czy Davida Villi. W odróżnieniu od drużyny Riijakarda, teraz zespół był bardziej kompletny, wszechstronny, gdzie wszyscy mówią jednym futbolowym językiem niezrozumiałym dla innych drużyn. Zdecydowanie lepszą jakość prezentuje obrona. W ubiegłym sezonie w Primera Division Barcelona straciła zaledwie 24 bramki, najmniej w całej lidze. Wreszcie wydoroślał Victor Valdez, którego błędy w przeszłości wypaczały wysiłek kolegów z pola.

Prawdziwą perłą w koronie okazali się jednak Xavi i Iniesta. Mimo mało imponujących warunków fizycznych, obdarzeni bajeczną techniką i wyczuciem akcji, potrafią utrzymać się przy piłce mijając wyższych i silniejszych przeciwników z elegancją godną najdostojniejszych arystokratów. Ich wybory wykończenia akcji są nieprzewidywalne dla przeciwników. Do tego doskonale współpracują z Messim, którego nie jest w stanie powstrzymać żadna obrona na świecie. Potencjał ofensywny uzupełnia król pola karnego David Villa i Pedro, który przebojem wdarł się do pierwszego składu w ubiegłym sezonie. Siła rażenia zespołu z Katalonii jest ponad wyobraźnią. Znakiem firmowym teamu Guardioli stały się długie wymiany podań. Policzono, że w ciągu 90 minut piłkarze z Katalonii podają do siebie ponad 600 razy!

Piłkarze, trenerzy i działacze Dumy Katalonii - w odróżnieniu od swojego największego rywala z Madrytu - unikają niepotrzebnego medialnego rozgłosu. Koncentrują się na sobie, rywalizują na boisku, nie dają się wciągnąć w słowną przepychankę i wymianę złośliwości, w czym tak dobrze odnajdują się Mourinho i Cristiano Ronaldo. Portugalski szkoleniowiec na konferencji prasowej starał się bagatelizować rozmiary porażki, stanowczo sprzeciwiając się nazywaniu jej klęską. Ronaldo natomiast, bezczelnie deprecjonujący przed meczem styl Barcelony, kompletnie nie potrafił się odnaleźć wśród brylujących pomocników w granatowo-bordowych strojach, a swoją nieudolność nadrabiał pustymi gestami. Gdy dodamy do tego prymitywny faul Sergio Ramosa oraz pobłażliwość sędziego, który powinien bezceremonialnie wyrzucić z boiska Ronaldo i Ricardo Carvalho, dopiero dostrzegamy pełny obraz - nie bójmy się tego użyć - klęski Realu.

Nikt nie potrafi tak zdominować rywala jak Barcelona. Nikt nie prześcignie Katalończyków w kreatywności i pomysłowości. Sam Guardiola przyznał, że żaden inny zespół nie dostarcza tyle radości z gry co jego drużyna. A najpiękniejsze wydaje się to, że piłkarze, którzy w większości osiągnęli już wszystko, nadal są głodni sukcesów i ani myślą o grze na wolniejszych obrotach.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!