Sięgnęłam po książkę Aleksandra Sowy "Umrzeć w deszczu". Tytuł? No tak, intrygujący... Autor? Jeszcze ciekawszy! Muszę go poznać!

Sięgnęłam niedawno po książkę Aleksandra Sowy Umrzeć w deszczu. Poniżej przedstawiam krótki wywiad z Aleksandrem Sową.

Dziękuję, że zgodziłeś się udzielić mi wywiadu. Choć muszę przyznać, że nie było łatwo Cię do tego namówić. Opowiedz mi i innym czytelnikom coś o sobie.
- A co chcesz usłyszeć?

Prawdę mówiąc mam wiele pytań.
- Słucham Cię. Pytaj.

Jak się naprawdę nazywasz? Aleksander Sowa czy Artur Szulc?
- Aleksander Sowa. Artur Szulc - to mój pseudonim literacki.

Twoje motto "Nieważne kto historię opowiada ale o czym opowiada ta historia...". Uważasz, że mało istotne jest, kto jest autorem? Nie bardzo rozumiem...
- Dla Ciebie, kiedy czytasz książkę ważne są słowa. Nie to, kto je napisał, kiedy i dlaczego. Czytasz słowa dlatego, że Ci się podobają lub złoszczą ale przede wszystkim dlatego, że Cię interesują. I w tym momencie tożsamość autora najmniej jest istotna.

W zasadzie masz rację. Ale nawet zerkając na okładkę książki chcemy jak najwięcej dowiedzieć się o twórcy dzieła. Tak na przykład było w moim przypadku.
- ....(Uśmiech A. Sowy)

Słyszałam, że pisałeś również pod pseudonimem kobiecym. Czy to prawda?
- Tak. Ale tematyki i tytułów książek nie zdradzę. Niech to pozostanie moją tajemnicą. Powiem tylko, że w tych książkach jest mało o nakrętkach i śrubkach.

- Pisałeś o śrubkach?
O samochodach. A przede wszystkim o Fiacie 126. Dla większości z nas jest już zapomniany, dla niektórych śmieszny. Ale są i tacy którzy nadal wspominają go z wielkim sentymentem.
Był przecież obecny w milionach polskich rodzin. I dla wielu był bardzo bliski. To samochód kultowy, jak wiele innych konstrukcji światowych.

- Jak dużo osób zainteresowało się tematyką fiacika 126?
Wbrew pozorom, sporo. Moje książki trafiły do księgarń w Polsce ale również powędrowały na Węgry, Słowację, do Wielkiej Brytanii a nawet do USA i Australii. Tam trafiły do emigrantów z Polski i ich potomków. Ale nabyli je też ci, których ten pojazd fascynuje, którzy go modyfikują i dbają o niego jak o najdroższy skarb.

- Ile tych książek o motoryzacji było?
Kilka. Pozwól, że wymienię tylko trzy, np. "Fiat 126p Mały Wielki Samochód", "Jak ulepszyć swojego fiacika" czy "Fiat 126p. Sportowe modyfikacje i tuning malucha".

- A co się wydarzyło, że z tematów motoryzacyjnych przerzuciłeś się na inną tematykę? Zacząłeś pisać o ludziach, wojnie, życiu, miłości i ...śmierci.
To nie jest tak jak sądzisz. Jest trochę inaczej. Pisałem od zawsze - 11 lat pisałem pamiętnik.

???
- Zdziwiłaś się? Przecież i mężczyźni piszą pamiętniki. Tylko, że nieliczni się do tego głośno przyznają. Tak więc u mnie były najpierw zapiski a potem doszło do krystalizacji tematu i powstała powieść "Umrzeć w deszczu".

Piękna książka. Nadal jestem pod jej wrażeniem.
- Miło mi to słyszeć. Tak więc po pewnym czasie od napisania wspomnianej wyżej powieści postanowiłem napisać o motoryzacji. Tak czy inaczej tematy te przeplatają się w czasie ze sobą i traktuję je jako zupełnie oddzielne światy. Przecież jedno nie przeszkadza drugiemu. Całkiem niedawno skończyłem pisać powieść "Era Wodnika" i książkę dla tych co mają benzynę zamiast krwi czyli "Legendy naszej motoryzacji".

Gdzie znajdujesz inspirację do swoich powieści?
- Czasem usłyszę piękną nutę albo zdanie. Inspirują też źrenice, uśmiechy, łzy, złości, miłości, spazmy i orgazmy... Czasem uciekam od dnia codziennego, problemów, uczuć, strzyg i widziadeł. Nikt bowiem z nas nie jest istotą jednoznaczną. Jesteśmy jak kartka papieru, zeszyt czy książka, gdzie mogą być zapisane jednocześnie zupełnie odmienne treści.

Czy często bujasz w obłokach?
Tak. Bardzo często. ( Uśmiech A. Sowy). Jestem pilotem szybowcowym. W planach mam też latanie samolotem i skoki spadochronowe.

Nie boisz się?
Zawsze chciałem latać. Przecież to odwieczne marzenie człowieka. Lotnictwo jest ogromnym przeżyciem i przygodą. Jeśli ktoś chce byś bliżej Boga i zechce spojrzeć z bliska śmierci w oczy - polecam latanie.

Hmm...może jednak wróćmy na ziemię. Czy trudno zaistnieć na rynku wydawniczym i przebić się debiutantowi?
Tak, niezmiernie trudno. Trzeba mieć skórę nosorożca, siłę woli samobójcy, odporność psychiczną wariata i wiarę w to co się robi jak u terrorysty Al - Kaidy.

Warto więc pisać?
Nawet jeśli byłby tylko jeden Czytelnik, który chce mojej literatury, będę pisał. Bo warto.

Życzę Ci wybicia się z tłumu i wielu czytelników. Sądzę, że ich nie zabraknie. Obok Twoich utworów trudno przejść obojętnie. One zaciekawiają, wzruszają i powodują, że chce się czytać następne. Dziękuję za rozmowę.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!