Zespół Buldog Zespół Buldog

Zespół Buldog.

"Dawno już zrozumiałem, że w kapeli muzycznej nie może być demokracji"

Kamil Downarowicz: Zapewne to pytanie jest Ci często zadawane, ale opowiedz o tym, jak wyglądało pożegnanie Kazika z zespołem? Rozstaliście się w przyjaźni, bez urazów i niedopowiedzeń?

Piotr Wieteska: Bardzo zwyczajnie. Kazik poinformował mnie o tym podczas naszej wspólnej podróży na koncert do Gryfina w maju zeszłego roku. Argumentował to tym, że skoro reaktywował się KNŻ, on nie jest w stanie brać udziału w tylu projektach. Padło na Buldoga. I tyle. Przyjąłem to, nawet nie oponowałem i nie namawiałem na przemyślenie tej decyzji, ponieważ była logiczna. Rozumiałem to, poza tym zgadzam się z powiedzeniem: z niewolnika nie ma pracownika.

Kazikowi podoba się nowa płyta Buldoga? Dzielił się z Tobą przemyśleniami?

Tak jemu, jak i jego rodzinie. Jest zachwycony wokalem Tomka, nawet z tego powodu kupił sobie całą dyskografię Akuratów.

Czy w związku z odejściem Staszewskiego (pomimo tego, że jest to głównie Twój projekt), myślałeś nad zakończeniem działalności zespołu?

Nie, ja nie myślałem o tym. Mam świadomość, że Buldog ma wyjątkowy skład, niepowtarzalnych i niezwykle uzdolnionych muzyków, którzy wspólnie mają łatwość tworzenia dość ciekawej muzyki. Rzadko się zdarza, żeby w danym czasie utalentowani muzycy o bardzo podobnej mentalności, poczuciu humoru itd. spiknęli się w jednym czasie. Takie sytuacje trzeba niezwykle cenić, bo one tworzą historię.



Od wydania debiutanckiego wydawnictwa minęły cztery lata, powróciłeś z nowym wokalistą Tomaszem Kłaptoczem. Jak doszło do Waszej współpracy?

Po decyzji Kazika zastanawiałem się, jak i kim go zastąpić. Po Kaziku było to karkołomne wyzwanie. Nie wyobrażałem sobie żadnego szeroko znanego i publicznie medialnego wokalisty. Raczej chciałem, aby to był ktoś nieznany. Osobnik, który jednak zaangażowałby się w tą kapelę całym sercem. W zasadzie zacząłem o tym już myśleć podczas tej podróży do Gryfina. Wtedy przypomniało mi się, jak kiedyś Kult miał próbę przed koncertem juwenaliowym na Dziedzińcu UW w Warszawie. Jednym z wcześniej występujących wykonawców był Akurat. I wracając alejkami słyszałem w oddali ich próbę, wtedy nie widząc sceny usłyszałem głos Tomka. Zaintrygował mnie i pomyślałem sobie „kurcze, ale fajny wokal”. I tyle. W momencie zastanawiania się nad szukaniem nowego wokalu od razu on przyszedł mi do głowy. Później dowiedziałem się że rok wcześniej wyrzucili go z tej kapeli. Wtedy zacząłem bardziej intensywnie szukać do niego kontaktu. Miałem trochę obaw, że koleś może być jakiś konfliktowy, a dla mnie najważniejsza w zespole jest atmosfera, nawet bardziej niż umiejętności muzyczne. Jednak te obawy okazały się zbędne, Tomek jest fantastycznym człowiekiem. Idealnie wkomponował się w klimat Buldoga, muzycznie w zasadzie rozumiemy się bez słów, ta sama mentalność, to samo poczucie humoru. To cud, że natknęliśmy się na siebie nawzajem.

Tyle o przeszłości. Porozmawiajmy teraz o nowej płycie „Chrystus miasta”. W porównaniu do poprzedniczki wydaje się dużo bardziej żywiołowa, organiczna. Więcej w niej powietrza i przestrzeni. Na pierwszy plan wysunęły się dęciaki, które mi osobiście przywodzą na myśl, poprzedni zespół Tomasza – Akurat. Pojawiają się też głosy porównujące Was do Kultu. Jak jest naprawdę?

Rzeczywiście ta płyta ma większą energię niż poprzednia. Pierwszą płytę nagrywaliśmy tradycyjnie, tzn. począwszy od perkusji, każdy instrument był nagrywany oddzielnie. W rezultacie brakowało tam tej energii która była słyszalna na nagraniach z prób czy później z koncertów. W związku z tym postanowiliśmy, że następna płyta będzie nagrywana na setkę, tzn. wszyscy (poza wokalem) w studiu grają naraz. Oczywiście wymagało to lepszego przygotowania do wejścia do studia. Przez chyba 2 tygodnie po parę godzin ogrywaliśmy ten materiał zanim zaczęliśmy nagrywać. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że dęciaki przywodzą na myśl poprzedni zespół Tomka. Tak twierdzić może osoba, która nie zna poprzednich produkcji Buldoga. Sekcja dęta w Buldogu jest obecna od samego początku, jeśli już to można się silić na porównywanie do Kultu. Niestety, ale od tego nigdy nie uciekniemy, ponieważ wiele utworów Kultu zostało skomponowanych przez tandem funkcjonujący w Buldogu. To w nas siedzi i od tego nie uciekniemy. A sekcję dętą adaptowaliśmy w Kulcie już od początku lat 80-tych...

A wracając jeszcze do porównań z Akuratem, to przede wszystkim zestaw dęciaków w Buldogu jest znacznie bogatszy, no i zastanówmy się, czy każda kapela z sekcja dętą jest porównywana do Akuratu? Jeżeli zaś chodzi o wokal Tomka, to jestem w stanie zrozumieć to porównanie nawet mimo tego, iż na „Chrystusie Miasta” śpiewa on zupełnie inaczej niż w Akuracie.

Wydaje mi się, że rola Kłaptocza w Buldogu jest dość spora. Wniósł świeżość i garść swoich własnych pomysłów do zespołu?

Oczywiście, że rola Tomka jest spora. Wokal w każdej kapeli odgrywa rolę najważniejszą. Bardzo się cieszymy, że zyskaliśmy tak fantastycznego wokalistę. Muzykę Buldoga tworzy cały zespół i Tomek również ma w tym swój udział.

Jest Was w zespole pięć osób, plus cztery osoby z sekcji dętej. Całkiem sporo. Jak wygląda współpraca i komunikacja w tak dużej grupie? Czy każdy ma wpływ na całokształt brzmienia?

Nie, nie każdy. Dawno już zrozumiałem, że w kapeli muzycznej nie może być demokracji. Początkowy materiał tworzony jest w składzie perkusja, bas, gitara, klawisze. Później pojawia się wokal i DJ. Kiedy są już wybrane kompozycje z fajnym wokalem i mają już jakiś szkielet, gdzie jest w miarę ustalona linia basu, gitary i klawiszy, to wtedy dopiero jest zapraszana sekcja dęta. Przy tworzeniu każdy wnosi coś swojego, dyskutujemy, próbujemy itd. Ja jedynie zastrzegam sobie prawo veta w jakiś kwestiach skrajnych, które mogłyby odbiegać od mojej wizji tej kapeli.

Skąd pomysł na wykorzystanie poezji Tuwima, Barańczaka i Staffa? Nie wydajecie się zespołem uprawiającym zawodowo poezję śpiewaną. Tutaj także Tomasz miał do powiedzenia całkiem dużo.

Takie rozwiązanie wymogło na nas samo życie. Tomek nie jest tekściarzem, kiedyś próbował, ale z tego co wiem, to w poprzednim zespole odsunięto go od tej aktywności. A jak wiadomo, praktyka rozwija najbardziej. Uważam, że nie ma znaczenia kto pisze tekst – czy to jest Kowalski, Staszewski, Robert Kubica czy Mickiewicz. Znaczenie ma sam tekst. Jeśli zatem wykorzystamy dobre teksty innych, to będzie to tylko z korzyścią dla muzyki. Jedynym warunkiem jest tylko to, że teksty muszą odzwierciedlać nasze poglądy na otaczający nas świat, że śmiało możemy się pod nimi podpisać. Na początku ja zasugerowałem Tomkowi „Chrystusa Miasta” i „Mieszkańców” lub „Do generałów” (już dokładnie nie pamiętam) – wszystkie pozostałe teksty dobrał Tomek. Przypominam, że na płycie znalazł się również jeden tekst autorstwa Tomka – „To nie jest moja ziemia”.

Teksty rozprawiają się dość brutalnie z mieszczańskim społeczeństwem oraz jego instytucjami w postaci choćby wojska, kościoła czy rodziny. Podpisujesz się pod poglądami Tuwima?

Oczywiście, jak już wspomniałem wcześniej warunkiem doboru tekstów było odzwierciedlenie naszego spojrzenia na świat.

Plany na najbliższą przyszłość? Trasa, prace nad nową płytą?

W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy prace nad nową płytą. W tej chwili mamy pewne 3 nowe kompozycje, w jednej z nich Tomek zaśpiewa swój nowy tekst. Na listopad i grudzień zaplanowana jest duża trasa koncertowa (ok. 23 koncerty)


Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!