Ukazało się zjawiskowo krótkie doniesienie, że ledwo co wyremontowany pałac prezydencki będzie odnawiany ponownie, kosztem wielu milionów złotych polskich. Znam lepszy sposób zapewnienia luksusu i bezpieczeństwa głowie państwa.

Faktycznie, należy zrobić wszystko, aby naszemu panu prezydentowi mieszkało się nie tylko luksusowo, ale przede wszystkim bezpiecznie. Migawki telewizyjne ukazujące smutnych panów, otaczających głowę państwa, konwojujące go kolumny samochodów, robią wrażenie. Wrażenie, że ciągle nie jest u nas na tyle bezpiecznie, aby ukochany szef państwa oraz kilka osób o nieco niższym (ale tylko troszeczkę) stanowisku, mogli przejść na piechotę kilkanaście kroków, jak to czasem, w "egzotycznych, dalekich" skandynawskich krajach czynią, a to król, a to premier, jakaś księżniczka, nie mówiąc już o ministrach.

Ale u nas nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć


Przed wyborami złapano "bombera", który potem okazał się być nie tym, co trzeba. Został ujęty przez policję 3 listopada ubiegłego roku, bo miał kaptur na głowie. Potem zapadła cisza w tej sprawie. Żadnych oficjalnych komunikatów o listach gończych, o ściganiu winnego podkładania bomb, które były atrapami, sprawie sądowej, czy innych działaniach organów ścigania i sprawiedliwości.

Podczas mszy, 7 stycznia, która miała być ingresem arcybiskupa Wielgusa, a była podziękowaniem za posługę prymasa Glempa, bezpieczeństwo prezydenta zostało bezpośrednio zagrożone.
Niby poczciwie wyglądająca kobiecina, udawała, że do stóp pana prezydenta się rzuca, ale jakie były jej prawdziwe zamiary? W końcu prezydent w pozycji klęczącej całkiem jest bezbronny.
Ochroniarze zareagowali natychmiast. Scena wyglądała niczym brawurowa akcja agentów bez licencji na zabijanie.

Pojamno też też niedoszłego 20-letniego truciciela prezydenta. Niespełniony zamachowiec, który podczas ingresu miał pracować przy cateringu, rozsyłał swoim zanjomym maile, że może otruć prezydenta. I doigrał się, nie pomogło tłumaczenie, że żartował.

Przywiązałam się do idei taniego państwa


Nie dziwota tedy, że zapowiedziano solidny remont pałacu prezydenckiego. Oprócz fontanny i malowania korytarzy, zamontowana w nim zostanie super instalacja mająca zagwarantować lepsze bezpieczeństwo głowy naszego państwa. Mając na względzie troskę o tak kosztownie realizowane tanie państwo, podsuwam inne rozwiązanie. Otóż kasę z Unii Europejskiej przeznaczoną na ratowanie zabytków klasy zerowej, można wykorzystać także do poprawienia bezpieczeństwa pana prezydenta.
Mamy wśród zabytków jeden, niepowtarzalny, o który należy zadbać i który równocześnie można gustownie wymalować dla rodziny panującej. Zamiast za ciężkie miliony remontować podstarzały pałac w Warszawie, trzeba za europejskie pieniądze wyrychtować dla prezydenta zamek w Malborku. Po pierwsze jest odpowiednio duży, po drugie - solidny jak mało co, po trzecie - ekologiczny, bo z cegły.
Na dziedzińcach kierowcy z BOR-u mogą w pancernych limuzynach ćwiczyć kontrolowane poślizgi i żaden dziad z ulicy pod koła im nie wlezie. Na na krużgankach wystarczy chyba miejsca do lądowania i startu helikopterów, w razie wizyty kolegów po fachu. Pan prezydent wizyty międzynarodowe będzie mógł wreszcie załatwiać na miejscu, bo wyjazdy go stresują i na zdrowiu szkodzą.

Same korzyści


Korzyść będzie podwójna: zabytek przetrwa ku chwale narodu, który Krzyżaków do marnego końca przywiódł i uchroni on pana prezydenta oraz gwardię ochroniarzy przed wrogiem, bo posiada wrota na solidną sztabę i kołowrót zamykane. Co więcej obiekt góruje nad okolicą, więc szyldwach z daleka będzie widział, czy go jakiś niepożądany, bezrobotny Jurand nie próbuje szarżą zdobywać. Wtedy zamiast kosztownej a zawodnej elektroniki, wystarczy na larum w blachy miedziane walić, a pan prezydent schronić się zdąży w jakiej sekretnej komnacie, gdzie go żaden wróg nie znajdzie. Ani przyjaciel. Ani nikt. Pozostanie tam bezpieczny jak mało kto. A po wielkich mistrzach i kaplica została, więc potrzeby duchowe w spokoju i bez zbędnego tumultu przyboczny kapelan mu zapewni.

Ponieważ gołym okiem i przy każdej okazji widać, że panu prezydentowi ciągle coś zagraża, nie wolno szczędzić starań o bezpieczną dlań siedzibę. Za samo oglądanie z daleka imponującej i oryginalnej siedziby prezydenckiej, turyści płacić będą jak za zboże. W ten sposób naród nasz szczycić się będzie nadzwyczajną dbałością o bezpieczeństwo pana prezydenta oraz odnowionym zamkiem wielkim, majestatycznym i niezdobytym. Warto dbać o zabytki.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!