Dwa lata temu nad stawem pod Cieszynem przypadkowo znaleziono zwłoki 2-letniego chłopczyka. Teraz zagadka tragicznej śmierci porzuconego w wodzie dziecka ma być wyjaśniona.

Od dwóch lat policja poszukiwała bezskutecznie rodziców dziecka umownie nazwanego "chłopcem z Cieszyna". Jego ciało przypadkiem odnaleziono na rozlewisku wodnym, na obrzeżach miasta. W końcu tajemnicza sprawa się wyjaśniła. 40-letnia matka dziecka mieszka w Będzinie (województwo śląskie). Zatrzymana przez policję przyznała, że był to jej syn, Szymon. Wyniki badań DNA będą być może znane jutro, w poniedziałek 25 czerwca. Matka usłyszała już zarzuty zabójstwa dziecka. Ona i jej partner byli przesłuchiwani. Matce grozi kara dożywocia. Od jej zeznań zależy czy i jakie ewentualnie zarzuty, może mieć konkubent.

Rzecznik prokuratury Małgorzata Borkowska powiedziała, że "jeszcze dziś zapadnie decyzja w sprawie ewentualnych środków zapobiegawczych wobec podejrzanej oraz jej partnera" - podaje TOK FM. Według pani rzecznik, sprawa śmierci dziecka jest bardzo trudna. Śledczy będą ją dokładnie badali i analizowali. Być może przedstawią zarzuty także osobom trzecim.

Czytaj też: Śmierć Madzi z Sosnowca jak wyciskanie cytryny


Nieznane są przyczyny śmierci dziecka. Z nieoficjalnych informacji TVN24 wynika, że matka miała tłumaczyć śledczym, że mały Szymon umarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wiadomo już, iż matka i jej konkubent przyznali się, że chłopiec z Cieszyna to ich syn. Policja znalazła w ich mieszkaniu jego zdjęcia. Podobieństwo z dzieckiem, którego ciało znaleziono w stawie w Cieszynie "ma być uderzające" - czytamy na portalu TVN 24.pl.

Urzędnicy Urzędu Miasta w Będzinie mówią, że zatrzymana matka i jej partner to zwykła, przeciętna rodzina. Z wywiadów środowiskowych również wynika, że rodzina ta nie budziła zastrzeżeń. Nigdy nie była objęta nadzorem kuratorskim. "Dzieci były zadbane, czyste i zdrowe, a mieszkanie schludne i dobrze wyposażone".
Sprawa "chłopca z Cieszyna" niedawno wyszła ponownie na światło dzienne i spowodowała przełom, po anonimowym telefonie kobiety, która zadzwoniła do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie. Anonimowa osoba przedstawiła się jako sąsiadka. Poinformowała, że w rodzinie zamieszkałej obok, od dłuższego czasu nie widać jednego z dzieci - małego Szymona.

O sprawie natychmiast powiadomiono policję. Funkcjonariusze odwiedzili wskazane mieszkanie. Zastali w nim mężczyznę. Policjantom powiedział, że matka z dziećmi jest w Mysłowicach i opiekuje się tam chorym ojcem. Przedstawiciele miejscowego MOPS-u ustalili, że kobieta z Będzina rzeczywiście była u ojca, ale jedynie raz i "w towarzystwie dwóch córek, bez syna".

Według TVN 24 "w Będzinie sprawdzano liczbę dzieci. Zgadzała się". W portalu napisano: "Zbadamy jak do tego doszło". Otóż będziński MOPS ma pismo z jednej przychodni, z istotną informacją, że dzieci z rodziny małego Szymona nie przyszły na obowiązkowe szczepienie ochronne. Po interwencji w listopadzie 2011 roku, matka zgłosiła się do przychodni z jakimś chłopcem. Ale nie wiadomo, kto to był i czyim był dzieckiem.

Nieoficjalnie wiadomo, że matka zmarłego dziecka przekonuje, iż jej syn Szymon zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wyjaśnia też, że syna porzuciła w panice, nad stawem w Cieszynie. Od miejsca zamieszkania w Będzinie jest to ponad sto kilometrów.

TVN24 dotarła do informacji, że w okresie od marca do jesieni 2010 roku, kiedy w całej Polsce poszukiwano rodziców dziecka, w Cieszynie policjanci przyszli także do rodziny Szymona. Rodzice prosili wtedy policjantów, żeby pojawili się następnego dnia. Kiedy to zrobili, przedstawiono im "podstawionego" chłopca z rodziny matki Szymona.
W końcu kwietnia 2012 roku, bielska Prokuratura Okręgowa umorzyła śledztwo, w sprawie śmierci "chłopca z Cieszyna", określonego w dokumentacji "o nieznanej tożsamości". "Z uwagi na wyczerpanie środków dowodowych, podjęto decyzję o umorzeniu postępowania przygotowawczego" - napisano w komunikacie.

Według śledczych, w postępowaniu przygotowawczym przeprowadzono wszystkie konieczne i niezbędne czynności procesowe. Prokuratorzy pozyskali wymagane prawem dowody. Wykonali m.in. dokładne oględziny miejsca, w którym "dziecko zostało znalezione, sekcję zwłok", a także uzyskali opinie eksperckie po przebadaniu odzieży, "śladów kryminalistycznych i materiału genetycznego".

W kwietniu prokuratura zapewniała, że umorzenie śledztwa nie kończy poszukiwań rodziców dziecka. Podkreślano, że jeśli pojawią się nowe okoliczności, pozwalające na ustalenie tożsamości dziecka lub jego zabójców, sprawa zostanie wznowiona. Temu miało służyć, m.in. wprowadzenie kodu DNA znalezionego dziecka, do bazy danych Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji.

W wyniku badań ciała dziecka ustalono, że przyczyną śmierci był "uraz jamy brzusznej". W końcu kwietnia 2010 roku chłopiec został pochowany na cmentarzu w Cieszynie. Od tamtej pory na jego grobie codziennie palą się znicze. Przy grobie nieznani ludzie postawili wiklinową szafkę, w której dzieci kładą zabawki.

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!