Nocny Marek - zajęcia warsztatowe z Markiem Kusibą, felietonistą nowojorskiego "Nowego Dziennika" Nocny Marek - zajęcia warsztatowe z Markiem Kusibą, felietonistą nowojorskiego "Nowego Dziennika"

Nocny Marek - zajęcia warsztatowe z Markiem Kusibą, felietonistą nowojorskiego "Nowego Dziennika". (© www.kapuscinski.umcs.lublin.pl)

W pierwszym tygodniu sierpnia 2008 roku wsiadłam do pociągu na stacji Hajnówka i wyruszyłam w drogę do Poronina. Jeden z moich towarzyszy, gdzieś między Orzeszkowem a Czeremchą (a może już w pobliżu Siedlec) wyjął z plecaka ładnie wydaną, niezbyt grubą książkę.

Tytuł jak najbardziej odpowiedni, pomyślałam wtedy, do czytania w czasie wakacyjnej peregrynacji: "Podróże z Herodotem".Czy mogłam podejrzewać, że w niespełna rok później, autobus startujący z Bielska Podlaskiego powiezie mnie w stronę Lublina, a stamtąd, czerwonym busem, pojadę prosto na spotkanie z autorem "Podróży…", Ryszardem Kapuścińskim? Obecnym w Siennicy Różanej nie ciałem i duchem – niestety – ale pod postacią wszystkich zaproszonych, zgromadzonych i przybywających, z których każdy przywiózł ze sobą odrobinę filozofii i szczyptę wrażliwości zaczerpniętą od Mistrza.

Tymczasem, ni stąd ni zowąd, trzeba przestawić się na czas przeszły. Siedziałam wczoraj na dworcu PKS w Lublinie i wdychałam miejskie powietrze przesycone dymem autobusowych spalin ze świadomością, że Wakacyjna Akademia Reportażu im. Ryszarda Kapuścińskiego, edycja pierwsza, przeszła do historii. Ale czy na pewno? Gdy autobus z punktem docelowym "Białystok" ruszył, z podręcznej torby wyjęłam "Mord na placu Tiananmen" Wojciecha Giełżyńskiego. Koszt: 4 zł. Mała, niemalże kieszonkowa książeczka, z wielką treścią w środku. Tę "prawie broszurę", a zarazem wielkie dzieło reportażu, kupiłam na godzinę przed odjazdem. Wygrzebana w antykwariacie z pachnącego stęchlizną stosu starych, zapomnianych pozycji, stała się dla mnie od pierwszego zetknięcia z szorstką fakturą okładki symbolem ciągłości zdarzeń. Wojciech Giełżyński był bowiem jednym z gości Akademii. Na długo zapamiętam jego wyważony, spokojny, może nawet trochę zbyt chłodny sposób wyrażania obserwacji z długiego życia reportera. Ale zachowam w pamięci także "Zaczarowaną dorożkę" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego wyrecytowaną przez pana Wojciecha z iście aktorskim kunsztem podczas wspólnego z uczestnikami wieczoru w internatowej stołówce.

Jechałam więc wczoraj – i koniec końców dotarłam - do siebie. A owo "siebie, swoje, własne", bardzo się w moich oczach poszerzyło. Pan Marek Kusiba i jego "Plemię bladolicych", reportaż na temat społeczności wsi okolic Puszczy Białowieskiej, opublikowany w "Kontrastach" przed trzydziestoma bez mała laty, pozwolił mi spojrzeć z nutą fascynacji i zadziwienia na te tereny, które nazywane od zawsze własnymi, okolicznymi, utraciły gdzieś między słowami swoją istotność i wyjątkowość. Na najbliższe dni planuję wycieczkę do Puszczy Białowieskiej. I wiem, że nie będzie to zwykły wypad krajoznawczy, bo dzięki Akademii zyskałam swoiste "trzecie oko".

Odjeżdżając z Siennicy Różanej nie musiałam zostawiać żadnego przedmiotu, aby w zabobonny sposób zapewnić sobie powrót w roku przyszłym. Jak twierdził pewien pisarz rosyjski i co zacytował w jednym ze swoich felietonów Marek Kusiba: żeby napisać, trzeba pisać. Ja zaś dodam: wystarczy odwiedzić Siennicę jeden raz, aby chcieć do niej wracać co roku. I, idąc tym tropem dalej, wystarczy na kilka chwil wczytać się w Kapuścińskiego, aby zauroczyć się jego emocjonalnym, niemal dziecięcym widzeniem świata. Świata, który Mistrz Reportażu oswoił i odzwierciedlił, z całym jego kolorytem, brudem i zagmatwaniem .

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!