Fotografia egzemplarza książki Fotografia egzemplarza książki

Fotografia egzemplarza książki (© Maria Piękoś)

Najpiękniejsze rzeczy powstają ponoć z miłości. Peter Mayle pisze o swoim miejscu na Ziemi, które, gdy tylko odnalazł, od razu pokochał... i miłość ta emanuje z każdej linijki.

"Zawsze Prowansja" Petera Mayle'a to zbiór 19 felietonów - anegdot z życia francuskiej wsi. Gdy otwieramy tę niewielkich rozmiarów książkę, przenosimy się nagle do oblanej słońcem, niewielkiej miejscowości, gdzie ludzie delektują się życiem, a pośpiech jest czymś wysoce nie na miejscu. Mamy tutaj okazję obserwować zaskakująco trafne z literackiego punktu widzenia zderzenie kultur.

Oto angielski dżentelmen w średnim wieku, obdarzony stereotypową powściągliwością, znajduje się w otoczeniu rodowitych Francuzów wyznających filozofię joie de vivre. Ideologia ta, trzeba przyznać, jest bardzo zaraźliwa. Już po kilku stronach lektury udziela się nam bowiem radość życia, gloryfikacja codzienności i z zaciekawieniem przechodzimy do kolejnych historyjek, które autor z wyraźną przyjemnością nam dostarcza. On sam bowiem zafascynowany jest miejscem i ludźmi, wśród których przyszło mu mieszkać.

Z książki Mayle'a dowiemy się wiele o tropieniu trufli po lasach, skarbach zakopanych pod ziemią, a nawet o tym, co możemy zobaczyć spłukując wodę we francuskiej toalecie. Przede wszystkim zaś poznajemy urokliwą prowansalską przyrodę (opisaną bez cienia nudy) oraz nie mniej urokliwą mentalność mieszkańców. Sprawia ona, że po przeczytaniu książki mamy ochotę, niczym jeden z bohaterów, stać się ludźmi, którzy "obiad traktują z równą powagą jak inni politykę".

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!