Śmierć zawsze jest nie w porę. Ani świadomość kresu życia, który kiedyś musi nastąpić, ani szczera wiara w Boga i obietnicę życia wiecznego nie mają wpływu na fakt, że oddalamy od siebie myśl o śmierci. Człowiek chce żyć za wszelką cenę.

Śmierć przedstawia się w symbolach, łagodzi w poezji, maluje obrazami… W pewien sposób „oswajamy się” z tą rzeczywistością przez lata. Rzymski filozof i poeta, Lukrecjusz, uciekł się do słów: „śmierć, najstraszniejsze z nieszczęść, wcale nas nie dotyczy. Skoro, bowiem my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a skoro tylko śmierć się pojawi, nas wtedy już nie ma”. Ale czy wtedy, mniej się człowiek boi? Zawsze zostaje gorycz i pytania bez odpowiedzi.

Tragedia polskich pielgrzymów, którzy 22 lipca zginęli we Francji kolejny raz przypomniała nam, że człowiek pozostaje bezradny wobec tajemnicy śmierci. Jej nie da się wytłumaczyć. Nie można jej ograniczyć do zwykłego obumarcia komórek. Z chwilą, gdy kończy się czyjeś życie, kończy się również jakiś etap życia jemu najbliższych. I chyba na tym polega tragizm kresu życia.


Wiara w nieśmiertelność
Śmierć jest mało atrakcyjna – zamyka horyzonty, zamiast otwierać nowe możliwości. Otacza nas… a jednak wciąż jest daleko. Chcemy, by była jak najdalej. Ale cóż, wszyscy jesteśmy zmuszeni do niej powracać. Wystarczy włączyć telewizor, przewrócić kilka stronic gazety codziennej.

Wiara w nieśmiertelność to nie antidotum na lęk przed kresem życia. Fakt wiary w życie wieczne ma znaczny wpływ na kształt naszego „tu i teraz”, jednak nie jest (a w każdym razie, tak nie powinno być) zaklęciem, odpędzającym złe myśli o końcu naszych dni, który niewątpliwie kiedyś nastąpi. Śmierć na zawsze pozostanie dramatem. Jednak można zmienić sposób jej przeżywania - przygotować się do „przeżycia” tego dramatu. Inaczej myśli się o śmierci własnej lub cudzej ze świadomością, iż czeka nas coś lepszego; że czeka nas „coś” zamiast „nic”. Tej pewności wiary nikt nam nie odbierze. Bo w jaki sposób ktoś może mi udowodnić, że po śmierci nic nie ma?


Bóg bogaty wszechmocą
Życia wiecznego nie sposób podać w punktach, na tacy. Musi się tu pojawić element wiary. W Starym Testamencie, w Księdze Mądrości czytamy: „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności”.
Nieśmiertelność staje się obietnicą. Wiara w nią nie umniejsza tragizmu śmierci, która przecież zawsze będzie końcem życia. Jednak mimo wszystko, dzięki wierze, ostatnie słowo nie należy do tragizmu osamotnienia, pustki i unicestwienia.

Bóg w przeciwieństwie do człowieka jest wszechmocny, nieskończony. My wciąż – mniej lub bardziej świadomie – doświadczamy własnej ograniczoności oraz bezsilności.
Zanurzeni w czasie, na wszelkie sposoby staramy się ów czas albo wyprzedzić, albo cofnąć. Nie ma lekarstwa ani wynalazku na tę naszą przypadłość: skończoność ludzkiego życia.

Teolog Romano Guardini pisał w jednej ze swych książek: „Bóg jest wszechmocny i bogaty bez granic i bez końca”. W tym ludzka nadzieja, która jest mocą wiary.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!