Dorota Rabczewska Dorota Rabczewska

Dorota Rabczewska. (© APP)

Często słyszę, że Telewizja Publiczna jest telewizją misyjną. Za spełnianą przez nią misję płacimy w końcu abonament (nie wszyscy, ale jednak płacimy). Tylko, że jakoś tej misji coraz trudniej się doszukać czy raczej dopatrzyć.

No, chyba, że za telewizyjną misjonarkę uznamy na przykład Dodę Elektrodę i jej będące szczytem intelektualnego kunsztu wypowiedzi podczas niedawno zakończonego show „Gwiazdy tańczą na lodzie”. Ale jeśli na takie misje idą pieniądze z abonamentu, to na co przeznaczany jest (niemały, jak mniemam) dochód z tysięcy (wielu tysięcy) esemesów i reklam?

Jest oczywistą oczywistością, że widzom należy się dawka także łatwej rozrywki, ale... Łatwa nie znaczy „dodowata” z całą tą kiczowatą oprawą, zjeżdżaniem na linie czy specjalnie strojonymi fotelami, jak było w zakończonym niedawno programie z gwiazdami w tytule (o niektórych osobach z tego właśnie programu dowiedziałem się, że to gwiazdy właśnie).

Ale to przecież chwyty bardziej pasujące do cyrku niż misjonarskiej telewizji. Sądzę, że dużo trafniejszym pomysłem była chociażby „Noc z gwiazdami”, choć dla mnie niestrawna z powodu nachalnej promocji, jaką zafundowano Nataszy Urbańkiej, jako gwiazdy programu (zdaje się, że o coś więcej w tym eksperymencie chodziło).

Mam świadomość, że telewizja ma być „dla mas”, a więc i łatwa rozrywka też powinna znaleźć się w repertuarze. I znowu powtórzę: łatwa tak, ale czemu jakaś taka „dodowata”? Owszem, niech Doda śpiewa, ale oceną innych gwiazd, czy „gwiazd” (bo takich najwięcej w tego rodzaju programach) wolałbym, żeby zajęli się inni, którzy znają chociażby granicę pomiędzy mile widzianą czasem ekstrawagancją, a kiczem.

Rozrywka to jednak tylko jeden z elementów telewizyjnej oferty i niepokoi fakt, że w ostatnich latach bardzo zubożały także propozycje sportowe, chyba drugi – obok rozrywki – telewizyjny filar programowy. Tutaj także coraz mniej ciekawych meczów piłkarskich (jak choćby Liga Mistrzów) czy reprezentacyjnych spotkań w innych popularnych grach zespołowych, które możemy oglądać tylko na kanałach komercyjnych. Wiem, to kosztuje, ale znowu ciśnie się pytanie: Za co w końcu płacimy abonament, gdzie te pieniądze z abonamentu, reklam i esemesów?

Ktoś może powie, że TVP dokłada do programów ambitnych. Ale gdzie te programy? Owszem, w kanale kulturalnym można znaleźć ciekawe propozycje, ale są zazwyczaj powtórki starych filmów czy innych programów i publicystyka, które – jak sądzę – nie pochłania kroci.

Jestem zdania, że telewizja publiczna powinna mieć zadanie spełniania społecznej misji, uważam też, że powinniśmy płacić abonament (choć tym zapewne narażę się wielu osobom), ale sądzę, że rzeczywistość jednak skrzeczy. Na Dodę owszem, lubię popatrzeć, czasem i posłuchać, ale do roli misjonarki jakoś mi nie pasuje. Podobnie jak wiele innych „dodowatych” gwiazd i „gwiazd”. Zawsze oczywiście pozostaje ewentualność, że ja się po prostu czepiam...

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!