(© Flickr)

"Żal mi braci Kaczyńskich, bo gdy zaczyna padać, dowiadują się ostatni" - opowiadali ci, którzy dziś są pogrążeni w żałobie. Człowiek mały nie może być wielki. A Napoleon? A Messi?

"Nasz naród jest jak lawa, Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi" pisał Adam Mickiewicz. Dziś tą warstwą są media. Ogniem - prawda, obiektywna prawda. Zauważyliście, że po śmierci pary prezydenckiej nagle okazało się, że media mają ich uśmiechnięte, radosne i czułe zdjęcia? Ilu z nas widziało je wcześniej? Dlaczego wybierano te, na których prezydent nie wychodził dobrze lub na których podkreślony był jego niski wzrost?

Na początku ustalmy fakty. Lech Kaczyński nie jest wielkim człowiekiem. Wielki był Karol Wojtyła. Prezydent jest człowiekiem bardzo dużym, nie wielkim. Ciężko mi o tym pisać, gdyż marzy mi się zawód dziennikarza. Nie jestem fanatykiem Kaczyńskich. W przyszłych wyborach brałem pod uwagę Olechowskiego, bądź ś.p. Szmajdzińskiego. Moim autorytetem w dziedzinie rozrywki i publicystyki jest Kuba Wojewódzki. Zawsze potrafił mnie zaintrygować i rozbawić. Irytowały mnie jedynie jego kpiny z wzrostu czy sposobu mówienia Lecha Kaczyńskiego. To coś niezależnego. Coś na co nie mamy wpływu i co nie decyduje jakim jest się politykiem, prezydentem, człowiekiem. I trzeba się z tym teraz rozliczyć. Nie może udawać, że się nic nie stało. Jestem ciekawy, jak smoleńską katastrofę skomentuje właśnie Wojewódzki.

W mojej klasie licealnej mieliśmy bardzo podobną sytuację. Chłopak wyśmiewany i opluwany przez wszystkich popełnił samobójstwo. Śmialiśmy się z jego wyglądu zewnętrznego, z jego słabości. Trzeba było tragedii, by dostrzec jakim był naprawdę człowiekiem. Dopiero po śmierci wszyscy zrozumieli, że on też miał zalety! Po śmierci w klasie panowała atmosfera identyczna, jak atmosfera w dzisiejszej Polsce. Wszyscy mieli poczucie winy, że nie doceniali tego człowieka. Dziś mamy narodowe poczucie winy, że nie docenialiśmy naszego prezydenta.

Dlaczego załoga TU-154 chciała lądować za wszelką cenę? Dlaczego mimo gęstej mgły, która według procedur zabraniała lądowania i komunikatów z lotniska i tak próbowali? Próbowali, bo musieli zdążyć na uroczystości katyńskie. Dlaczego musieli, a nie powinni? Musieli, bo 5-letnią misją polskich dziennikarzy jest (a mam nadzieję, że już bezpowrotnie było) subiektywne ocenianie prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Żaden z poprzednich prezydentów nie był aż tak atakowany przez media. Raz za razem słuchać było przebijające się głosy, że to naprawdę miły i ciepły starszy człowiek. Gdyby nie przybył w sobotę na czas, bądź nawet spóźnił się, zostałby "zjedzony" przez polskie media. Wojewódzki wykonałby kolejną tekturową planszę z podobizną Kaczyńskiego i cisnął nią w kąt, Majewski nie oszczędziłby go w czasie "Rozmów w tłoku", a obywatele Krakowa mieliby kolejny pretekst, by nie nadać prezydentowi honorowego obywatelstwa (Kaczyński i tak sam zrezygnował, ale nie obyło się bez prowokacyjnych bilbordów z wizerunkiem prezydenta, na terenie całego Krakowa).

Dlaczego dziennikarze wszystkich stacji tak często opluwali prezydenta i przedstawiali go od tej gorszej strony? Dlatego, że Donald Tusk i jego ugrupowanie miało być przedstawiane jako Ci lepsi, bardziej tolerancyjni, zawsze uśmiechnięci i pogodni. Dziennikarze mają obowiązek moralny i zawodowy obiektywnie przekazywać informacje. Co z tego mieliśmy? Oni kształtują społeczeństwo. Jeśli nie z mediów, to skąd mamy czerpać informację o ludziach władzy? Długo nas oszukiwano, manipulowano nami. Dorabiano mu gębę gbura. Nawet gdyby osobiście nienawidzili pana prezydenta, nie wolno im okazywać tego, nawet w najmniejszym stopniu w programach informacyjnych. Pamiętam, gdy Lech Kaczyński przekręcił nazwisko Artura Boruca na Borubar. Był to news na tyle istotny, by nadać go w serwisach informacyjnych największych polskich stacji telewizyjnych! Błędy Kaczyńskiego były podkreślane podwójną, grubą linią. Tuskowi wybaczano więcej. Jego przecież wszyscy kochali. W łatwym na manipulacje środowisku ludzi młodych, wstydem było otwarte popieranie Kaczyńskich i PiS-u. Wiem, bo sam tego doświadczyłem, podczas przedwyborczych, szkolnych rozmów o polityce. Młodzi powtarzali utarte i propagandowe frazesy, że gbur, że prezydent nie może być niski, że obrażalski, że w ogóle nie rozrywkowy, że się nie uśmiecha. PO było za to cool. PO było modne i na czasie. W "Rozmowach w tłoku" Szymona Majewskiego, aktor parodiujący prezydenta był zawsze burakiem, prostakiem i gburem. W tym samym programie Tusk był przedstawiany jako błyskotliwy i inteligentny cwaniak. To przykład jeden z wielu, nierównego i niesprawiedliwego traktowania obu tych polityków.

Ludzie przejrzeli na oczy dopiero po tragedii. Dostrzegli, co mieli i co utracili. Boli nas to, że utraciliśmy kogoś tak wspaniałego, nie doceniając go za życia. To poczucie winy, że opluwany niesłusznie, okazał się ojcem wolności i Solidarności, nieustępliwym politykiem w walce o NASZE interesy na arenie międzynarodowej, ciepłym i sympatycznym człowiekiem. Zasłona dymna rozpylana od 5 lat przez media prysła! Na TVP usłyszałem dzień po tragedii: "Ludzie zaczadzili się fałszywym obrazem prezydenta". Ludzie zaczadzili się obrazem podstarzałego fajtłapy, który kompromituje Polskę na całym świecie. Dziś okazuje się, że po śmierci tego podstarzałego fajtłapy, żałobę ogłasza nie tylko Polska i Rosja, ale i Gruzja, Litwa i Brazylia.

Nie cierpię przesadnych laurek, po śmierci znanych ludzi. Tym razem jest inaczej. Zmarłemu tragicznie prezydentowi należą się przeprosiny i przywrócenie dobrego, tak zafałszowanego przez media wizerunku. Polskie media wytworzyły wokół prezydenta niezdrową atmosferę. To ona podsycała tą presję, pod wpływem której próbowano lądować. W innym państwie, gdzie funkcjonują obiektywne media, prezydent nie bałby się spóźnić, gdyż miałby pewność, że społeczeństwu zostanie przekazana OBIEKTYWNA informacja. Bez chichotów i drwin z lekceważenia przez niego historii, ale z podaniem przyczyny spóźnienia na pierwszym miejscu! Największą hipokryzją był fakt, że to właśnie PiS-owi wszyscy zarzucali upolitycznianie mediów. A teraz? Media milczą, o tym skąd ta presja, by mimo wszystko lądować. Cieszę się z jednego. Tak jak w przypadku PRL, prawda i tak zwyciężyła.

Z wyrazami szacunku dla prawdziwego patrioty i męża stanu.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!