Okładkę książki "Zielony Dom" zaprojektowała Katarzyna Borkowska Okładkę książki "Zielony Dom" zaprojektowała Katarzyna Borkowska

Okładkę książki "Zielony Dom" zaprojektowała Katarzyna Borkowska. (© www.znak.com.pl)

Jeśli ktoś jest pasjonatem literatury iberoamerykańskiej i lubi klimaty powieści Marqueza, Borgesa, ten z pewnością sięgnie po powieść Maria Vargasa Llosy "Zielony Dom". Nie jest to lektura łatwa, ale sądzę, że warto się z nią zmierzyć.

Tytułowy "zielony dom" to budynek, który zburzył uporządkowany, spokojny świat mieszkańców Piury - peruwiańskiej osady położonej wśród rozległej pustyni, oddzielonej od reszty kraju i zamieszkałej przez Indian, od których, jak twierdzi narrator, serdeczniejszych i gościnniejszych ludzi trudno znaleźć.

Szmaciarnia i Ścierwiarnia to może mało sympatycznie brzmiące nazwy dzielnic miasteczka, ale współistnienie ludzi nie jest tu znaczone jakimiś poważniejszymi konfliktami. Do momentu, gdy w Piurze pojawia się Anselmo, Peruwiańczyk, który na skraju pustyni stawia dom, maluje go na zielono i ku zdziwieniu tubylców do sześciu pokoików zamawia 12 łóżek, sześć umywalek, tyleż luster i nocników. Z czasem "Zielony Dom" staje się instytucją, którą można by nazwać wprost burdelem, czy w wersji dla delikatniejszych czytelników: domem pulicznym. Jego głównymi lokatorkami bowiem zostają młode dziewczęta sprowadzane przez Anselma z pobliskiej dżungli. Coraz chętniej w tym przybytku rozkoszy spędzają czas rdzenni mieszkańcy Piury i okolic, bowiem poza wszystkim można tu się napić, zjeść i pogadać o tym, co "komu w duszy gra".

Oczywiście, wkrótce "zielony dom", jak to się mówi, "spadnie z ambony", czyli zostanie potępiony przez miejscowego księdza Garcię jako miejsce zgnilizny moralnej, co nie zmieni radykalnie stosunku głównych bohaterów powieści Llosy do tego miejsca. Ba, coraz bardziej będzie ono dla nich azylem, schronieniem przed niezrozumieniem i nietolerancją współplemieńców i przybyszy, a nawet miejscem, gdzie zrodzi się wielkie uczucie dwójki bohaterów.

Drugą grupą ludzi, przedstawioną przez pisarza w "Zielonym Domu" są ludzie biali: żołnierze, którzy pomagają misjonarkom porywać "dzikie" dziewczynki, by poddać je "cywilizacyjnej obróbce" i handlarze kauczukiem.

Także ich losy zawiodą w różnych okolicznościach i w odmiennych celach do tytułowego miejsca rozpusty i upadku moralnego. Bo paradoksalnie tutaj znajdują oni podobnych sobie ludzi, z którymi mogą porozmawiać, wymienić doświadczenia, znaleźć zrozumienie.

Książka Maria Vargasa Llosy jest w moim odczuciu powieścią o samotności, poszukiwaniu akceptacji i miłości. Trzeba jednak sporo czytelniczej wytrwałości, by przebrnąć przez dość dużą ilość poruszanych wątków, związanych z ogromną ilością postaci. Nie ułatwia tego dosyć skomplikowana narracja zastosowana przez pisarza w tym utworze. W wielu miejscach naśladuje ona rytm potocznej rozmowy bohaterów, na dodatek prowadzonej jak gdyby równocześnie przez kilka osób.

Z całą pewnością jednak jest to świetna książka dla tych, którzy ponad śledzenie wątków, akcji, fabuły przedkładają ogólny charakter dzieła. Na własny użytek nazywam takie utwory "klimatycznymi". A tu nastrój dżungli, spelunkowatego zielonego domu, ciasnych namiotów został oddany wprost rewelacyjnie. Czasem ma się odczucie przebywania w tych miejscach, z tymi prostymi ludźmi o skomplikowanych losach. I choćby dla tych wrażeń warto sięgnąć po książkę Maria Vargasa Llosy.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!