Nie sądziłem, że w XXI wieku, w kraju - bądź co bądź - europejskim, przyjdzie mi być świadkiem tak żenującej dyskusji.

Zaczęło się od tego, że ojciec naszego ministra edukacji zorganizował w Brukseli coś w rodzaju panelu dyskusyjnego dla wariatów. Zaproszeni na niego goście stwierdzili, że ewolucja to wymysł szatana i że trzeba ją z prawdziwie polskich głów wyplenić. Potem pałeczkę przejął sam minister, który jął swego ojca bronić. Niedługo później do dyskusji włączył się wiceminister Orzechowski, który autorytatywnie stwierdził, że ewolucja to tylko jedna z wielu równorzędnych teorii opisujących narodziny rodzaju ludzkiego i że nie ma co sobie nią głowy zawracać. Pan wiceminister - jako kompletny ignorant - może wygadywać brednie. Wszyscy mogą wygadywać brednie. I wygadują.

Nie sądziłem, że w XXI wieku, w kraju - bądź co bądź - europejskim, przyjdzie mi być świadkiem tak żenującej dyskusji. Szafę Lesiaka mogę jako tako znieść (chociaż też jest ciężko, od paru tygodni każda szafa kojarzy mi się z Szafą Lesiaka i chyba niedługo zacznę ubrania przechowywać w kartonach, żeby trochę się od tematu oddalić), ZOMO, Pospieszalskiego, "taśmy prawdy", Gudzowatego, Beger, Warchoła, Michnika, Morozowskiego z Sekielskim, rozgorączkowanego Cezarego Michalskiego i oziębłego Ziemkiewicza też jakoś przetrzymam (choć z trudem). Jednak tej kretyńskiej kłótni o ewolucję wytrzymać nie mogę.

W obecnej sytuacji niezwykle blisko mi do słów Daniela Dennetta, amerykańskiego filozofa zajmującego się zagadnieniem ewolucji (przedstawiciel tzw. ewolucjonizmu neuralnego, opisującego rozwój ludzkiej świadomości w darwinowskich kategoriach doboru naturalnego), który - rozsierdzony postulatami amerykańskich, skrajnie prawicowych środowisk religijnych - powiedział: "ze względu na wymogi bezpieczeństwa należałoby religię trzymać w klatce - jeżeli zaistniałaby taka konieczność". Rozumiem, że ta wypowiedź była podyktowana emocjami. Jednak te emocje nie wzięły się znikąd. Takie są fakty - prawicowi katoliccy fundamentaliści propagują swoje kulawe teorie na całym świecie. I to z całkiem niezłym skutkiem.

Ponoć około połowa Amerykanów po dziś dzień wierzy, że wyłącznie Bóg odpowiada za stworzenie życia na Ziemi. Niezły wynik jak na najbardziej rozwiniętą społeczność naszego globu. Doszło nawet do tego, że w niektórych rejonach Stanów Zjednoczonych prawicowi aktywiści umieszczają na podręcznikach do biologii naklejki z ostrzeżeniem o szkodliwość wiary w teorię ewolucji (mimo, iż w 1987 roku Sąd Najwyższy USA zakazał uczenia kreacjonizmu w szkołach).

Według kreacjonistów świat powstał ok 6 tysięcy lat temu dzięki działaniu Jedynego i Wszechomogącego Boga (dlatego w USA w niektórych podręcznikach zdanie, że epoka lodowcowa miała miejsce "miliony lat temu" zastąpiono sformułowaniem "w odległej przeszłości"). Złagodzoną wersją kreacjonizmu jest teoria "inteligentnego projektu", która owszem, przyznaje rację Darwinowi, jednak zakłada, że cała ewolucja "nadzorowana" była przez Stwórcę.

Kreacjoniści - podobnie jak nasze obecne polityczne elity - mają naturalną skłonność doszukiwania się spisków w każdej dziedzinie życia. Teoria ewolucji bywa więc traktowana jako pewnego rodzaju spisek świeckich środowisk naukowych, które chcą zdyskredytować Pismo Święte. Zdają się przy tym nie zauważać, że zarówno Pius XII, jak i Jan Paweł II stwierdzili, że darwinowska teoria nie musi kłócić się z dogmatami wiary (należy przy tym zauważyć, że Jan Paweł II poszedł o wiele dalej w zaakceptowaniu ewolucjonizmu). Jestem skrajnym przeciwnikiem konieczności akceptowania rezultatów badań naukowych przez środowiska religijne, jeśli jednak ktoś jest - chce być - katolikiem, chrześcijaninem, to powinien znać stanowisko zwierzchników swojego kościoła i nie starać się być "bardziej świętym od papieża". Niestety, oszołomy są wszędzie. Taki charakter mają wszelkie ruchy religijne. Stać ich na największe brednie, byle tylko utrzymać wewnętrzną spójność religijnej bujdy.

Teraz kreacjonizm zawitał do nas. Wraz z narodowo-katolicką hordą odnowicieli moralnych. Nie wiem, czy tak już zawsze musi być, że odnowa moralna idzie w parze ze skrajnym dyletanctwem. Nauka wielokrotnie była atakowana przez rozmaite środowiska religijne, jednak takie sytuacje miały zazwyczaj miejsce w odległej historii, a nie w "oświeconym" europejskim państwie na początku XXI wieku. Widać, wcale nie jesteśmy tacy oświeceni. To, że w każdym polskim domu stoi telewizor, a analfabetyzm już dawno został systemowo wytępiony, o niczym nie świadczy.

Najbardziej irytujący w tym wszystkim jest fakt, że dyskusja o ewolucji stała się tematem codziennych rozmów Polaków. Sympatie polityczne przełożyły się na rozmowy o nauce. Być może niebawem Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosi referendum w sprawie teorii Karola Darwina - każdy będzie mógł powiedzieć co na ten temat sądzi. Swoje zdanie na temat ewolucji będzie mogła wygłosić pani z mięsnego, taksówkarz, piekarz, ksiądz, makler, spawacz, informatyk itd. Naukowców nikt nie będzie chciał pytać o zdanie - będą oni mieli takie samo prawo orzekania o interesujących ich kwestiach, jak każdy inny obywatel. Cała wiedza w ręce ludu. Oczywiście ludu polskiego, katolickiego.

Profesor Maciej Giertych okazał sie być znakomitym duchowym spadkobiercą Trofima Łysenki, "naukowca", który do reszty skompromitował naukę w stalinowskiej Rosji. Łysenko również przeciwstawiał się teorii Darwina, szczególnie jego koncepcji "doboru naturalnego". Wiadomo - "dobór naturalny", jako chaotyczny, nieprzewidywalny i niepoddający się ludzkiej kontroli, musiał stać w sprzeczności ze stalinowską próbą stworzenia "nowego człowieka". Nic nie mogło wymknąć się wszechmocy Generalissimusa. Koncepcje Łysenki, wprowadzane w życie przez komunistyczny reżim, doprowadziły do klęski głodu. Tak to zwykle bywa, kiedy polityka lub religia zacznie mieszać się do spraw zarezerwowanych dla nauki.

Afera z teorią ewolucji nałożyła się w czasie z jeszcze jednym pomysłem ministra Romana Giertycha. Chodzi o wykluczanie części niesubordynowanych uczniów z systemu publicznej edukacji i przekazywanie ich w ręce placówek wychowawczych. W telewizyjnej reklamówce wyborczej LPR-u brama szkolna zamyka się przed wszystkimi "nieprzystosowanymi społecznie" młodymi ludźmi. Panie Ministrze! Jeśli szkoły publiczne podchwycą Pańskie pomysły na nauczanie (ponoć już teraz w jednej z łódzkich szkół nadgorliwe kierownictwo zakazało wywieszenia w sali biologicznej schematu ewolucji!), to wysoce wskazane będzie pozostanie poza bramą takiego "przybytku oświaty".

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!