Dwie lady J, czyli "Jolanta|Zamek Sinobrodego" w Operze Narodowej

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
"Jolanta" Piotra Czajkowskiego. Na zdjęciu Tatiana Monogarova (Jolanta)
"Jolanta" Piotra Czajkowskiego. Na zdjęciu Tatiana Monogarova (Jolanta) Teatr Wielki Opera Narodowa
"Jolanta" Piotra Czajkowskiego i "Zamek Sinobrodego" Béli Bartóka to historie dwóch lady J. - Jolanty i Judyty. Kobiety stanowią swoje przeciwieństwo i jednocześnie świetnie się uzupełniają.

"Jolanta" to opera przypominająca bajkę pełną czaru, lecz ze słodko-gorzkim zakończeniem. Libretto Modesta Czajkowskiego według baśni duńskiego poety Henrika Hertza opisuje losy Jolanty, niewidomej kobiety, która nie zdaje sobie sprawy ze swojej ułomności. Myśli, że oczy służą jedynie do płaczu. A to, że wciąż panuje ciemność jest czymś normalnym. Jej ojciec, król René chce zachować jej kalectwo w sekrecie, nie tylko przed nią, lecz także przed jej narzeczonym Robertem. Dlatego żyje ona w odosobnieniu i nikt obcy nie może się do niej zbliżać. Pewnego dnia na jej drodze staje Vaudemont, przyjaciel Roberta, który zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Przeżywa prawdziwy szok, gdy odkrywa skrywaną przed światem tajemnicę. Czy jego miłość może pomóc odzyskać jej wzrok?

Natomiast "Zamek Sinobrodego" to opera mroczna, przepełniona grozą i niepokojem, które towarzyszą widzom od samego początku. Libretto Béli Balázsa opowiada o Judycie, która porzuca swoje dotychczasowe życie - narzeczonego i dom rodzinny, i udaje się do zamku Sinobrodego. Choć mężczyzna ten cieszy się złą sławą, fascynuje dziewczynę - do tego stopnia, że wchodzi do jego domu. I tym samym wydaje na siebie wyrok, choć jeszcze o tym nie wie. Wierzy, że jej miłość odmieni i rozświetli jego mroczny zamek. Jest na tyle zuchwała i wścibska, że chce poznać jego sekrety i domaga się otwarcia siedmiu pokoi. W pierwszym jest katownia, w drugim - zbrojownia. W kolejnych - skarbiec i ogród. W piątym roztacza się przepiękne królestwo Sinobrodego. Szósty pokój przepełniony jest morzem łez. A co kryje siódma komnata? Judyta musi wiedzieć, nie zwraca uwagi na słowa Sinobrodego "Kochaj i nie pytaj o nic!"...

Reżyser Mariusz Treliński wpadł na świetny pomysł połączenia dwóch jednoaktówek, które na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Wyszedł z tego znakomity spektakl o różnych odmianach miłości. Losy dwóch lady J. - Jolanty i Judyty stanowią swoje przeciwieństwo. Jolanta nie miała najważniejszego daru - wzroku, żyła w ciemności, lecz gdy poznała Vaudemonta, odzyskała wolę walki i wiarę w lepsze życie. Z kolei Judyta miała wszystko - dom rodzinny i kochające ją osoby, jednak poświeciła to wszystko dla mrzonki, fascynacji. Zakochała się w człowieku bezwzględnym, o którym krążyły straszne historie i który stał się przyczyną jej zguby. Pierwsza nie widzi, ale wyczuwa świat innym zmysłami. Druga choć widzi, nie dostrzega niebezpieczeństwa. Dopiero pod koniec spadają jej klapki z oczu, ale jest już za późno. Sama dochodzi do prawdy i przypłaca to własnym życiem:

Otwórz siódme drzwi.
Wiem, rozumiem Sinobrody
Co jest za siódmymi drzwiami
Krew na każdej sztuce broni
Krwawa najpiękniejsza z koron
Ziemia krwawa pod kwiatami
Chmura rzuca krwawy cień
Wiem, już wiem mój Sinobrody
Skąd łez tyle w morzu białym

Można spojrzeć na to także z innej perspektywy. Jolanta w pierwszej części spektaklu uwalnia się od toksycznej miłości ojca, by w drugiej części powrócić jako Judyta do zamku Sinobrodego i poświęcić wszystko dla niebezpiecznej miłości. Sama skazała się na taki los.
W rolę Jolanty wcieliła się Tatiana Monogarova, która wspaniale zagrała niewidomą dziewczynę. Jej głos o ciepłej barwie, niezwykle delikatny, dziewczęcy, przepełniał widownię Opery. Towarzyszyli jej znakomici artyści: Alexei Tanovitski jako król René, ojciec Jolanty, Sergei Skorokhodov jako Vaudemont, ukochany Jolanty, Mikołaj Zalasiński jako Robert, narzeczony Jolanty.

Judytę zagrała Nadja Michael, miała mocny głos, w którym wyczuwało się dramatyzm. Towarzyszył jej Gidon Saks - Sinobrody, z pozoru opanowany, wywoływał poczucie lęku. W sztuce można było usłyszeć także głos Jana Frycza, który zapowiadał zbliżającą się tragedię.

Z artystami świetnie współgra muzyka - w obu sztukach odmienna. W "Jolancie" jest baśniowa i romantyczna, w "Zamku Sinobrodego" - mroczna i tajemnicza, przepełniona tragizmem. Słychać to szczególnie podczas otwierania kolejnych pokoi, np. gdy Judyta otwiera drzwi do sali tortur słychać ostre i zgrzytliwe brzmienia smyczków i klarnetów.

Na uwagę zasługuje cudowna scenografia Borisa Kudlička - dom w środku lasu, w którym przebywa Jolanta oraz mroczny zamek Sinobrodego. Punktem wspólnym jest poroże, zawieszone na ścianach zarówno w domu Jolanty jak i Sinobrodego. Bardzo podobały mi się także efekty multimedialne, przedstawiające jelonki w "Jolancie" oraz wizualizacje komnat w "Zamku Sinobrodego", które potęgowały nastrój grozy.

W wywiadzie dla Polskiego Radia Mariusz Treliński powiedział: To historie dwóch kobiet w cieniu dominującego mężczyzny. Znalezienie wspólnego mianownika dla tych dwóch oper, lirycznej baśni Czajkowskiego oraz ekspresjonistycznego "thrillera" Bartóka było nie lada wyzwaniem. (...) Pomysł polega na fabularnym powiązaniu dwóch opowieści. - Jolanta uwalnia się z gorsetu toksycznej ojcowskiej miłości. Po latach porzuca jednak rodzinę i narzeczonego, by wejść w kolejny toksyczny związek z dominującym, niebezpiecznym mężczyzną. Powstała więc opowieść o meandrach seksualności, o meandrach traumy, do której nieustannie musimy powracać. Moim zdaniem wyszło to znakomicie. Miałam to szczęście widzieć ten spektakl dwa razy - podczas próby generalnej oraz 2 dni po premierze i za każdym razem odkrywałam w nim coś nowego. Trudno powiedzieć, która część podobała mi się bardziej, ale chyba skłaniałabym się za "Zamkiem Sinobrodego", gdyż przypomina powieść grozy. Niemniej jednak polecam ten spektakl miłośnikom oper, a także osobom, które nie do końca są przekonane do tego gatunku. Po tym spektaklu na pewno go pokochają.

Warto wspomnieć, że Treliński zadebiutuje tym spektaklem w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Premiera planowana jest na styczeń 2015 roku. Miejmy nadzieję, że spodoba się Amerykanom, którzy przywykli do oper przypominających barwne i widowiskowe musicale.

"JOLANTA"
Opera w jednym akcie

Muzyka: Piotr Czajkowski
Libretto: Modest Czajkowski wg Henrika Hertza
Reżyseria: Mariusz Treliński
Scenografia: Boris Kudlička
Kostiumy: Marek Adamski
Dyrygent: Valery Gergiev lub Bassem Akiki
Prapremiera: Teatr Maryjski, Petersburg, 18 grudnia 1892
Premiera polska: Teatr Wielki, Warszawa, 17 maja 1896

"ZAMEK SINOBRODEGO"
Opera w jednym akcie

Muzyka: Béla Bartók
Libretto: Béla Balázs
Reżyseria: Mariusz Treliński
Scenografia: Boris Kudlička
Kostiumy: Marek Adamski
Dyrygent: Valery Gergiev lub Bassem Akiki
Prapremiera: Magyar Királyi Operaház, Budapeszt, 24 maja 1918
Premiera polska: Państwowa Opera, Warszawa, 16 lutego 1963

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Materiał oryginalny: Dwie lady J, czyli "Jolanta|Zamek Sinobrodego" w Operze Narodowej - Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie