Filmowy hit na scenie, czyli "Absolwent" w Teatrze Dramatycznym

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Agnieszka Warchulska (pani Robinson), Krzysztof Brzazgoń (Benjamin)
Agnieszka Warchulska (pani Robinson), Krzysztof Brzazgoń (Benjamin) Krzysztof Bieliński, Teatr Dramatyczny
Historię przedstawioną w "Absolwencie" zna chyba każdy, jeśli nie z powieści Charlesa Webba, to z filmu w reżyserii Mike’a Nicholsa, z Dustinem Hoffmanem w roli głównej. Nic więc dziwnego, że Teatr Dramatyczny pokusił się o jej adaptację.

"Absolwent" Terry'ego Johnsonona powstał właśnie na podstawie powieści Charlesa Webba oraz scenariusza filmowego Caldera Willinghama i Bucka Henry'ego. Sztuka przedstawia burzliwe lata 60. w Ameryce, kiedy panowała tam rewolucja seksualna. A młodzi ludzie słuchali Beatlesów i palili marihuanę.

Głównym bohaterem jest Beniamin Braddock (w tej roli Krzysztof Brzazgoń), tytułowy absolwent, który po ukończeniu prestiżowej uczelni nie wie, co dalej robić z własnym życiem. Ten 21-letni chłopak buntuje się przeciwko bogatym rodzicom i poszukuje pomysłu na siebie - z różnym skutkiem. Podczas zorganizowanego na jego cześć przyjęcia, wpada mu w oko znajoma jego rodziców – pani Robinson (w tej roli Agnieszka Warchulska). Kobieta nie należy do pruderyjnych i z miejsca zaczyna kokietować nieśmiałego Bena. W jaki sposób romans z dojrzałą kobietą wpłynie na jego życie? Czy mimo to uda mu się odnaleźć siebie i żyć na własny rachunek?

Spektakl opowiada hipokryzji klasy średniej oraz o samotności, nie tylko młodego człowieka, który wchodzi w dorosłość, lecz także wieloletniej mężatki. Są w nim także pokazane zawiłe relacje matki z córka, które jak się potem okazuje, spotykają się z tym samym mężczyzną. Na scenie pokazanych jest wiele towarzyszących bohaterom emocji - załamanie, zauroczenie, strach, zakochanie. I przeżywa się je wraz z nimi.

Co do gry aktorskiej, to przyćmiła wszystkich Agnieszka Warchulska, która wcieliła się w panią Robinson. To dojrzała, samotna i znudzona życiem kobieta, której mąż nie zauważa. Pewnie dlatego szuka pocieszenia w ramionach dużo młodszego kochanka. Najbardziej szokującą sceną w jej wykonaniu jest ta, w której pokazuje się w negliżu (choć stoi w głębi sceny, widać wszystko jak na dłoni). I bynajmniej nie tym zdeklasowała pozostałych aktorów, lecz swoją znakomitą grą. Była bardzo przekonująca, swoją kobiecością mogłaby uwieść każdego mężczyznę. W dodatku była wciąż na rauszu i z papierosem w ręku, którego zapach było czuć na widowni i wygłaszała cyniczne uwagi.
Spodobał mi się także Krzysztof Brzazgoń, który jako Ben poradził sobie dość dobrze jak na swój teatralny debiut. Wypadł całkiem nieźle jako zbuntowany młodzieniec, który miota się pomiędzy dojrzałą kobietą a jej młodą córką. Jednak swoją grą nie mógł konkurować ze swoją sceniczną partnerką Agnieszką Warchulską. Z kolei Mariusz Drężek wcielił się w pana Braddocka, ojca Bena i był w tym tak wiarygodny, że aż irytował mnie jego sposób bycia. Jolanta Olszewska zagrała panią Braddock, wiecznie pozostającą w cieniu męża.

Nie sposób nie wspomnieć także o Annie Szymańczyk, która zagrała Eleine, córkę pani Robinson. Jest niewinna i nieśmiała, ale gdy trzeba potrafi tupnąć nogą. Ona także nie wie, czego chce. Miota się w swoich uczuciach do Carla i Bena, nie potrafi też wybaczyć matce. Z kolei Krzysztof Dracz wcielił się w Pana Robinsona, który dowiaduje się o wszystkim na końcu. Nietrudno wyobrazić sobie, jakie emocje nim targają na wieść o zdradzie żony oraz romansie córki.

W pamięć zapada także scenografia Jana Polivki, pokoje i mieszkania bohaterów wprowadzają widzów w klimat lat 60. Niezwykłe są także kostiumy Ilony Binarsch z tamtych lat, sukienki, garsonki, zabudowane majtki czy spiczaste biustonosze.

Warto wspomnieć, że tłumaczeniem sztuki zajął się Jacek Poniedziałek, który na swoim koncie miał przekłady dramatów Williamsa. Zapowiadał odświeżenie tekstu, które chyba nie do końca mu wyszło. Trochę za dużo w tym spektaklu przegadanych dialogów oraz niektórych scen, co spowalnia akcję. To także po części wina reżysera Jakuba Krofty, który mógł przyciąć niektóre fragmenty, by tak się nie dłużyło. Poza tym z jego przekładu miał powstać "nieco odrębny byt, uzupełniony o sceny, których nie było ani w filmie, ani w powieści". I rzeczywiście tłumacz wprowadził scenę o zgubnych skutkach nadużywania alkoholu, której spokojnie mogłoby nie być. Ale ogólnie nie było tak źle.

Polecam tę sztukę szczególnie młodemu pokoleniu, które nie zawsze wie, co zrobić ze swoim życiem. Może to być dla nich pouczający spektakl.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie