IV RP krajem bez kobiet, czyli oddaj macicę i możesz umierać

Oliwia
Oliwia
Ciąża. Fot. stock.xchng
Ciąża. Fot. stock.xchng
W IV RP dominuje obraz kobiety jako matki i opiekunki domowego, koniecznie rodzinnego ogniska. Niczym w pierwotnych społecznościach plemiennych macica kobiety stała się dobrem wspólnym i służy wydawaniu na świat kolejnych członków stada.

Prof. Magdalena Środa powiedziała wczoraj w TVN24, że paradoksalnie
sprawa posła Łyżwińskiego pomoże kobietom w Polsce głośno stawiać tamę
sytuacjom, w których są krzywdzone. Prowadzący program dziennikarz
zastanawiał się natomiast głośno, czy nie gorszą sytuacją jest, cytuję,
"próba zabicia dziecka" posła Łyżwińskiego.

Z tego rodzaju wynaturzoną debatą publiczną mamy w IV RP do czynienia
codziennie. Z jednej strony setki kobiet przecierają oczy ze zdumienia,
słysząc propozycję zaostrzenia (rzekomo kompromisowej) ustawy
antyaborcyjnej, która pozwala na usunięcie ciąży, będącej wynikiem gwałtu czy zagrażającej życiu i zdrowiu kobiety. Z drugiej zaś mężczyźni - księża, posłowie, premierzy -
traktują przedstawicielki płci żeńskiej jak plemienną własność,
inkubator do podnoszenia przyrostu naturalnego. W retoryce IV RP
"kobiety" równa się "matki", czytaj: wzniosłe delikatne istoty
stworzone w celu płodzenia i rodzenia aniołków bożych. Bylebyśmy rodziły - nawet jeśli to zagraża naszemu życiu, bo po porodzie możemy sobie umierać.

W internecie co rusz czytam ze zdumieniem tezy jak na XXI wiek rewolucyjne, na przykład że
"mentalność antykoncepcyjna ujawnia patologię więzi między kobietą i
mężczyzną" (z konferencji "Antykoncepcja - czy wiesz już wszystko?"
Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego
"Soli Deo ", podaję za KAI). Być może w IV RP nic już nie powinno
dziwić, jednak nadal nie dowierzam, gdy regulacja płodności
zyskuje wymiar moralny. 
Nawet rządowa kampania przeciwko AIDS w tym roku słowem nie wspomina o prezerwatywie, za to pokazuje nam rodzinę jako jedyną możliwość zapobiegania zarażeniu. Kobiety na ogół buntują się przeciwko sprowadzaniu ich do roli
inkubatora, zatem prawdopodobnie niejedno jeszcze usłyszymy o negatywnym
wpływie zapobiegania ciąży na relacje zachodzące w rodzinach.

Jeśli wydaje Wam się, że dalej pójść się nie da, poczytajcie
artykuł o ciąży pozamacicznej, opublikowany w Gościu Niedzielnym
(dostępny na stronie wp.pl). Ciąża pozamaciczna, która stanowi poważne
zagrożenie życia, nazywana jest "zagnieżdżeniem się dziecka w
jajowodzie", zaś decyzja o uratowaniu życia kobiety poprzez wycięcie
fragmentu jajowodu jest dla wypowiadającej się lekarki "trudnym
dylematem moralnym". "Bardzo, bardzo trudno podjąć decyzję w takiej
sprawie – mówi Monika Małecka-Holerek, lekarz ginekolog z
Bielska-Białej. Wcale nie jest przekonana, czy człowiek ma prawo podjąć
decyzję w sprawie takiej operacji. – Każdy człowiek ma swoją
indywidualną wrażliwość. Najlepiej jest, jeśli matka leży w szpitalu i
czeka. W około 30 proc. przypadków ciąży pozamacicznej zarodki
samoistnie zamierają. A gdyby doszło do krwotoku, lekarze w szpitalu
mogą matce od razu udzielić pomocy – mówi."

 

Ten przykład i wiele podobnych pokazują, że
dla wyznawców ruchu pro-life, życie, za którym są tacy pro, to wyłącznie
życie płodowe, czy wręcz życie zygoty. Życie i zdrowie kobiety jest w
tym wypadku sprawą drugorzędną. Liczy się wyłącznie zdrowie pełnej
macicy, matka już jakby mniej.

Teoretycznie w sferze praw i możliwości
jeszcze nic się nie zmieniło - nadal możemy kupować prezerwatywy i
pigułki, a aborcję oferuje się nam za opłatą pod stołem. Jednak przez
ostatni rok w sferze dyskursu publicznego zmieniło się bardzo wiele.
Wcześniej skorzystanie z antykoncepcji było raczej wyborem pary, teraz
jest decyzją dwuznaczną moralnie, zasługującą na potępienie.
Kobiety mają bowiem w IV RP rodzić i basta!

Przedmiotowe
traktowanie kobiet widać symbolicznie także w liście biskupa Michalika
do Marszałka Sejmu. W długich słowach biskup odnosi się do propozycji
zaostrzenia ustawy aborcyjnej, pisze o cywilizacji śmierci, matkach i
"dzieciach nienarodzonych". Znamiennym jest, że słowo "kobieta" nie
pada w liście ani razu. A wszystko to w kontekście ciąż z gwałtu czy
zagrażających życiu kobiet.

"Jak daleko państwo polskie gotowe jest nadać dogmatom religijnym sankcję prawną?" - pyta retorycznie prof. Sadurski na łamach gazety.pl. Problemem władz i katolików jest
bowiem możliwość dokonywania wyboru. Odgórnie zakłada się bowiem, że wybór
dokonany przez kobietę będzie wyborem złym. Wracamy do średniowiecznych
czasów i dokonań inkwizycji - zwykli ludzie (w tym wypadku kobiety) nie
mogą wiedzieć lepiej, co jest dla nich dobre. Dlatego za wszelką cenę
trzeba ograniczyć prawo do podejmowania suwerennej decyzji o
macierzyństwie. Nawet, jeśli kobieta na heroizm zdobywać się nie chce i
wybiera własne życie i szczęście, jest to decyzja moralnie zła.
Wiadomo, od kobiet ważniejsze są "nienarodzone dzieci".

Jak to
się ma do obecnej w mediach afery z posłami Samoobrony? Ano, próba
podważenia wiarygodności kobiety, która wyrwała się z plemiennego stada
z okrzykiem buntu staje się obiektem a to drwin, a to złości, a to
moralnego osądu. Oczywiście sprawa będzie się rozwijała i pewnie jakiś
finał zyska, natomiast jak zwykle w sytuacji w której ofiarą mężczyzny
jest kobieta, komentarze części społeczeństwa skupiają się na
przysłowiowej "długości spódniczki" - innymi słowy, kobieta
nieposłuszna ustaleniom plemiennego gremium zawsze sama sobie winna.

Wsparcie emocjonalne przyszłych rodziców, czyli kim jest doula?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie