"Krople na rozpalone kamienie" w Teatrze Scena Prezentacje

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Sławomir Grzymkowski (Leopold), Daniel Misiewicz (Franz)
Sławomir Grzymkowski (Leopold), Daniel Misiewicz (Franz) Michał Jarosiński, Teatr Scena Prezentacje
Sztuka Reinera Wernera Fassbindera to opowieść o samotnym mężczyźnie, który potrafi manipulować ludźmi i wykorzystuje ich do własnych celów.

Spektakl "Krople na rozpalone kamienie" w reżyserii Romualda Szejda to dramat psychologiczny ukazujący skomplikowane relacje męsko-męskie i damsko-męskie, oparte na wymianie ciosów i uników. Głównym bohaterem jest Leopold (Sławomir Grzymkowski), 45-letni samotnik, który lubi manipulować ludźmi, by robili to, co chce.

Pewnego dnia poznaje Franza (Daniel Misiewicz), 19-letniego chłopaka, który czuje się zagubiony w życiu. I postanawia go wykorzystać. Szybko stają się kochankami, a Franz się wprowadza do mieszkania Leopolda. Od tej pory ich rozmowy bardziej przypominają kłótnie niż próbę porozumienia się. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pojawiają się byłe narzeczone obu mężczyzn...

Spektakl pokazuje wielką samotność współczesnego człowieka, która jest wynikiem kapitalistycznego społeczeństwa, które doprowadziło do upadku wrażliwości i solidarności. Bohater ma trudności z budowaniem pozytywnych relacji - zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami. Jego związek jest toksyczny, oparty na uzależnieniu a nie uczuciu. Za wszelką cenę chce mieć partnera, nieważne jakiego. Najważniejsze, by udało się wypełnić pustkę.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to na największe brawa zasłużyli Sławomir Grzymkowski jako Leopold, mężczyzna w średnim wieku, który nie potrafił zbudować właściwych relacji z drugą osobą, wolał stresować ludźmi, ich życiem, nie przejmował się uczuciami innych oraz Daniel Misiewicz jako Franz, młody chłopak, który jeszcze nic nie wiedział o życiu, najpierw był pod pantoflem sporo starszej narzeczonej, a potem uległ Leopoldowi i uzależnił się od niego - był niezdolną do buntu ofiarą swojego partnera.
Podobały mi się także Joanna Domańska jako Anna, narzeczona Franza, kobieta silna i zdecydowana, która podporządkowała sobie swojego partnera oraz Magdalena Karel, jako Vera, narzeczona Leopolda, kobieta uległa. Były przekonujące jako rywalki, które chciały odzyskać swoich ukochanych.

Warto wspomnieć także o scenografii Marcina Stajewskiego - skromnie urządzony salon (stół, dwa krzesła, kanapa, stolik z gramofonem) oraz o kostiumach Ewy Zaborowskiej - elegancki garnitur Leopolda, młodzieżowy strój Franza i czarne ubrania dziewczyn.

Sztuka skłania do refleksji na temat naszych związków. Czy są one idealne (sielankowe) czy toksyczne (oparte na ciągłej walce), czy liczy się dla nas partner/ka czy zdobycie nad nim/nią przewagi na każdym polu. Zakończenie jest przewrotne, pokazuje, jak mało liczy się człowiek. Polecam ten spektakl miłośnikom dramatów, którzy nie boją się trudnych tematów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie