Legendy wrocławskie: Kamienna głowa

Marta Szloser
Marta Szloser
Kamienna głowa znajduje się na południowej wieży katedry wrocławskiej, w centrum kadru, u góry.
Kamienna głowa znajduje się na południowej wieży katedry wrocławskiej, w centrum kadru, u góry. Marta Szloser
Legendy i podania wiążą się zarówno z pięknymi zabytkami, jak i z ciemnymi, opuszczonymi zaułkami. Wiele z nich zostało już zapomnianych. Te, które nadal żyją w naszej pamięci lub na kartach książek warto wciąż na nowo opowiadać. Poznajcie legendy wrocławskie.

Uwielbiam słuchać legend dotyczących różnych miejsc we Wrocławiu lub w okolicach, a później wyruszać ich szlakiem, wyobrażając sobie, że poznana historia właśnie tu i teraz się rozgrywa. Wielkie miasta, urokliwe miasteczka i spokojnie wsie – wiele z nich ma swoje własne legendy i podania, przekazywane z pokolenia na pokolenie, ocalone i zapisane na kartach książek. Z samym Dolnym Śląskiem wiąże się ich kilkaset, a są to tylko opowieści, które można odszukać w różnych książkach, starych i nowszych wydawnictwach. Kto wie, ile ich jeszcze znajduje się lub znajdowało w pamięci naszych dziadków i babć…

"Bo prawdziwa miłość do swojego miasta zaczyna się od pierwszej usłyszanej o nim bajki" /M. Urbanek/

Lubicie legendy? Oto pierwsza z cyklu „Legendy wrocławskie” – opowieść o tajemniczej kamiennej głowie, która znajduje się wysoko na ścianie południowej wieży katedry wrocławskiej. Istnieje kilka wersji jej pochodzenia. Mówiono, że jest to skamieniała głowa strażnika, który spłonął podczas pożaru katedry, wołając przez okienko o pomoc. Niektórzy snują domysły, że przedstawia wizerunek złego ducha umieszczony na budowli, by go unieszkodliwić. Inni przychylają się do wersji, że budowniczy umieścił na ścianie katedry dla żartu czyjś portret, jak to ówcześnie czyniono. A może kamienna głowa miała być przestrogą dla złodziei – stanowiąc pamiątkę po tym, jak jeden z rabusi, wyglądając przez okienko, został w nim uwięziony do czasu, aż go złapano.

Z kamienną głową wiąże się również historia miłosna…

Franciszek był znanym wrocławskim złotnikiem. Wiodło mu się dobrze, miał pieniądze i piękną córkę Barbarę. O jej względy zabiegało wielu młodzieńców, ale Franciszek postanowił, że odda rękę jedynej córki tylko mężczyźnie, który będzie bogaty. Mistrz miał czeladnika imieniem Henryk. Chłopak zadurzył się w Barbarze, a ona odwzajemniła jego uczucie. Spotykali się potajemnie, wiedząc, że Franciszek nie pochwali ich związku. Pech chciał, że pewnego dnia zakochanych nakrył zazdrosny o względy Barbary czeladnik Jakub. Szybko powiadomił mistrza o tym, co zobaczył. Franciszek postanowił ukryć się i zaczekać na młodych, by przekonać się na własne oczy, czy Jakub mówił prawdę. Zobaczywszy córkę w objęciach ubogiego czeladnika, wyszedł z kryjówki i, kipiąc ze złości, wygonił Henryka ze swego domu. Nic nie pomogły zapewnienia kochanków o płomiennym uczuciu, którym się darzyli.

Opuszczając Wrocław, Henryk poprzysiągł sobie, że powróci do miasta dopiero wtedy, gdy będzie bogaty. Wędrował długo w poszukiwaniu pracy, ale ludzie mu nie ufali, był dla nich obcy. Zmęczony, głodny i zmarznięty wędrował dalej w poszukiwaniu szczęścia. Pewnego wieczoru napadli go leśni zbójcy. Henryk nie miał przy sobie ani grosza, nie mogli więc nic mu zabrać. Pozwolili jednak młodzieńcowi iść z nimi. Przez dwa lata chłopak łupił kupców podążających szlakiem handlowym z Wrocławia do Pragi, zabierał pieniądze biednym wieśniakom, którym udało się coś sprzedać. Jego imię zasłynęło w okolicy z okrucieństwa. Wkrótce zbójcy zostali po kolei wyłapani, na wolności był już tylko Henryk. Doskwierała mu samotność, a ponieważ zdążył zgromadzić dostatecznie dużo cennych łupów, postanowił wrócić do Wrocławia, do ukochanej.

Barbara uwierzyła w opowieści Henryka o tym, jak uczciwą i ciężką pracą zdobył majątek. Mistrz Franciszek również przekonał się do młodzieńca i zachłannie przeglądał przywiezione skarby. Przypadkiem znalazł wśród nich zakrwawiony świstek z pismem starego przyjaciela, którego niedawno zabili zbójcy. Mistrz natychmiast wygonił Henryka z domu. Czeladnik zrozumiał, że ojciec Barbary czegoś się domyślił. Był na niego wściekły. Teraz już nigdy nie będzie mógł zobaczyć się z piękną, słodką Barbarą… Męczony koszmarami, podszedł w nocy pod dom złotnika i podłożył ogień. Szybko pobiegł przez most Piaskowy do katedry. Wspiął się po stopniach na wieżę i wyglądając przez okienko, napawał się widokiem płomieni. Dom Franciszka spalił się niemal doszczętnie. Zadowolony z zemsty Henryk chciał cofnąć głowę, ale mury ją uwięziły, zaciskając się coraz bardziej wokół jego szyi. Młodzieniec krzyczał, ale nikt go nie słyszał – wszyscy na dole byli przejęci pożarem. Do dziś na południowej wieży katedry można zobaczyć twarz Henryka wykrzywioną grymasem przerażenia i bólu. Ku przestrodze…

Źródła pisane:
Krzysztof Kwaśniewski, Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie. Poznańskie, Poznań 2006, s. 121-123.
Mariusz Urbanek, Mostek Czarownic. Baśnie wrocławskie. Europa, Wrocław 1996, s. 33-36.

* * * * * *
Jeśli znacie legendy dotyczące Waszych miast lub okolic, piszcie! Wszyscy na pewno słyszeli opowieść o smoku spod Wawelu, czas poznać również mniej popularne legendy. Może zachęcą kogoś do odwiedzenia tych miejsc i zgłębienia ich historii...

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie