Apel w sprawie Białorusi

2010-02-24 23:56:25

W obliczu szumu medialnego i tendencyjnego, nakierowanego na zafałszowanie prawdziwego obrazu i powodu wydarzeń jakie mają miejsce w Iwieńcu na Białorusi, jako osoba w ub. r. szkolnym pracująca w Domu Polskim w Iwieńcu piszę ten apel. Kto ma oczy niech patrzy, kto ma uszy niech słucha, kto ma sumienie niech go albo zaboli, albo niech pomoże odsunąć wilki w ludzkiej skórze od wpływu na losy świata i ludzi, a chociaż doprowadzić do tego, by się opamiętały i zaprzestały wzniecać ogniska wojenno-zaczepne .

Przede wszystkim chcę przeprosić moich ukochanych białoruskich Przyjaciół, chcę Was drodzy moi Iwieńczanie, których znam z widzenia, którzyście mnie staropolskim „szczęść Boże pani Bożena” pozdrawiali, którzyście obdarowywali uśmiechem, dzielili się tym czego wam przecie nie zbywa chlebem i płodami ziemi własnoręcznie przetworzonymi i każdym jadłem, a zielem, i Was chcę przeprosić moje kochane dziewczyny z Kresowianki, któreście mi tyle serca, miłości bliźniego ofiarowały, i Was najdroższe moje Przyjaciółki, które w niełaskę popadłyście za to, żeście gościły mnie w progach Waszych domów i pozwalały grzać się dobrem Waszych serc do rodziny poniekąd, a zresztą po prostu przyjmując , i Ciebie moja droga koleżanko po fachu, z którą tyle godzin spędziłam na rozmowach o dobru, złu, bezsilności i Was Szanowni Państwo przedstawiciele władz miejskich Iwieńca, władz rejonowych Wołożyna, z którymi dane mi było spotykać się w sprawach służbowych i od których wiele życzliwości jako obcokrajowiec doświadczyłam, chcę Was wszystkich przeprosić za milczenie, za brak zdecydowanej reakcji, za tchórzostwo, za brak konsekwencji i niezdecydowanie.

Dziś wiem bowiem, że gdybym reagowała jak powinnam, gdybym wcześniej zaczęła monitować i dobijać się z głosem prawdy o tym co zastałam w Domu Polskim w Iwieńcu, a do Belzebuba choćby, może i Dom ten nie ucierpiałby w swoim przeznaczeniu, i dziś nie służył awanturniczej hucpie, a służył Wam, którzyście tak bardzo język ukochali i tę kulturę przodków, (a przecież i Wy pracownicy urzędów o tym, żeście Polacy i Wam to drogie dowody dawaliście) by jej tu kosztować i napić się do syta miast czekać na zaproszenie z łaski lub nie, miast omijać go z daleka.

Przepraszam .

No jeśli przeprosiny to i wyznanie grzechów, popełnione wyznałam wyżej, do tych o które mnie posądzano nie przyznaję się, a i Wy wiecie wszyscy, że oszczerstwa to jedynie i próba dyskredytacji mnie w Waszych oczach, dobrze to odczytaliście i daliście mi i ciągle dajecie wiele tego dowodów. Za co z serca dziękuję.

No jeśli przeprosiny, grzechy, to i zadośćuczynienie. Cóż powiedzieć, tyle miesięcy dylematu moralnego, duchowego cierpienia, że wiem, że widzę nieprawość i oszustwo, manipulacje i zabawę Wami, a nie wiem co z tym zrobić, a nie wiem czy dobrze widzę, rozumuję, obiektywnie oceniam sytuację tym bardziej, że wpływowi znawcy tematu na miejscu tłumaczyli iż nie znam mentalności, środowiska, uwarunkowań historycznych (no z tym się od razu zgodzić nie zgodziłam ale przyjęłam do wiadomości). A może po pierwszych próbach monitów i prób interwencji u osób, które wydawały się mi właściwymi uznałam, że walka to pewnie z wiatrakami, muru głową nie przebiję, oparcia nie znalazłam, a Was uświadamiać ani mi wolno było, ani chciałam by oszczędzić Wam podwójnego upokorzenia. A żyć z tym było trudno, wiedzieć i milczeć i przyglądać się i pisać jedynie sprawozdania, które jak to sprawozdania gdzieś na półki trafiały. A i zresztą gdzie mogły trafić jak ideologia i poprawność polityczna tego i tak nie chciały znać. I dobrze to wiedzieli ludzie, którzy mogli tyle co ja.

Znalazłam pocieszenie w słowach siostry Helenki, do dziś mi w uszach dźwięczą: -„Bożena ktoś w ciebie błotem, a ty w niego Zdrowaś Mario” i pomagało. Gdy trwało zło obok mnie, pomagało. I nie byłam obojętna, byłam bezradna i osaczona próbą dyskredytowania, w sposób perfidny, tak w oczach Waszych jak i w szerszym środowisku decydentów związkowych , dyplomatów i każdego kto się pod rękę nawinął. I nie mogłam brać Was na świadków, bo nie miałam prawa wtrącać się w Wasze społeczności życie, w sprawy związkowe, nic nie mogłam, a ci którzy mogli zadziałać słuchać nie chcieli, albo słyszeli tylko to co chcieli. Mogłam patrzeć i milczeć jeśli chciałam z Wami być. A chciałam, bardzo chciałam, a czym dla mnie była możliwość służenia Wam z tym co potrafię ciekawego zorganizować, czym się podzielić, wiedzą ci, którzy mnie do Was oddelegowali. To im opowiadałam w e-meilach, osobiście, telefonicznie o łzach moich radości, o spełnieniu, o tym, że warto dla takich chwil żyć, być i wiedzą z moich opowieści, że w życiu droższej nagrody nie otrzymałam jak tą u Was – łzy wzruszenia Wasze. I wiedzą moi w kraju przyjaciele, że moje serce i dusza zostały tam w Iwieńcu. Wiedzą i rozumieją bo mnie znają. Robiłam swoje, a że mam oczy patrzyłam, obserwowałam i milczałam bo jeszcze do tego to moje credo życiowe, że miłość cierpliwa, że nie szuka swego, że przebacza, ta Boża przez Pawła podana a przeze mnie ukochana nauka czyniła iż kłóciło się we mnie wszystko gdy przypominała się inna nauka: „jeślibyście ślepi byli winy byście nie mieli, ale wy mówicie, że widzicie więc grzech wasz trwa.” No w chwili obecnej w chwili gdy ci, którzy winni są podziałów na tych co lepsi, gorsi, gdy ci sami swoją wytężoną i usilnie prowadzoną polityką nakierowaną na to by konfliktować, by fortyfikować się, szukać wrogów w każdym i za wszelką cenę ich sobie wytwarzać im mówię, bunkry wam budować a nie domy polskie oddawać byście je na szczelnie zamknięte dla tych co nie z wami fortece politycznej zadymy zamieniali, a ja sama dziś tym właśnie, że doprowadzili do tego o co im chodziło, do kolejnej próby zafałszowania, do kolejnej próby dezorganizacji trudnych i bez tego relacji z Minskiem dziś tym otrzymałam wsparcie w tym, że nie grzechem prawdę mówić, i nie o braku przebaczenia mowa, ludziom przebaczam więc, zło zostaje złem i należy je nazywać po imieniu, grzechem milczeć.
Pora więc przerwać milczenie, no może nie całkowite, napisałam kilka wierszy Wam dedykowanych, (kościół.pl) są publikowane, miałam nadzieję, że ci co wiedzą i śledzą, tu po polskiej stronnie, moje poetyckie potyczki domyślą się jakie treści ukryte w ostatnich , że się zreflektują, napomną przynajmniej kogo trzeba, iż jeśli nie zmieni sposobu zarządzania działalnością domu polskiego w Iwieńcu to finał będzie…, ot oto nastąpił. A mi żal jedynie pozostał, że zbyt mało konstruktywnie, że nie włożyłam więcej wysiłku w to by zapobiec czemuś co w powietrzu wisiało i prosiło się, prosiło… na własne dyrektora tego domu polskiego życzenie noż zacznijcie Białorusy reagować bo pomysłów zaczyna brakować.
Szanowni Państwo próbowano mnie dyskredytować, próbowano wiele, i teraz pewnie dostanę za swoje, pewnie dowiem się …ech niech plują, niech oczerniają, niech szkalują, to potrafią najlepiej, kgbowskie metody przyswoili sobie perfekcyjnie ci obrońcy demokracji i praw człowieka , ale ja mam dowody, mam dokumenty, mam zdjęcia, mam dziesiątki godzin filmów, mam też już etykietkę przypiętą w artykule Hańba na kresy24, ale mam też czyste sumienie i mam ogromną wolę walki z nieprawością, kłamstwem, hipokryzją. I tylko nie mam póki co wystarczającego wsparcia. Ale wierzę, że znajdą się za Państwa pośrednictwem ludzie odważni, a i że ci, którzy już się zadeklarowali zrobią to co obiecują , odważniejsi ode mnie, którzy zechcą zapoznać się z tym materiałem, który już gotowy czeka by go ktoś przeanalizował. Ja nie chcę przesądzać, problem jest złożony, no ja widziałam co widziałam, doświadczyłam czego doświadczyłam, i ja już nie spocznę w dążeniu do tego by światu to pokazać.

A teraz tylko jedną z wielu sytuację przybliżam Państwu to fragment publikacji jaką przygotowuję podaję więc bez skrótów no wycięte z całości. . A ja już wiedziałam dlaczego niewygodna jestem, ja czy ktokolwiek jeśli z Polski. Ano bo wiele było do ukrycia. A choćby pełne pudła humanitarki, z szaliczkami, skarpetkami, ubrankami, zabawkami, kapciuszkami dla dzieci . OJ było tam tego. I gniło to w bibliotece, zwalone bezładnie w wielkie pudła. Mam zdjęcia, a i informowałam gdzie trzeba w Polsce. Nie doczekały te dary serc rodaków zza Buga na właścicieli, o przykładach biedy piszę w jednym z komentarzy w Myśli Polskiej pod nickiem Iwieńczanka i tu przepraszam za drobną nieścisłość, ale Iwieńczanką jestem już i pozostanę – z wyboru. Leżały, jak mi powiedziano, wtedy był rok 2008 już drugi rok. I nie doczekały nigdy, wywiezione je niedawno (w okresie gdy zaczęła się ostatnia burza wokół polskiego domu) traktorem, gdzie nie wiem nie byłam, mówią ludzie na śmietnik. Są świadkowie. I może nie moja broszka, ale chyba teraz już moja. Bo znów słyszę o powstaniu Komitetu pomocy i zbiórce pieniędzy, eeee na śmietnik to ja sama umiem i niekoniecznie pieniądze. Może w Polsce dzieciom przydałyby się bo tam widać nie potrzeba. Przepraszam Was Iwieńczanie kochani, ja wiem, że trzeba, sama organizowałam pomoc i finansową z mojej macierzystej tyskiej szkoły piątki, (i mogę przedstawić list dziękczynny jaki szkoła otrzymała) a i wyjazd osobom do parafii w Tychach gdzie ksiądz Michał kwestować pozwolił, a siostry pod dach przyjęły, a i woziłam do Kamienia paczki dzieciom z biednych polskich rodzin, a i buty z nóg zdjęłam (nówka)by dziewczynka w 25 stopniowym mrozie nie marzła w tenisówkach, a i dałam paniom z kościoła by wśród biednych rozprowadzili paczki świąteczne. A i za własne kupowałam drobiazgi na Mikołaja uczniom, słodycze za udział w uroczystościach, a i materiały na dekoracje… A i z Polski woziłam… dla tych moich białoruskich dzieci. A i książki na nagrody z Polski woziłam… I może nie wie o tym p. Teresa i nie wiedzą autorzy szkalującego mnie artykułu, ale prawda taka, że nikt nie wiedział, bo się nie chwaliłam, bo i po co. No nikt postronny, wiedzą Ci którzy otrzymali i nigdy ode mnie nikt się nie dowie kto oni, bo nie po to by upokarzać bo tylko po to, że chciałam i potrafiłam to zorganizować. O tym natomiast jak wyglądało rozdawnictwo paczek i dlaczego tak, też piszę w jednym z komentarzy w Myśli Polskiej. Do dziś się trzęsę na wspomnienie, do dziś słyszę epitety jakimi dyrektor obdarowywała za plecami tą „swołocz żebraczą” i wyć się chce.
To najmniejszego kalibru fakty. Reszta jest naprawdę, jak to u nas bywało modne mówić, PORAŻAJĄCA.
Z wyrazami szacunku i nadzieją, że ktoś mi pomoże w tej drodze
Bożena Gaworska-Aleksandrowicz (Iwieńczanka)

Jesteś na profilu Bożena Gaworska-Aleksandrowicz - stronie mieszkańca miasta Polska. Materiały tutaj publikowane nie są poddawane procesowi moderacji. Naszemiasto.pl nie jest autorem wpisów i nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanej informacji. W przypadku nadużyć prosimy o zgłoszenie strony mieszkańca do weryfikacji tutaj