Narodziny rewolucjonisty - "Młody Stalin" w Teatrze Dramatycznym

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Marcin Sztabiński (Stalin), Paulina Kinaszewska (Kato), Anna Markowicz (Sasziko)
Marcin Sztabiński (Stalin), Paulina Kinaszewska (Kato), Anna Markowicz (Sasziko) Krzysztof Bieliński, Teatr Dramatyczny
"Młody Stalin" Tadeusza Słobodzianka przypomina gangsterką opowieść o młodym rewolucjoniście. Jego drogę znaczą wybuchy bomb, brawurowe ucieczki i podróże z fałszywym paszportem.

Spektakl "Młody Stalin" w reżyserii Ondreja Spišáka to historia młodego rewolucjonisty, poety i niedoszłego księdza - Józefa Dżugaszwiliego, znanego później jako Stalin. Sztuka została podzielona na 7 scen – Tyflis, Więzienie, Atelier, Wiedeń, Londyn, Kraków oraz Bank.

Historia rozpoczyna się od wesela Józefa, zwanego Soso (w tej roli Marcin Sztabiński) z Jekateriną Swanidze, nazywanej Kamo (w tej roli Paulina Kinaszewska). Panuje niby wesoła atmosfera, goście tańczą, śpiewają i piją, wnoszą także długie gruzińskie toasty, a jednak coś wisi w powietrzu. I to właśnie Stalin zaczyna psuć humor innym, oskarżając swoją matkę o liczne zdrady. Już wtedy ujawnia się jego podły charakter. Choć ma jeszcze wybór, by się wycofać, może cieszyć się życiem u boku małżonki. Postanawia jednak oddać się krwawej rewolucji.

Później jest coraz gorzej, Stalin trafia do więzienia, jednak za sprawą fortelu bardzo szybko z niego wychodzi. I tu zaczyna wcielać swoje plany w życie. Jego drogę po Europie znaczą wybuchy bomb, brawurowe ucieczki i podróże z fałszywym paszportem. Wdaje się także w romans z Ludmiłą Stahl (w tej roli Agnieszka Warchulska). W jego otoczeniu przewijają się m.in. Hitler, Freud i Jung, Lenin, Trocki oraz Róża Luksemburg. Powoli zapomina o żonie i dziecku. Najważniejsza jest dla niego władza...

Skąd pomysł na sztukę o jednym z największych zbrodniarzy w historii, osobie, która wzbudza tak wiele negatywnych emocji? W dodatku wystawienie jej w Pałacu Kultury i Nauki, który nosił kiedyś imię Józefa Stalina? Jak wspomina Tadeusz Słobodzianek: jeszcze długo po śmierci Stalin był duchem, który dominował nad wszystkim w mojej rodzinie. Rodzinne imprezy, święta czy imieniny zawsze kończyły się wspominaniem łagrów i Stalina. (...) To była przedziwna fascynacja ofiary oprawcą. Buntowałem się przeciw tej martyrologii! Chciałem się z tego wyzwolić. Ta sztuka to ostateczna próba wyzwolenia. Rodzaj samooczyszczenia. Inspiracją dla autora była książka Montefiorego "Stalin. Młode lata despoty". Dlatego wydarzenia w niej opisane są prawdopodobne. Pokazują, jak formował się przyszły rewolucjonista – począwszy od własnego wesela, poprzez więzienie, podróż po Europie, a skończywszy na napadzie na bank.

Niestety jest to spektakl nierówny, niektóre sceny są dynamiczne, żywe (np. Tyflis, Bank), inne z kolei - przegadane (np. Wiedeń, Londyn, Kraków). Dlatego bardziej podobały mi się te pierwsze, które mniej traktowały o polityce, a bardziej pokazywały, jakim był bezwzględny. Świadczy o tym chociażby przegnanie żony, której nie widział przez dłuższy czas. Nie miał życzenia nawet zobaczyć swojego dziecka. Najważniejszy stał się dla niego napad na bank, dzięki któremu zdobyłby potrzebne pieniądze.
Jeśli chodzi o grę aktorską, to najbardziej wyrazistą postacią był Marcin Sztabiński, który wcielił się w Stalina. Kolejnym wartym uwagi Michał Czernecki, który zagrał aż 3 role Kamo, Hitlera oraz Trockiego. Jak widać, nie miał łatwego zadania, ale poradził sobie z tym wyzwaniem. Najbardziej podobał mi się jako Kamo, kolega z podwórka Stalina, który przejął inicjatywę w napadzie na bank. Był bardzo przekonujący, gdy przedstawiał plan działania i ustawiał ludzi na pozycjach. W pamięć zapadła mi także Agnieszka Warchulska, którą widziałam już w kilku przestawieniach i za każdym razem jest bardzo wiarygodna. Tym razem zagrała Ludmiłę Stahl, milionerkę i socjaldemokratkę. Patrzyła na wszystkich z wyższością i uwodziła Stalina. Ciekawym pomysłem było obsadzenie aktorów w kilku rolach naraz, ale i tak było ich wielu. I nie sposób ich wszystkich wymienić.

Na uwagę zasługuje także pomysłowa scenografia Franciška Liptáka - m.in. stoły, krzesła, manekiny, które można było przestawiać, w zależności od potrzeb. Dzięki temu mimo dużej ilości scen, była tylko jedna przerwa. Imponujące były także kostiumy Jana Kozikowskiego, szczególnie suknia panny młodej oraz projekty z atelier Madame Herveiu.

Bardzo podobały mi się także gruzińskie folklorystyczne tańce i przyśpiewki. W tym miejscu należą się słowa uznania dla Bartłomieja Woźniaka, Patrycji Napierały i Marcina Drabika, którzy odpowiadali za muzykę na żywo oraz Anny Iberszer, która zajęła się choreografią.

Muszę przyznać, że obawiałam się tego spektaklu z uwagi na trudną tematykę. W dodatku sztuka trwa prawie 3 godziny, jednak zupełnie się tego nie odczuwa. Wprost przeciwnie, dobrze się ją ogląda i nawet nie zauważa upływającego czasu. W dodatku nie sposób przejść wobec niej obojętnie. Myślę, że warto ją zobaczyć i wyrobić sobie własne zdanie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie