Obrona Głogowa, rok 1109. Ile prawdy, ile legendy?

Stefan Górawski
Stefan Górawski
Prawdę o tamtych wydarzeniach zna zapewne Odra. Gdyby jeszcze rzeka mogła mówić...
Prawdę o tamtych wydarzeniach zna zapewne Odra. Gdyby jeszcze rzeka mogła mówić... Stefan Górawski
W przyszłym roku minie dziewięćset lat od bitwy zwanej obroną Głogowa. Miasto już przygotowuje się do tego jubileuszu, który będzie mieć zapewne wymiar ogólnopolski, bo to jedno z najbardziej znanych wydarzeń ze szkolnych podręczników. Ale…

No właśnie, jest jedno „ale”. Obronę Głogowa przez lata popularyzowała szkolna czytanka. Wszystko było tam jasne: wiadomo, kto był zły, kto dobry, a główne role przypadały oczywiście najmłodszym bohaterom, którzy położyli na szalę, a właściwie na machinę oblężniczą wroga, swoje kilkunasto-, czy kilkuletnie życie. Sprawa i dzisiaj nie budziłaby żadnych rozterek, gdybyśmy tylko wiedzieli, że… tak było naprawdę.

Rozbieżne wersje
Tymczasem bitwę bardzo różnie oceniają historycy. Skupię się na opiniach lokalnych znawców dziejów miasta. Waldemar Hass, na łamach lokalnej gazety, z przekonaniem stwierdza, że nie ma podstaw, aby podważać wersję zapisaną w kronice Galla Anonima. Jednak Paweł Łachowski, który przez wiele lat analizował dokumenty tamtej epoki, nie jest już pewien, czy wszystko wyglądało właśnie tak; tym bardziej jeśli się weźmie pod uwagę, iż innej, podręcznikowej bitwy - na Psim Polu, o której także uczyliśmy się na lekcjach historii, najprawdopodobniej wcale nie było...

Jeszcze dalej w formułowaniu historycznego osądu idzie znany z odważnych i często kontrowersyjnych opinii Marek Sienkiewicz: – Zarówno czasy genezy państwa polskiego, jak i wieków XI i XII cierpią na brak źródeł, a te, którymi dysponujemy, są często sprzeczne ze sobą – mówi. Wypowiada też jeszcze dalej idący, dla niektórych bulwersujący zapewne wniosek: – Trzeba powiedzieć wprost: świadomość narodowa Polaków kształtowała się dopiero w XIV wieku, w okresie rządów Kazimierza Wielkiego. Obrona Głogowa nie była więc dyktowana żadnymi przesłankami patriotycznymi, a jedynie chęcią obrony własnej skóry, wobec groźby Krzywoustego, że ci, którzy poddadzą miasto, zostaną po prostu ukrzyżowani. Nie dorabiajmy więc do tego patriotycznej ideologii, bo to jest zwykłą nieprawdą – stwierdza bez ogródek głogowski historyk, z którym miałem okazję na ten temat rozmawiać. Tego typu opinii nie są słucha się z przyjemnością, bo burzą pewien – przez lata kreowany – obraz wydarzeń z roku 1109. Najwygodniej zatem byłoby sprawy nie ruszać, to znaczy nie dociekać prawdy. Ale czy najwygodniej znaczy najlepiej?

Tyle wiemy
W świetle niepodważalnych dokumentów ukazuje się obraz następujący: wojska Henryka V naprawdę dotarły pod mury grodu pod koniec sierpnia. Podczas wstępnych rokowań zawarto kilkudniowy rozejm by obrońcy mogli uzyskać od Bolesława Krzywoustego zgodę na poddanie się. Wtedy też przekazano kilkoro dzieci najzacniejszych mieszczan jako zakładników; miały zostać zwrócone rodzicom po zakończeniu rozejmu (bez względu na dalsze decyzje grodzian). Krzywousty kategorycznie odrzucił możliwość poddania Głogowa, a wówczas dzieci zostały przez wojska cesarskie wykorzystane jako żywe tarcze na machinach oblężniczych.

Mimo to głogowianie obronili swój gród. Dalej są już rozbieżności. Zwolennicy wersji Galla Anonima mówią o zdradzie Henryka, ale słyszy się też opinie, że to zbrojni Krzywoustego nie dotrzymali rozejmu, atakując armię cesarską w nieprzerwanej wojnie podjazdowej. Dziś nie ma nawet pewności, w którym miejscu stał tamten gród – na lewo czy prawobrzeżnej Odrze. Chyba nie sposób już ustalić pełnej prawdy o tamtych wydarzeniach, ale warto chyba wyłożyć na stół wszystkie dokumenty i fachową, rzetelną ich analizę. To samo dotyczy zresztą innych wydarzeń średniowiecznych, budzących różne wątpliwości - choćby wspomnianą już bitwę na Psim Polu czy pod Legnicą i cały okres rozbicia dzielnicowego. Jakakolwiek by ta prawda była, nie musimy się jej wstydzić. Jeśli o Obronę Głogowa chodzi, to nikt nie odbierze przecież bohaterstwa obrońcom, nie przeczy dramatowi zakładników, a że nie do końca były to pobudki, które budowały naszą narodową dumę...

I tak powód do dumy
Nawet jeśli przesuniemy początki tworzenia naszej polskiej świadomości o 300 czy 400 lat, to i tak jej korzenie sięgają kilka wieków głębiej niż amerykańskiej na przykład. Wobec innych europejski narodów (nawet tych największych) też nie musimy mieć kompleksów, bo ich historia też nie była od początku budowana na narodowej i patriotycznej świadomości. Każdy ma jakieś swoje Psie Pola, a więc bohaterskie czyny przodków, których… nie było, albo w które można przynajmniej wątpić. Pierwszymi z brzegu przykładami niech będą dokonania Joanny d’Arc, króla Artura czy Wilhelma Tella albo bitwy w wąwozie Roncevaux czy na Kosowym Polu. Mam więc nadzieję, że rocznica Obrony Głogowa rzeczywiście stanie się wydarzeniem ogólnopolskim. Bo, bez względu na wszystkie uwarunkowania i zagadki (proporcje faktów do domysłów), na to po prostu zasługuje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie