Od ofermy do macho, czyli "Bożyszcze kobiet" w Teatrze Capitol

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Anna Dereszowska (Helen) i Piotr Gąsowski (Barney)
Anna Dereszowska (Helen) i Piotr Gąsowski (Barney) Teatr Capitol
Czy jedynym sposobem na uatrakcyjnienie swojego życia jest kłamstwo i zdrada? Na to pytanie odpowiada sztuka Neila Simona "Bożyszcze kobiet".

Spektakl "Bożyszcze kobiet" w reżyserii Cezarego Morawskiego to zabawna opowieść o 45-letnim Barney'u, który prowadzi pozornie szczęśliwe i poukładane życie. Niby ma dom, kochającą żonę i własną firmę (jest właścicielem rybnej restauracji), jednak czegoś mu w nim brakuje. Być może odrobiny szaleństwa? Aby się o tym przekonać, bohater postanawia wprowadzić do swojego życia trochę emocji. W tym celu organizuje randki z przypadkowo poznanymi kobietami.

Pierwszą z nich jest piękna Helen, klientka jego restauracji. Zaprasza ją do mieszkania swojej mamusi. I choć wychodzi mu to zupełnie spontaniczne, jego dalsze ruchy są już w pełni zaplanowane. Barney kupuje butelkę whisky oraz dwie szklanki, by mama się nie zorientowała, co się działo pod jej nieobecność. Pewna siebie i seksowna Helen onieśmiela Barney'a, który nie bardzo wie, jak się przy niej zachować. Jej ciągłe próby przejęcia inicjatywy, nie pomagają, a wręcz przeszkadzają. Nawet alkohol nie jest w stanie uratować sytuacji i w rezultacie do niczego nie dochodzi.

Kolejną "zdobyczą" jest gadatliwa i nadpobudliwa Bobby, której marzeniem jest zostać aktorką. Schemat jest podobny - mieszkanko mamusi, alkohol, dwie szklanki. Jednakże Barney wprowadza małe poprawki. Jest przy tym bardziej śmiały i rozluźniony. Mimo to znów do niczego nie dochodzi. Jednak tym razem problem tkwi w Bobby, która wyrzuca słowa z zawrotną prędkością i nie daje dojść do głosu Barney'owi. W efekcie wieczór spędzają na wspólnym paleniu trawki.

Ostatnią kobietą jest cierpiąca na depresję i znerwicowana Jenny, która jest notabene najlepszą przyjaciółką jego żony. Spotkanie znów odbywa się w mieszkaniu mamusi. Tym razem Barney zmienia się w pewnego siebie macho. Wszak praktyka czyni mistrza. Jednak Jenny woli porozmawiać o życiu i swoich problemach. Czuje się także winna, że spotyka się z nim za plecami męża, choć ten nie jest jej wierny. I w tym przypadku ich oczekiwania są zupełnie inne.

Jak można zauważyć, bohater wybiera trzy odmienne kobiety o różnych charakterach i osobowościach. Przy czym każda stanowi jego przeciwieństwo. Z pewnością ma to wpływ na niepowodzenie jego planu. Tak samo jak niesprzyjające okoliczności i zbytni pośpiech. Mimo że Barney uczy się na własnych błędach i coraz lepiej zaaranżuje schadzki, do zdrady nigdy nie dochodzi.

Być może, gdyby zamienił kolejność kandydatek - najpierw Jenny, potem Bobby i na końcu Helen - poszłoby mu znacznie łatwiej. Podczas gdy on jest coraz bardziej wyluzowany i chętny, jego kandydatki - coraz mniej. Ale wtedy nie byłoby tak zabawnie. Jednakże owych spotkań nie można nazwać straconym czasem. Barney uczy się wiele o kobietach i o sobie, a także staje się coraz śmielszy i pewniejszy siebie.
Sztuka jest trochę naiwna, dorosły mężczyzna zachowuje się niczym nastolatek, który boi się, że go ktoś nakryje. Z jednej strony zdrada go pociąga, z drugiej - nie chce nic zmienić, bo tak naprawdę lubi swoje przyzwyczajenia. Niemniej jednak nie brakuje w niej zabawnych scenek, np. zakładanie płaszcza przez pijaną Helen, zaśpiewanie "Lady Marmolade" przez Bobby czy próby odebrania Jenny torebki, którą trzyma kurczowo przy sobie.

Dużym plusem sztuki jest znakomita gra aktorska - w rolę pięknej Helen wcieliła się Anna Dereszowska, która świetnie zagrała pozbawioną moralnych hamulców kobietę. Najzabawniejszy okazał się jednak Piotr Gąsowski jako nieśmiały i niezdarny Barney, który wciąż wącha swoje palce. Na uwagę zasługują także Hanna Śleszyńska w roli prostolinijnej Jane oraz Anna Modrzejewska jako imprezowiczka Bobby.

Spektakl niesie ze sobą smutną prawdę o ludziach, a mianowicie w każdym z nas kryje się zło. Człowiek myśli, że stanie się bardziej atrakcyjny, jeśli będzie zdradzał i oszukiwał ukochaną osobę. Jednak jest to błędne myślenie. Istnieje inny sposób na pokonanie rutyny. Jaki? Tego nie zdradzę. Jedno jest pewne, warto się wybrać do teatru Capitol, choćby dla zaskakującego finału.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie