Ornitolog Adam Zbyryt: Bliski kontakt z ptakami służy naszemu zdrowiu

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Adam Zbyryt, biolog, ornitolog oraz popularyzator nauki. Zawodowo związany z Uniwersytetem w Białymstoku. Jest autorem książek "Ptaki Puszczy Białowieskiej. Opowieści o mieszkańcach niezwykłego lasu" oraz "Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt". Otrzymał tytuł "Popularyzator Nauki 2021" przyznawany przez PAP Nauka w Polsce.
Adam Zbyryt, biolog, ornitolog oraz popularyzator nauki. Zawodowo związany z Uniwersytetem w Białymstoku. Jest autorem książek "Ptaki Puszczy Białowieskiej. Opowieści o mieszkańcach niezwykłego lasu" oraz "Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt". Otrzymał tytuł "Popularyzator Nauki 2021" przyznawany przez PAP Nauka w Polsce. Materiały prasowe
Udostępnij:
Wiele ptaków, które dokarmiamy przy naszych domach, a które występują w miastach czy na terenach podmiejskich, ma się całkiem nieźle. Dokarmianiem poprawiamy ich kondycję, zwiększamy ich przeżywalność, dzięki czemu mamy ich jeszcze więcej – mówi Adam Zbyryt, ornitolog i popularyzator nauki.

Powinniśmy dokarmiać ptaki zimą?

Na pewno jest to dobra rzecz - dla nas. Nie od dziś wiadomo, że obserwowanie ptaków i bliski kontakt z przyrodą, a zwłaszcza z ptakami, dobrze służy naszemu zdrowiu psychicznemu. A że najczęściej dokarmianiem ptaków zajmują się osoby, które tego kontaktu mają niewiele – mam tu na myśli mieszkańców miast - to dla nich jest to bardzo pozytywna aktywność. Naukowcy dostrzegają w dokarmianiu ptaków zarówno wady, jak i zalety. Tak naprawdę, ta debata wciąż trwa i trudno dziś powiedzieć, czy więcej jest argumentów przemawiających za czy przeciw, zwłaszcza, że co rusz pojawiają się nowe informacje, które z jednej strony sugerują, że powinniśmy dokarmiać ptaki, a z drugiej – że powinniśmy tego zaprzestać. W istocie, wiele ptaków, które dokarmiamy przy naszych domach, a które występują w miastach czy na terenach podmiejskich, ma się całkiem nieźle. Dokarmianiem poprawiamy ich kondycję, zwiększamy ich przeżywalność, dzięki czemu mamy ich jeszcze więcej. Ostatnie badania wykazują jednak, że może to mieć pośrednio negatywny wpływ na inne gatunki, które występują znacznie rzadziej, są słabsze, jeśli chodzi o konkurencję o różnego rodzaju zasoby, na przykład o dziuple lęgowe. Jako przykład można podać sikory bogatki i modraszki, które są bardzo liczne przy karmnikach i sikory czarnogłówkę i ubogą, które rzadko się przy nich pojawiają. A te gatunki konkurują ze sobą o dostępność miejsc lęgowych. I to właśnie te rzadsze ptaki bardzo często tę konkurencję przegrywają. Widzimy więc, że ten wpływ człowieka nie do końca jest oczywisty. Z pewnością jednak więcej ptaków przeżywa dlatego, że są w lepszej kondycji, gdy je dokarmiamy. A jak są w lepszej kondycji, to na wiosnę najczęściej mają więcej młodych. Mogą sobie pozwolić na to, żeby więcej zainwestować w lęg, czyli złożyć większą liczbę jaj i wychowania więcej młodych.

W warszawskich parkach ustawiono specjalne automaty z karmą dla kaczek i innych wodnych ptaków, bo ziarna słonecznika są lepsze niż suchy chleb, jaki im przeważnie rzucano. Ale widać też, że te ptaki tracą naturalny lęk, jaki miały przed człowiekiem. To dobrze?

Z badań nad tym jak ptaki chętnie powracają do karmników, na podstawie osobników, które zostały przy tych karmnikach zaobrączkowane, wiemy, że jest to niewielki odsetek. W naszych warunkach ptaki więc nie są tak bardzo zależne od naszego pokarmu. Pokarmu naturalnego wciąż jest sporo, a ma to związek m.in. z tym, że ostatnie zimy są dużo łagodniejsze. Nie ma pokrywy śnieżnej, która by ograniczała dostępność różnego rodzaju pokarmu, zwłaszcza nasion. Oczywiście, jest też większa dostępność owadów, bo wbrew temu, co może się niektórym wydawać, zimą również można spotkać wiele owadów, które są aktywne i ptaki je dostrzegają. Sprawia to, że ptaki wcale nie są tak mocno uwiązane do naszych karmników. One aż tak bardzo na nas nie polegają, jak mogłoby się nam wydawać.

Dokarmianie ptaków zagospodarował rynek; popularne dyskonty oferują w sprzedaży jedzenie dla ptaków.

Bardzo dobrze, że rozwija się coś takiego, jak kaczkomaty, bo w parkach ludzie dostają gotowy pokarm w postaci odpowiednich mieszanek. I byłoby wszystko dobrze, gdyby rzeczywiście wszyscy producenci się tego trzymali i konsultowali to ze specjalistami. Niestety, w większości przypadków jest tak, że ten pokarm dla dzikich zwierząt, czyli ptaków, nie podlega żadnym badaniom i normom, jeśli chodzi o zawartość pleśni i skład mieszanek.

Różne kulki z zatopionymi w tłuszczu ziarnami, ptasi smalczyk i inne „dania”, które kupujemy w sklepach – to nie jest przez nikogo wcześniej sprawdzane?

Niestety nie i do końca nie wiemy, co w tym może być. Dlatego też nie jest dobre stosowanie tego rodzaju pokarmu. Nam się wydaje, że jak coś jest gotowe, zrobione, to zostało opracowane i przygotowane przez specjalistów. Tak niestety nie jest. W Polsce rzadko kiedy tego typu produkty konsultuje się z fachowcami. Najczęściej producent sam podejmuje decyzję: „wymieszamy jakiś tłuszcz z jakimiś nasionami i ludzie to kupią”. Ptaki często traktowane są jak śmietniki, którym można dać do zjedzenia wszystko i tak to zjedzą, bo w naturze miałyby gorzej. To nieprawda. Mam nadzieję, że niedługo zostaną wprowadzone restrykcje dotyczące produkcji pokarmu dla ptaków, bo ten proceder jest coraz powszechniejszy; coraz łatwiej kupić taki pokarm. Tymczasem dochodzi do absurdów, może nie w przypadku karmienia ptaków, ale na przykład jeży – niedawno można było kupić mieszankę zawierającą różnego rodzaju nasiona i owoce, co przypominało musli, a czego te zwierzęta nie jedzą. Jeże są drapieżnikami, są owadożerne, dlatego chętniej zjedzą suchą karmę dla psów niż coś takiego. W przypadku karmy dla ptaków nie wiemy, co jest do niego wrzucane; mogą to być najgorsze odpadki, które nie trafiają już do monitorowanej, normalnej produkcji. Dlatego najlepiej, jeśli taki pokarm przygotujemy sami; wtedy wiemy, co jedzą nasze ptaki. Nawet przygotowanie kul tłuszczowych to nie jest wielka sztuka.

Jak więc powinien wyglądać pokarm dla ptaków i jakie karmniki powinniśmy wieszać? Wystarczy plastikowa butelka po wodzie mineralnej, napełniona ziarnem?

Taki karmnik jest dobry, działa na zasadzie grawitacyjnej; w momencie, kiedy w podajniku na dole zaczyna brakować nasion, to sam zaczyna się uzupełniać. To prosta konstrukcja, wręcz prymitywna, łatwo go zrobić własnym sumptem w ciągu kilku minut, zawiesić i będzie działać. W zasadzie dobry jest każdy karmnik, jeżeli będziemy dbać o jego czystość. To jest podstawa. Najważniejsze, aby regularnie wymieniać pokarm, żeby nie zalegał, nie pleśniał. Aby czyścić miejsce, na którym ten pokarm się znajduje; usuwać ptasie odchody, aby nie dochodziło do powstania ognisk chorobowych. Jeśli chcemy pomagać ptakom, bo taka jest nasza idea, to jednocześnie nie powodujmy szkód, róbmy to dobrze od początku do końca. Jeśli już zwabiamy je do karmnika, nie możemy ich narażać na różnego rodzaju choroby. Wrócę jeszcze do automatów w parkach, o których pani wspomniała. To są dobre rozwiązania i dobrze, że one są, bo są kontrolowane pod kątem jakości pokarmu, jaki podaje się zwierzętom. Wcześniej nagminnie podawaliśmy ptakom chleb, zwłaszcza ptakom wodno-błotnym.

Ptaki nie powinny jeść chleba?

Nie powinny, ale nie dlatego, że chleb jest dla nich szkodliwy i powoduje śmierć w męczarniach, anielskie skrzydło czy kwasicę żołądka.

Co to jest anielskie skrzydło?

To zwyrodnienie skrzydeł, które powoduje, że ptak nie jest w stanie latać. Na skutek niedoboru witamin, mikroelementów, między innymi wapnia, a nadmiaru węglowodanów dochodzi do deformacji ostatniego stawu w skrzydle przez co lotki odstają pod kątem prostym od ciała. Prześledziłem ten temat, rozmawiałem z wieloma lekarzami weterynarii, którzy potwierdzali, że najczęściej u dzikich ptaków, które do nich trafiały, zwyrodnienie to powstało na skutek urazów. Ale najczęściej odgórnie przypisuje się to dokarmianiu chlebem. To nie do końca prawda; nie spotkałem żadnej publikacji naukowej, która by tego dowodziła. Podobnie Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków z Wielkiej Brytanii wycofało się niedawno z mówienia o tym, że chleb dla ptaków jest trujący i je zabija. Nie zabija. Nie jest trujący. Chodzi tylko i aż o to, aby nie stał się podstawą diety. Jedzenie ciągle tego samego, co ma mało składników odżywczych jest niedobre dla nikogo. Chleb wypełnia ptakom żołądki, powoduje uczucie sytości, a nie dostarcza wielu mikroelementów, które są ważne i potrzebne do prawidłowego funkcjonowania i budowy ich organizmów. Problem polegał na tym, że ludzie nadmiernie wykorzystują chleb do dokarmiania ptaków i w ten sposób im szkodzą. Nie karmmy więc ptaków chlebem, dlatego, że jego nadmiar jest szkodliwy. Ptaki, tak jak każdy organizm, wymagają zróżnicowanej diety. Chleb ma jeszcze jedną wadę – łatwo ulega zapleśnieniu. A pleśń, podobnie jak dla człowieka, jest dla zwierząt rakotwórcza.

Co powinno więc znaleźć się w naszych karmnikach? Jaki pokarm?

Najlepsze są różne nasiona, a z nasion słonecznik. Jest łatwy w podawaniu, ptaki bardzo go lubią. Czasami aż za bardzo, bo okazuje się, że w przypadku dzwońców – ptaków, które licznie odwiedzają nasze karmniki – słonecznik negatywnie wpływa na ich płodność. U samców mocno wpływa na produkcję męskich komórek rozrodczych. Mówiąc inaczej, stają się zbyt otłuszczone i mają problem z rozmnażaniem.

Wspomniał Pan o dzwońcach; w miastach najczęściej przy karmnikach są wróble, mazurki, sikory, kawki, gawrony i wrony. Jak sprawić, aby do naszych karmników przylatywały rzadkie okazy?

Rzeczywiście tych gatunków jest niewiele, w miastach mamy kilka gatunków superdominantów, czyli takich, które liczebnie znacząco przeważają nad innymi, gdyż w miastach świetnie sobie radzą. Uwolnione spod presji drapieżników i mające dostęp do nowych źródeł pokarmu; ich populacje rozwijają się bardzo dynamicznie. Ale nie każdy gatunek jest w stanie przystosować się do życia w mieście. Stąd też dość ubogi skład gatunkowy w miejskich warunkach. My, mieszkańcy miast, możemy mieć na niego bardzo duży wpływ, tworząc różnego rodzaju większe lub mniejsze płaty zadrzewień, wprowadzając krzewy, zakładając trawniki i tym podobne naturalne elementy. Zieleń i drobne zbiorniki wodne mają ogromne znaczenie dla bioróżnorodności. Trudno jednak wpływać na to, jakie ptaki nam do tego karmnika przylecą, bo to trochę ruletka. Ptaki mają skrzydła, latają w różne miejsca; jednego roku możemy mieć nalot grubodziobów, a w kolejnym roku nie będzie ani jednego. Na to nie mamy wpływu. Możemy starać się wykładać w karmniku różne inne ziarna, oprócz słonecznika, ale z doświadczenia wiem, że ptaki i tak w pierwszej kolejności będą wybierały słonecznik.

Ale mamy już wpływ na to, jakie ptaki będą przylatywały do naszego ogródka, przez zasadzenie odpowiednich drzewek czy krzewów.

To prawda. Sadzenie drzew i krzewów wokół naszych domów sprawia, że ptaków będzie więcej. Jeśli zwiększymy różnorodność gatunków roślin, to będzie więcej owadów, więcej owoców, nasion i będziemy mieli więcej ptaków. Podstawowa zasada, która powinna nam przy tym przyświecać, to unikanie wprowadzania gatunków obcych. Nasz ogród powinien być oparty na gatunkach rodzimego pochodzenia. Zatem jeżeli wprowadzamy iglaki, to dobrze, żeby to były nasze świerki, jodły, sosny, jałowce. Jeżeli wprowadzamy gatunki owocodajne, to niech to będzie rokitnik, jarzębina pospolita, dereń świdwa, szakłak pospolity, czeremcha zwyczajna, berberys zwyczajny…

… kalina?

Tak, kalina, trzmielina zwyczajna i brodawkowata. Unikajmy śnieguliczki albo irgi, która ładnie wygląda, ale nie jest naszym rodzimym gatunkiem. Często takie rośliny przedostają się następnie do środowiska naturalnego, dziczeją i zagrażają naszej rodzimej przyrodzie. Zwracajmy uwagę na to co sadzimy i gdzie sadzimy. To jest właściwie kluczowe działanie, bo dochodzimy do takiego momentu, kiedy nie będziemy musieli zimą dokarmiać ptaków. Jeżeli przygotujemy nasz ogród w taki sposób, aby był zasobny w pokarm, np. będziemy mieli dużo drzew, na których w załamaniach kory pająki i owady będą znosiły jajeczka, a także ukrywały się same osobniki dorosłe w celu przezimowania, to sikorki je znajdą i będą się nimi pożywiać. Jeśli pojawią się szyszki, to będą na nich żerowały dzięcioły, jeśli znajdą się owoce cisu czy trzmieliny, to przyciągną kosy. Warto sadzić stare odmiany drzew, szczególnie śliwy, wiśnie, czereśnie, grusze a zwłaszcza jabłonie, których część owoców warto zostawić na zimę. Wtedy pojawią się u nas kosy czy kwiczoły. One znajdą sobie ten naturalny pokarm. To będzie dużo tańsze, dużo wydajniejsze, bezpieczniejsze i tak naprawdę bezobsługowe. Wtedy karmnik nie będzie do niczego potrzebny.

W latach 60. bywało, że do Warszawy zimą przylatywały z Syberii stada jemiołuszek, które zimą obsiadały jabłonkę z pozostawionymi jabłkami. Czy dzisiaj to możliwe?

Jemiołuszki dalej przylatują. Z nimi jest taka ciekawa historia, że w okresie lęgowym, na dalekiej północy, gdzie się rozmnażają, są ptakami owadożernymi. Ciężko nam to przyjąć, gdy widzimy je w naszych miastach często na jemiole (stąd ich nazwa), albo jak żerują na innych owocach, na przykład bardzo chętnie korzystają z jarzębiny czy rajskich jabłuszek. Ten gatunek, który przylatuje do nas bardzo nieregularnie. Jego występowanie w naszym kraju uzależnione jest od tego, jakie są warunki pokarmowe na północy. Jeżeli zimą niewiele jest tam pokarmu w postaci owoców, to pojawią się u nas, w naszych miastach głównie na północy i w centrum, a bardzo rzadko na południu kraju. Wtedy możemy mówić o inwazji jemiołuszek, czy też ostatnio, w ciągu kilku ostatnich lat – czeczotek, kolejnego gatunku z północny. W Polsce gnieździ się co prawda w górach, ale bardzo nielicznie. Głównie przylatuje z północy. Co ciekawe, pospolicie występujcie dzięcioły duże także często przylatują do nas ze Skandynawii w latach, kiedy jest niedobór nasion szyszek świerkowych; wtedy widzimy je u nas w różnych miejscach dość obficie, nawet przy naszych karmnikach. Przywabiać je możemy wykładając słoninę. Wtedy chętnie przylecą do nas także inne dzięcioły i sikory.

Jakich rzadkich ptaków można się spodziewać w miejskich karmnikach, o których Pan słyszał?

Zdarzają się czasami bardzo rzadkie ptaki, których stwierdzenie podlega weryfikacji Komisji Faunistycznej Sekcji Ornitologicznej Polskiego Towarzystwa Zoologicznego. Dowodem na potwierdzenie występowania danego gatunku w Polsce najczęściej jest zdjęcie bądź nagranie. Pod koniec 2020 roku w Michałowicach-Wsi koło Warszawy, zaobserwowano sikorkę lazurową. To bardzo rzadki ptak, ściśle osiadły, rzadko się przemieszcza na duże odległości, dlatego rzadko do nas zalatuje. Gnieździ się na wschodzie Białorusi i Ukrainy. Tymczasem w Polsce była obserwowana regularnie przy karmniku właśnie. Mnóstwo obserwatorów ptaków się tam wtedy zjawiło, aby ją zobaczyć i sfotografować. Poprzednia obserwacja sikory lazurowej pochodziła z 2004 roku. Z kolei w marcu ubiegłego roku mieliśmy płochacza czarnogardłego – to ptak, który występuje daleko na wschodzie. Jego obecność u nas była zaskakująca –było to pierwsze stwierdzenie dla Polski, jeśli chodzi o występowanie tego gatunku. Sfotografowała go przy karmniku mieszkanka okolic Zamościa. Zdarzają się też i inne rzadkości, choć nie tak spektakularne, na przykład w północno-wschodniej Polsce przy karmnikach zdarza się obserwować sóweczki – najmniejsze sowy wielkości szpaka, które podążają za drobnymi ptakami żerującymi przy karmnikach, aby na nie polować. Zdarzają się też przy karmnikach pustułki – sokoły, które coraz częściej można spotkać w miastach. Pustułki polują na gryzonie, które podchodzą pod karmniki, licząc na ziarna, które spadają na ziemię.

Ostatnio zmienił się kalendarz, jeśli chodzi o wiosenny przylot ptaków. Czego możemy się spodziewać?

Wszystko podlega gwałtownej zmianie na skutek globalnych zmian klimatu. Na przykład dawniej zięby regularnie odlatywały na zimę do zachodniej Europy. Teraz w wielu miejscach obserwuje się nie tylko pojedyncze osobniki przy karmnikach, ale całe stada na polach, na rżyskach w zachodniej czy południowej Polsce. Regularnie widzimy je przez całą zimę. A gęsi? To już normalny obrazek - gęsi tundrowe, rzadziej zbożowe, na polach w zachodniej czy południowej Polsce. To już standard. Żurawie, które kiedyś były zwiastunem wiosny, bo przylatywały bardzo wcześnie, już w lutym, oznajmiając klangorem swoje przybycie, teraz w większości rejonów Polski, nawet w północno-wschodniej Polsce spotykane są w wielu miejscach przez cała zimę. Coraz więcej ptaków u nas zimuje, zatem coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie, czy mamy do czynienia z ptakiem, który już przyleciał, czy został na zimę. Oczywiście większość ptaków ciągle wędrują, ale wiele z nich zaczęło przylatywać coraz szybciej, a wśród niektórych tworzą się dwie frakcje wśród ich populacji: zimująca i migrująca. Dostrzegamy to na przykład wśród kosów: miejskie zostają na zimę w miastach, natomiast kosy leśne odlatują na zimowiska.

Dobrze by było, gdyby ptaki wędrowne, które przylatują do nas wiosną, chciały u nas gniazdować i wychowywać młode. Na przykład bataliony.

To bardzo złożony problem. Bataliony to gatunek, który występował i gnieździł się kiedyś w Polsce. Niestety, ocieplił się klimat i zmieniły się warunki wodne, mamy za mało terenów podmokłych, a te co zostały są nieodpowiednie dla tego gatunku. Bataliony przylatują przez nasz kraj, odbywają toki, ale gniazda zakładają w północnej Europie i Azji. Zdarzają się przypadki, że w niektórych latach i w niektórych miejscach jest bardziej mokro, a wtedy pojedyncze samice – to one wychowują młode – odbywają lęgi. W ubiegłym roku mieliśmy lęgi tego gatunku na południu Puszczy Knyszyńskiej na rozległych łąkach Niecki Gródecko-Michałowskiej.

Nie ma sposobu, żeby je zatrzymać, by u nas gniazdowały?

Jest. Trzeba dbać o wodę. Państwo musi prowadzić taką politykę, żeby zasoby wodne były traktowane jak coś bardzo cennego i ważnego, dbać o nie, zaprzestać meliorowania łąk, zacząć je nawadniać i długo utrzymywać wodę i skończyć z budową zbiorników retencyjnych, które zamiast pomagać niszczą nasze rzeki. Musimy zrozumieć, że łąka, która nie nadaje się do skoszenia, bo jest zalana wodą, nie powinna być na siłę odwadniana, żeby dostać dopłaty, bo skosić trzeba, to jest warunek ich otrzymania, tylko w końcu powinniśmy przyjąć, że będzie ona odgrywała inną ważna rolę - naturalnej retencji. Ta naturalna retencja prowadzona jest między innymi przez bobry, ale nie tylko. To daje konkretne wymierne finansowe korzyści, które można wyliczyć, a które znacznie przewyższają koszt siana. To jest już wyliczone, naukowcy od dawna o tym mówią, więc to tylko kwestia wdrożenia na przykład w postaci odpowiednich dopłat rolno-środowiskowych. Zamiast za koszenie łąki, która jest zalana, należałby płacić rolnikom za pozostawienie jej jak najdłużej w takim stanie. Gdyby to tak funkcjonowało, to nie dość, że chroni to przed uwalnianiem dwutlenku węgla i pomaga w jego magazynowaniu – a tych zalet jest dużo więcej – to jednocześnie tworzyłoby siedliska dla najrzadszych ptaków wodno-błotnych, z których wiele jest zagrożonych wyginięciem.

Które ptaki najszybciej zwiastują wiosnę w Polsce?

W pierwszej kolejności zobaczymy duże liczby powracających żurawi, które klangorem ogłaszają swoje przybycie. Co ciekawe, nie jest to głos jednego ptaka, ale dwóch jednocześnie. Im większa synchronizacja tego śpiewu, tym większa więź łączy dwa ptaki. To przykład rzadkiego w naszych warunkach głosu antyfonalnego, znaczenie częstszego wśród innych gatunków w tropikach.

Przylecą też gęsi, oprócz tego, że część ich już u nas jest?

Oprócz gęsi gęgawy, która zostaje u nas na zimę, pozostałe gęsi odlecą daleko na północ, do tundry i tajgi i tam będą się gnieździć. Ale przylecą czajki, też coraz rzadsze, ale potrafią się zjawić, kiedy jest jeszcze śnieg (o ile spadł w tym roku). I oczywiście już w lutym będziemy słyszeć skowronki, chyba najbardziej wdzięczne i typowe ptaki krajobrazu rolniczego. Także najliczniejsze spośród wszystkich naszych ptaków. W tym czasie przylecą też do nas lerki, zwane dawniej skowronkami borowymi, które gnieżdżą się w suchych otwartych miejscach, jak zręby leśne w borach. Ale ja z największym utęsknieniem czekam na bociany białe. Badam je od lat. Już się nie mogę doczekać, kiedy przylecą.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jest już nowy odcinek programu Fight Raport!

Wideo

Materiał oryginalny: Ornitolog Adam Zbyryt: Bliski kontakt z ptakami służy naszemu zdrowiu - Polska Times

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie