Pandemia to maraton, nie sprint. Musimy nauczyć się z nią żyć

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Spacer w Sopocie - luty 2021
Spacer w Sopocie - luty 2021 Przemyslaw Swiderski
Trzecia fala pandemii jest faktem. Może być jeszcze czwarta, piąta i szósta. Nie wiadomo, jak będzie. Naukowcy mówią, że nie da się przewidzieć biologii, a wirus wciąż mutuje. Więc trzeba traktować pandemię trochę jak pogodę: akceptować jej dużą zmienność i dynamikę. To stałe zagrożenie, które prawdopodobnie zostanie z nami przez kolejne dziesiątki lat. I szkoda czasu na zaklinanie rzeczywistości - musimy nauczyć się żyć z tym wirusem

Nie jest dobrze. Ponad 15 tysięcy zakażonych dziennie, setki zmarłych, przepełnione szpitale, kolejne mutacje wirusa, jeszcze bardziej zjadliwe niż poprzednie.

- Spodziewaliśmy się trzeciej fali, niestety, nadeszła i nie wiemy, jaka ona będzie - stwierdził niezwykle szczerze na antenie radiowej „Trójki” prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19. I dodał, że w walce z pandemią rząd „radzi sobie na tyle, na ile może radzić sobie w tej sytuacji”. A sam przebieg kolejnej fali COVID-19 będzie zależał od samego wirusa, zachowania ludzi i dostępności szczepionki.

Wracają szpitale tymczasowe. W ciągu ostatniego tygodnia obłożenie łóżek covidowych zwiększyło się o ponad 2 tys., czyli mamy o 2 tys. więcej ciężko chorych niż jeszcze tydzień temu.

Nie jesteśmy jednak sami. Już pod koniec stycznia sytuacja pogorszyła się w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Francji, dramatycznie źle jest w Czechach i na Słowacji. Czeski rząd zdecydował o wprowadzeniu nowego stanu wyjątkowego, który ma potrwać do 28 marca. Ograniczone są podróże między powiatami. Wyjątkiem są wyjazdy do pracy lub w celu opieki nad bliskimi. Każdy wyjazd musi być jednak uzasadniony i udokumentowany. Wyprowadzanie zwierząt w nocy jest możliwe tylko w promieniu do 500 metrów od miejsca zamieszkania. Wicepremier, minister spraw wewnętrznych Czech, Jan Hamaczek, powiedział, że przestrzegania zakazów będzie pilnować policja. „Jeżeli jej możliwości będą niewystarczające, będziemy musieli zmobilizować wojsko” - zastrzegł. Na Słowacji brakuje już doświadczonego personelu medycznego do opieki nad chorymi. Słowacki rząd zwróci się o pomoc do Unii Europejskiej. „Spośród wszystkich pacjentów, którzy trafiają z koronawirusem do słowackich szpitali, umiera 30 procent” - alarmuje ukazujący się w Bratysławie „Denník N”. Kolejne kraje wprowadzają lockdowny.

- Sytuacja powinna się poprawiać z czasem. Mamy szczepionkę, pod koniec wiosny większość osób z grupy ryzyka powinna być zaszczepiona, z czasem zaszczepiona zostanie także pozostała część populacji. Jeśli wirus nie „wytnie” nam żadnego psikusa, choroba wywołana przez niego powinna stać się chorobą endemiczną, a SARS-CoV-2 będzie po prostu kolejnym wirusem układu oddechowego - mówi prof. dr hab. Krzysztof Pyrć, wirusolog i biolog molekularny.

Jakiego psikusa może wyciąć nam koronawirus? - dopytuję.

- Może na przykład zmienić się w taki sposób, że ponownie będzie w stanie wywołać ciężką chorobę u osób po szczepieniu - odpowiada prof. Pyrć.

Pytanie: czy mamy wpływ na to, jak zmienia się wirus?

- Mamy. W momencie zakażenia wirus namnaża się i powiela swój genom. W czasie każdego procesu kopiowania, pojawiają się „błędy”. Jeżeli przez przypadek którykolwiek z tych błędów będzie korzystny - czyli poprawi „parametry” wirusa, takie jak np. zdolność do transmisji, to taka zmiana utrwali się i zacznie powstawać nowy wariant. Naszą najlepszą szansą jest więc działanie szybkie, mające na celu drastyczne ograniczenie liczby osób zakażonych, a więc również szansy na pojawienie się nowych wariantów. Ale nasze działania również mogą bezpośrednio kształtować przebieg ewolucji wirusa. Zastosowanie leków, osocza ozdrowieńców czy nawet przeciwciał monoklonalnych również może stanowić presję, pod wpływem której wirus zacznie się zmieniać - wyselekcjonowane zostaną warianty bardziej oporne, które lepiej sobie radzą w danych warunkach - tłumaczy prof. dr hab. Krzysztof Pyrć.

Wirus jest sprytny. Mutuje, zmienia się, udoskonala. Wiemy już o mutacji brazylijskiej, południowoafrykańskiej i brytyjskiej, ta ostatnia jest już obecna w Polsce. Ponad 70 proc. próbek pobranych od mieszkańców Pomorza wykazało właśnie brytyjską, bardziej zakaźną mutację koronawirusa.

- Ta mutacja nie ma takich objawów, jak dodatkowo miał SARS-CoV-2, czyli nie ma utraty węchu, nie ma utraty smaku, natomiast są dolegliwości grypopodobne, czyli bóle mięśni, bóle głowy, bóle stawów, czasami występuje też podwyższona temperatura - mówił pomorski lekarz wojewódzki Jerzy Karpiński. I dodał, że ludzie często lekceważą objawy i zaczynają sami leczyć się w domu, co jest szczególnie niebezpieczne.

- Trwa to ponad 10 dni i potem w ciężkim stanie trafiają do szpitala i wyprowadzenie takiej osoby, doprowadzenie do pełnego zdrowia i życia jest bardzo trudne, dlatego przestrzegam wszystkich, nie należy leczyć się w domu, nie należy zwlekać. Przy każdych objawach należy udać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, zrobić sobie wymaz i podjąć się właściwego leczenia - dodaje lekarz.

W Polsce jest również obecny południowoafrykański wariant wirusa. Zakażona nim osoba pochodzi z okolic Suwałk. Ta mutacja ma pewne podobieństwa do wariantu brytyjskiego i podobnie do niego jest bardziej zdolna do przenoszenia.

Z kolei we wtorek brytyjscy i brazylijscy naukowcy ogłosili, że pierwsze badania brazylijskiego wariantu COVID-19 wskazują, iż, podobnie jak dwie pozostałe mutacje, może się on łatwiej rozprzestrzeniać i omijać system odpornościowy.

„Jednym z kluczowych aspektów, które będą kształtować przebieg pandemii, jest pojawianie się nowych wariantów wirusa. Mutacje wirusa SARS-CoV-2 nie są niczym zaskakującym ani niespotykanym. Mogą one wpływać na przykład na łatwiejsze szerzenie się czy większą lub mniejszą zjadliwość nowych form wirusa. (…) W przypadku SARS-CoV-2 pojawiły się już warianty, które potrafią się szerzyć szybciej niż wariant oryginalny. Jest to wykazane z dużym już prawdopodobieństwem w przypadku tzw. wariantu brytyjskiego (inaczej B.1.1.7, VOC 202012/01 lub 20I/501Y.V1), jak również tzw. wariantu południowoafrykańskiego (inaczej 20H/501Y.V2 lub B.1.351). W przypadku wariantu brytyjskiego dane sugerują, że choroba może mieć nawet cięższy przebieg niż przy zakażeniu wariantem poprzednio dominującym. Łatwiejsze szerzenie się wirusa oraz prawdopodobnie jego większa zjadliwość, to zła wiadomość. Oznacza ona, że przy takich samych restrykcjach będzie więcej zachorowań, większe zapotrzebowanie na opiekę szpitalną i większa umieralność. Oznacza ona również, że podwyższa się próg odporności zbiorowiskowej” - piszą w specjalnym oświadczeniu członkowie interdyscyplinarnego zespołu doradczego ds. COVID-19 powołanego w PAN.

- Ta pandemia jest bardzo ważną nauką dla ludzkości, bo nie zawsze można przewidzieć biologię. Najlepszym dowodem na to są warianty wirusa. To jest dla nas wielka lekcja pokory. Pytając o to, co dalej z pandemią, to trochę tak, jakby pani pytała mnie: Jaka będzie pogoda za rok? Nie wiem i nikt tego nie wie. Musimy traktować pandemię jak zjawisko atmosferyczne: akceptować jej dużą zmienność i dynamikę. Musimy nauczyć się żyć z pandemią. Ale do tego trzeba dojrzeć mentalnie. Zamiast łudzić się, że jutro wirus zniknie i powróci tzw. normalność, trzeba przystosować się do nowej sytuacji. To stałe zagrożenie, które prawdopodobnie zostanie z nami przez kolejne dziesiątki lat. Musimy włączyć to ryzyko do nowej normalności, do codziennego życia - mówi dr Paweł Grzesiowski, pediatra, immunolog, autor lub współautor ponad 250 publikacji z zakresu m.in.: szczepień ochronnych, terapii i kontroli zakażeń.

Więc będą kolejne fale pandemii? - pytam.

- Oczywiście, że będą. Pani pytania pokazują sposób myślenia współczesnej cywilizacji zachodniej. Zaraz wszystko minie, jutro będzie lepiej. Musimy zmienić to myślenie. Pani mnie cały czas pyta, czy jutro będzie deszcz. Może będzie, a może nie. Nie możemy wejść w naturę wirusa, która jest nieprzewidywalna. Mutacją rządzi przypadek. Już dzisiaj widzimy, że po roku pandemii wirus się nie wycofał, tylko się przezbraja. Zmienia się, dostosowuje się do nowego otoczenia. Kiedy ludzie zaczęli być trochę bardziej odporni, wirus się zmodyfikował, aby być skutecznym. Wytworzyliśmy szczepionki, więc teraz będzie zmieniał swoją strukturę, żeby móc znowu zaatakować tych zaszczepionych. Na tym polega biologia. Trzeba to uwzględnić w naszych planach. Przestać się obrażać na to, że ten wirus powstał, przestać kwestionować fakt, że żyjemy w nowej rzeczywistości. Człowiek zawsze na początku broni się tak, że chce pewne prawdy wyprzeć, ale fakty są, jakie są. Niestety, to tak jakby powstał nowy gatunek smogu i trzeba się pogodzić z tym, że on jest. Im szybciej przestawimy się na inne myślenie, włączymy to zagrożenie do codziennego życia, tym łatwiej będzie nam się z tym pogodzić. Nie łudźmy się, że szczepionki rozwiążą problem. Owszem, one uchronią nas przed śmiercią lub kalectwem z powodu COVID-19. Ale przecież wirus od szczepionki nie zginie. Już wiemy, że może zaatakować psa, kota, norki, myszy, małpy i chyba każdego innego ssaka. Wiec nawet jeśli wszyscy ludzie się uodpornią, on przeżyje. Zaatakuje inny gatunek, w którym przetrwa jakiś czas. Wygląda na to, że ten wirus ma takie mechanizmy, że uda mu się przetrwać

I jak z nim żyć?

- Trzeba przystosować się do nowej rzeczywistości, stworzyć system walki z zagrożeniem, system monitorowania wirusa, który będzie nas przed nim ostrzegał tak, abyśmy mogli wcześnie zareagować, podjąć działania prewencyjne. Na przykład sprawdzamy, ile osób trafia codziennie do szpitali, jeśli ta liczba przekracza pewien próg na danym terenie, natychmiast wprowadzamy ograniczenia. Działamy szybko, proaktywnie - każemy ludziom na dwa tygodnie zostać w domu, cykl wylęgania wirusa się nie zmienił, on wynosi dwa tygodnie. Powinna powstać sieć laboratoriów, które będą robić szybkie testy. Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że ktoś przyjdzie i poprosi nas o wymaz - to powinien być element naszego normalnego funkcjonowania. Życie z pandemią to takie życie, jak z innymi zagrożeniami, trzeba tylko zrozumieć, że wirusa nie pokona jakaś tajemnicza siła tylko myśl i technologia opracowana przez człowieka - tłumaczy dr Paweł Grzesiowski.

Świat szczepi się już kilkoma rodzajami szczepionek. Problem w tym, że zaczyna ich brakować. Liderem w szczepieniach przeciw COVID-19 jest Izrael. Tam szczepionkę otrzymała niemal połowa populacji. Już pod koniec stycznia pierwszą dawkę wstrzyknięto 82 proc. osób powyżej 60. roku życia. „Trwa wyścig zbrojeń. Pojawiają się nowe mutacje, w przyszłości będzie ich więcej. Oznacza to, że musimy gonić tak szybko, jak to możliwe, by zaszczepić najpierw grupy ryzyka w populacji, a następnie wszystkich innych” - powiedział premier Beniamin Netanjahu podczas wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym. W Polsce do tej pory wykonano 3 465 576 szczepień: 2 250 835 pierwszą i 1 214 741 drugą dawką. Według ekspertów, odporność populacyjną uzyskamy pod warunkiem, że zaszczepi się od 40 do 70 proc. Polaków, czyli w przybliżeniu między 15 a 26 mln. Ze słów rzecznika rządu wynika, że w tym roku jest szansa na uzyskanie takiej odporności.

„Jeżeli nie uda się zaszczepić 70 proc. osób z 38 mln Polaków, wówczas choroba cały czas będzie nam towarzyszyć” - mówił jeszcze przed rozpoczęciem szczepień dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie gen. prof. Grzegorz Gielerak. To rzeczywiście wyścig z czasem, bo jak mówią wszyscy moi rozmówcy, wirus cały czas mutuje i może stawać się coraz bardziej niebezpieczny”.

„Groźba wymknięcia się wirusa spod kontroli jest realna. Na szczęście dysponujemy już szczepionkami, a także sporą wiedzą. Realizacja programu szczepień jest jednak długotrwała i w skali globalnej niezmiernie zróżnicowana. Wszystko to sprawia, że w ciągu najbliższych lat nie można się spodziewać całkowitego powrotu do sytuacji sprzed pojawienia się COVID-19. Zatem zamiast wyczekiwać końca pandemii, musimy wszyscy szukać sposobów życia z wirusem. Nie powinny to być wprowadzane cyklicznie i nieprzewidywalne restrykcje, które rujnują gospodarkę, edukację i życie społeczne, lecz raczej tworzenie nowych norm społecznych związanych z ograniczaniem możliwości szerzenia się zakażeń” - piszą w specjalnym oświadczeniu członkowie interdyscyplinarnego zespołu doradczego ds. COVID-19 powołanego w PAN.

Nasze życie zmieniło się diametralnie. Bo okazało się, że czasami jedną skuteczną walką z pandemią jest lockdown, izolacja, jak najrzadsze kontakty z drugim człowiekiem. Zamknęliśmy się w swoich domach, dzielnicach, miastach. Powoli uczymy się żyć z pandemią, staramy się oswoić nową sytuację. Chodzimy w maseczkach, myjemy ręce częściej niż wcześniej. Przedsiębiorcy próbują się szybko przebranżawiać albo rozszerzać zakres swojej działalności, przenieśliśmy teatry i kina do sieci, młodzież robi internetowe imprezy: siadają przed komputerem, otwierają wino i gadają do rana. Uczymy się przez internet, robimy internetowe konferencje, pisarze w sieci czytają nam swoje książki. Pokazaliśmy też, że potrafimy zadbać o innych, pomóc tym, którzy tej pomocy najbardziej potrzebują. Robimy zakupy starszym sąsiadom, jeśli jakaś rodzina przechodzi kwarantannę, wyprowadzamy jej psiaka na spacery i dopytujemy przez telefon, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Ale gdzieś tam podświadomie bardziej niż wcześniej boimy się ludzi.

Prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, etyk mówił mi kiedyś, że wszelkie zarazy - podobnie jak inne ogromne traumy, choćby klęski głodu, nieurodzaju, suszy, choćby wojny - zawsze nas przemieniają. Wielki francuski pisarz powiedział ongiś, że „dżuma przewartościowała wszelkie wartości”.

- Jasne, że zmienił się sposób naszego życia. Chociaż jedna trzecia społeczeństw udaje, że ich nowa sytuacja nie dotyczy. Stąd te wydarzenia w Zakopanem czy Sopocie, to taka zabawa za wszelką cenę, karnawał za wszelką cenę. Czarne karnawały oberwaliśmy podczas wszystkich pandemii. Żyjemy pod brzemieniem grozy, dalsi od siebie na różne sposoby. Posypały się wiązane przez lata reguły zachowań. Mamy zrujnowany pejzaż kulturowy, społeczny i gospodarczy - mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, etyk.

Nie będzie już normalnie?

- Wciąż walczymy z niewidzialną apokalipsą i nie wiadomo, jak ta walka się skończy. Owszem, będziemy się starali żyć normalnie, ale ta normalność będzie podszyta lękiem i niepokojem - wzrusza ramionami profesor.

Co z tej apokalipsy jednak wyniknie, co wyłoni się z tej przemiany?

- Trudno powiedzieć. Chciałbym, oczywiście, żeby się zmieniła jakoś nasza wrażliwość, żeby wyłoniło się z tego bardziej czułe i odpowiedzialne spojrzenie na świat i nas samych - ale boję się, że mogą to być tylko pobożne życzenia - mówi.

Nie wszyscy wytrzymują presje. Restauratorzy, właściciele dyskotek mówią: „dość” rządowym obostrzeniom związanym z pandemią. Wynajmują prawników i otwierają swoje biznesy. Ich argument jest właściwie jeden: pomoc państwa jest niewystarczająca. Jeśli nie zaczną pracować, stracą wszystko. Wybór wydaje się oczywisty, bo jednak zdrowie i życie wydaje się ważniejsze niż pieniądze, tyle tylko że te pieniądze to byt tysięcy polskich rodzin. A wiele z nich stoi właśnie na skraju bankructwa. Ciężko jest w branży gastronomicznej, hotelowej, branży fitness, zamykają się kolejne biura podróży. Nic więc dziwnego, że niektórym puszczają nerwy. Już na początku lutego do Prokuratorii Generalnej wpłynęły z sądów dwa pozwy związane z lockdownem. Oba dotyczą żądań odszkodowawczych. Jeden z nich opiewa na kwotę ok. 215 tys. zł i został wytoczony przez właściciela galerii handlowej. Drugi na kwotę ok. 458 tys. zł został złożony przez właściciela sieci siłowni. Trzeba jakoś rozwiązać ten problem, bo lokalne lockdowny mogą stać się codziennością i wszyscy będziemy musieli się w tej nowej codzienności odnaleźć.

Dr Paweł Grzesiowski na koniec mówi tak: - Zaszczepienie wszystkich ludzi na kuli ziemskiej potrwa kilka, a może nawet kilkanaście lat. Przecież w Afryce, Azji, Ameryce Południowej są tereny mało dostępne, bez cywilizacji, bez systemu opieki zdrowotnej. Szczepienie przeciwko ospie prawdziwej trwało 200 lat, w tym przypadku 5-10 lat to minimum. A dopóki chociaż jeden zakątek świata nie będzie kontrolował wirusa, zawsze będzie mógł stamtąd przyjść do nas nowy jego wariant. I zniszczyć wszystko, co zrobiliśmy do tej pory. Minął rok z pandemią, to czas na refleksję. Pandemia to nie tornado, nie przejdzie w pół godziny, pozostawiając zgliszcza po sobie, to nowa choroba, która może zostać z nami na długo i, powtarzam, musimy nauczyć się z nią żyć. To maraton, a nie sprint.

Prawa człowieka ograniczane. Pretekstem jest pandemia

Wideo

Materiał oryginalny: Pandemia to maraton, nie sprint. Musimy nauczyć się z nią żyć - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie