Prof. Krzysztof Zieniewicz: Liczba dawców narządów zaczęła spadać

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Prof. Krzysztof Zieniewicz, chirurg, transplantolog kliniczny, onkolog. Kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wiodącego ośrodka transplantacji wątroby w Polsce
Prof. Krzysztof Zieniewicz, chirurg, transplantolog kliniczny, onkolog. Kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wiodącego ośrodka transplantacji wątroby w Polsce Materiały prasowe
Transplantologia jest jedyną dyscypliną medycyny, która nie ma szans się rozwinąć, jeżeli nie ma akceptacji społecznej. Jeśli społeczeństwo nie akceptuje faktu przeszczepiania narządów, to nigdy to społeczeństwo nie da z siebie potencjalnego dawcy. A jak nie ma dawcy, to nie ma transplantacji. Nie ma od kogo pobrać narządów, żeby przeszczepić chorym – mówi prof. Krzysztof Zieniewicz, szef Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Pierwsza w Polsce transplantacja i retransplantacja wątroby u kobiety zakażonej koronawirusem to duże wydarzenie w świecie medycznym?

W Polsce tak, w Europie również. Pacjentką była młoda kobieta, która miała pilne wskazania do transplantacji wątroby z powodu toksycznej, ostrej niewydolności. Już w trakcie badań i przygotowywania do zaplanowanej ze wskazań życiowych transplantacji okazało się, że ma dodatni wymaz w kierunku SARS-CoV-2.

Okazało się to kilka godzin przed zaplanowaną operacją?

Tak jest. Gdybyśmy wówczas zrezygnowali z operacji, to z całą pewnością dla chorej skończyłoby się tragicznie.

Na czym polegała trudność tej operacji?

Pierwsza trudność dotyczyła kwestii decyzyjnej, bowiem do tej pory nie staliśmy przed tego rodzaju wyzwaniem; nie znaliśmy problemu. Dalej mamy ograniczoną wiedzę, jak transplantacja wątroby i później leczenie immunosupresyjne może wpłynąć na losy biorców wątroby z infekcją SARS-CoV- 2. Z doświadczeń europejskich wiadomo – zresztą uczestniczymy jako ośrodek transplantacji wątroby w programie rejestru pacjentów z SARS-Cov—2 wśród wielu ośrodków europejskich – że odsetek zgonów po transplantacji w tej grupie biorców sięga 25-30 procent. Nie potrafimy jeszcze wyjaśnić mechanizmów czy przyczyny takiej sytuacji. Zatem pierwsza sprawa to decyzja, że podejmujemy takie wyzwanie. To było jak wyjazd w nieznane, nie wiadomo, dokąd pojedziemy i czym to się skończy. Druga trudność, w pewnym sensie wpisana w samą procedurę, to konieczność zachowania wszystkich warunków bezpieczeństwa epidemiologicznego dla całego zespołu, który podejmował to wyzwanie. Mam tu na myśli nie tylko chirurgów, którzy musieli się przebrać w indywidualne zestawy ochronne; to również anestezjologów, instrumentariuszki, panie salowe, krótko mówiąc wszystkich, którzy uczestniczyli w pierwszej operacji, a jak się później okazało, nastąpiła konieczność podjęcia drugiej.

Pacjentka – młoda dziewczyna miała chyba mnóstwo szczęścia, bo kiedy pierwsza wątroba się nie przyjęła, znalazł się drugi dawca. To chyba nie zdarza się często?

Rzeczywiście, trzeba tu mówić wyraźnie, że był to wyjątkowo korzystny zbieg okoliczności; wyjątkowe szczęście. Ale na pewno trzeba tu powiedzieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze, sytuacja, która zmusiła nas do retransplantacji, a którą w języku transplantologów nazywamy pierwotnym niepodjęciem funkcji przez przeszczepiony narząd, zdarza się bardzo rzadko; to minimalny procent przypadków, które dotyczą chorych po przeszczepieniu wątroby. Nie znamy przyczyny, prawdopodobnie leży ona gdzieś w sferze immunologicznych niezgodności, choć do końca tego nie wiadomo a czynników zapewne jest więcej. Druga kwestia jest taka, że najprawdopodobniej infekcja SARS-CoV-2 nie była tego bezpośrednią przyczyną. A jeżeli, to na pewno nie decydującą. Niestety, nie możemy tego potwierdzić ani wykluczyć. A trzecia sprawa – i to jest rzeczywiście fakt nie do podważenia – że nawet w naszych realiach dostępność narządów w sytuacji super pilnej transplantacji jest nieprzewidywalna. Taki narząd można otrzymać dzięki staraniom koordynatorów Poltransplantu w ciągu kilku godzin, ale czasem trzeba czekać dwa, trzy, pięć dni. Niejednokrotnie stajemy wobec dramatu, że chory, potrzebujący pilnie narządu, umiera zanim dojdzie do pojawienia się w rejestrach dawcy takiego narządu.

W tym konkretnym przypadku to nie był też przeszczep rodzinny, prawda?

Nie był. Za każdym razem była to wątroba pobrana od osoby zmarłej, oczywiście zgodna immunologicznie. Dodatkowym utrudnieniem było dopasowanie rozmiaru wątroby, bo biorczyni jest osobą szczupłą; była więc konieczność zachowania proporcji, żeby potencjalnie przeszczepiana wątroba mogła bez problemów zmieścić się w obrębie prawego podżebrza, pod przeponą biorczyni.

Od tego czasu upłynęło kilka miesięcy. Jaki jest stan pacjentki i jakie są rokowania? Jak długo można żyć z przeszczepioną wątrobą?

To jest bodaj piąty miesiąc po przeszczepieniu; pacjentka jest w bardzo dobrym stanie ogólnym. Jest w domu; okresowo jest kontrolowana w poradni transplantacyjnej zgodnie z określonym algorytmem, przez naszych transplantologów i hepatologów, czyli pracowników Kliniki Hepatologii naszego uniwersytetu. Mówiąc ogólnie, historia transplantacji wątroby nazywana jest kolokwialnie „success story”, czyli historią sukcesu. Głównie z tego powodu, że, po wypracowaniu pewnych technicznych schematów chirurgicznych, postępy immunosupresji, opieki przed, pooperacyjnej pozwoliły na osiąganie naprawdę wieloletnich przeżyć. W dobrych ośrodkach około 90 procent chorych przeżywa rok; 5 lat przeżywa w granicach 77 procent, 10 lat – 61 procent chorych, a przeżycia 20-25-letnie w Europie i u nas też wcale nie są rzadkością. Nasza „najstarsza” chora – w sensie przeszczepienia – żyje ponad 26 lat. Pierwsza transplantacja, udana w Polsce, którą udało się przeprowadzić w naszym ośrodku i w naszym zespole, miała miejsce 30 grudnia 1994 roku. Ta pierwsza pacjentka żyje i ma się znakomicie.

Gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy, wspominałam, że w 1996 roku w Paryżu, w klinice Neckera byłam, jako dziennikarka, przy transplantacji wątroby polskiego dziecka. To był przeszczep rodzinny.

Przepraszam za ścisłość natury semantycznej, ale o procedurze transplantacji mówimy, że to jest przeszczepienie. Natomiast przeszczep to narząd, który jest przedmiotem przeszczepienia. O ile mówi się potocznie o przeszczepie wątroby, to prawidłowo powinno się mówić o przeszczepieniu wątroby, czy przeszczepieniu serca. Synonimem jest oczywiście pochodząca z łacińskiego transplantacja.

Zapamiętam. Tamto przeszczepienie, które było niezwykle kosztowne, niestety się nie udało. Jak długo trzeba było czekać na to, aby tego rodzaju operacje mogły się odbywać w Polsce?

Wbrew pozorom bardzo niedługo. O ile pamiętam to był 1999 rok, kiedy rozpoczęliśmy program, zresztą zainspirowani przez

Spis Powszechny 2021: są pierwsze kary za odmowę spisania się

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Krzysztof Zieniewicz: Liczba dawców narządów zaczęła spadać - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie