Raport. Co piąty Polak okradziony jest z tożsamości

Stanisław Cybruch
Stanisław Cybruch
Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license. Adaiyaalam
To bardzo niepokojący raport. Blisko 20 procent dorosłych Polaków padło ofiarą kradzieży tożsamości. Wykorzystują je oszuści dla zdobycia korzyści majątkowej. Średnia strata, według raportu, wynosi 35 tys. zł, wyciąganych zwykle z banku.

To bardzo poważny sygnał: w Internecie krążą nasze dane osobowe, które w różny sposób zdobywają hakerzy lub osoby z siatki przestępczej. Ogłoszono w tej sprawie wyjątkowo niepokojący raport. Z jego danych wynika, że 17 procent dorosłych Polaków, padło ofiarą kradzieży tożsamości. Aż 46 proc. z tej statystycznej grupy, zostało okradzionych ze środków finansowych, pozostających na rachunkach bankowych. Średnia strata na osobę, z powodu kradzieży danych w Polsce, wynosiła 35 tys. zł.

Wykradzione dane wykorzystują dla celów przestępczych najróżniejsi oszuści i złodzieje. Oszust rekordzista – według raportu - próbował wyłudzić na skradzione dane prawie 4,4 miliona złotych. Osoba czy osoby, na którą wystawiał rachunki, np. w banku, miałaby (miałyby) niekończące się spotkania z prokuratorem i procesy sądowe oraz nakazy realizacji zaciągniętych przez oszusta, kilkumilionowych kredytów.

Raport przygotowany – według - http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/412971,kradziez-tozsamosci-w-internecie-na-co-uwazac-jakie-dane-kradna-zlodzieje.html - na potrzeby międzynarodowej kampanii: "Nie daj się okraść, chroń swoją tożsamość" pokazuje, że nieuczciwe wykorzystywanie obcych danych, dotyka najczęściej osób w wieku od 35 do 44 lat. Metody ich wyłudzania czy zdobywania bywają różne, często zaskakująco proste – może to być nawet fikcyjna oferta pracy, z prośbą o podanie prywatnych informacji. Takim sposobem, jak podaje raport, posłużono się w 15 proc. przypadków.

Są także znacznie prostsze sposoby: dane są w Internecie, po tym jak sami podaliśmy je różnym instytucjom, które nie powinny ich od nas żądać, bo nie mają takiego prawa, ale wymagają i przechowują w swoich bazach. Opisałem przypadki w - https://naszemiasto.pl/sprzedaz-danych-uzytkownikow-facebooka-bloger-kupil-je-za/ar/c11-4494614 - sprzed kilku lat żądania danych, pod pretekstem lepszego zabezpieczenia naszego konta na Facebooku, po czym okazało się, że stają się one przedmiotem handlu w sieci. Wystarczy, że choć raz takie informacje trafią do Internetu, wtedy nawet po usunięciu, pozostają na serwerach niemal na zawsze.

Przykładem zdobywania danych jest także wykorzystywanie w sposób niezbyt bezpieczny aplikacji internetowych – mówi agencji informacyjnej Newseria, Michał Kurek, starszy manager w dziale zarządzanie ryzykiem informatycznym firmy Ernst & Young. "Wiele osób ma takie same hasła do wielu usług w Internecie. Wystarczy, żeby wyciekło w danym sklepie, albo nawet zostało wyłudzone przez hakera, a ten ma już dostęp do naszej skrzynki prywatnej. Jeżeli wysyłaliśmy do jakieś instytucji skan dowodu, to może przejąć tego rodzaju poufne informacje" – ostrzega manager Kurek.

Jeden z mało znanych nam sposobów zdobywania danych osobowych, jakimi dysponują spece od nowoczesnej techniki elektronicznej, może być nasz telefon komórkowy, który potrafi przekazać poszukiwaną informację na zewnątrz. Rozwój bankowości mobilnej – zdaniem znawców - każe nam zadawać pytania, zarówno sobie, jak i naszym partnerom, oferującym tego typu usługi, na ile "bezpiecznym kanałem komunikacyjnym jest kanał, który został dla nas przygotowany" – podaje http://www.ekonomia24.pl/artykul/941370.html?print=tak&p=0.

Najczęstszym i najprostszym sposobem, przynajmniej od niedawna, uzyskiwania adresów, numerów konta bankowego, numeru PESEL czy numeru karty kredytowej, itp., przez oszustów jest "mail niby z banku", zawierający prośbę o potrzebę aktualizacji naszych danych osobowych lub hasła. Może to być także "telefon od konsultanta", który przedstawia się jako pracownik banku (10 proc. takich przypadków) lub prośba o wsparcie fikcyjnej "organizacji charytatywnej" (23 proc.). Poważny problem w tym, że spośród ogólnej liczby okradzionych z tożsamości Polaków, aż 63 procent nie wie, kiedy i jak do tego doszło.

Zwykle - po kilku miesiącach, czasem po pół roku, albo i później - przychodzi listem poleconym jakieś "wezwanie o zapłacenie ogromnych kwot" i dopiero wtedy okazuje się, że padliśmy ofiarą tego rodzaju perfidnego przestępstwa – mówi manager Ernst & Young. Raport wykazuje, że średnio w Polsce kradzież tożsamości odkrywana jest dopiero po roku, od jej zaistnienia.

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej - 2010 roku było 7,9 tys. prób wyłudzenia pieniędzy, przy pomocy zastrzeżonych dokumentów, na ogólną kwotę 500 mln zł. W 2011 roku – 7,2 tys. prób, ale już na kwotę 600 mln zł. A tylko jeden rekordzista próbował wyłudzić blisko 4,4 mln zł.

Badanie i analizę wyników kradzieży tożsamości przeprowadziła brytyjska niezależna agencja - Dynamics Markets Limited UK, zajmująca się doradztwem i badaniem rynku - na zlecenie firmy Fellowes, w 9 krajach europejskich, w tym w Polsce, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Rosji, Francji, Holandii, Belgii, Włoszech i Hiszpanii, na próbie 5,5 tys. pełnoletnich pracowników i konsumentów.

Stanisław Cybruch

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie