Ryszard Tarasiewicz: Robert Lewandowski potrzebuje podań ze skrzydeł. Jeśli reprezentacja będzie grała środkiem, zabraknie goli [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
robert lewandowski i kamil grosicki
robert lewandowski i kamil grosicki Bartek Syta
- Reprezentacja Polski powinna wyjść z grupy mistrzostw Europy, a dalej wszystko będzie możliwe. Ważna będzie jednak dyscyplina taktyczna i przygotowanie fizyczne - uważa Ryszard Tarasiewicz, 58-krotny reprezentant Polski, uczestnik mundialu 1986, były pomocnik m.in. Śląska Wrocław i AS Nancy oraz trener m.in. Śląska, Jagiellonii Białystok, Pogoni Szczecin i GKS-u Tychy.

Tomasz Dębek: 27 piłkarzy reprezentacji Polski przygotowuje się w Opalenicy do mistrzostw Europy. Poza Radosławem Majeckim wszyscy są pewni wyjazdu na EURO, o ile ominą ich wypadki losowe. Z perspektywy trenera wydaje się to panu dobrym ruchem? Nie będzie rozczarowań związanych z odrzuceniem graczy tuż przed turniejem, ale też zażartej rywalizacji o skład.
Ryszard Tarasiewicz: Takie są ustalenia sztabu szkoleniowego. Dla trenera to indywidualna preferencja. Jeśli chodzi o piłkarzy, każdy liczy na miejsce w podstawowej jedenastce i będzie dawał z siebie wszystko na treningach.

Powołania w jakimś stopniu pana zaskoczyły?
W większości nie. Najgorętszym tematem było powołanie Kamila Grosickiego tylko na listę rezerwowych. Moim zdaniem mógł się on reprezentacji przydać. To zawodnik, który nadaje dynamiki ofensywnej grze, umie wygrywać pojedynki. Mogą zdarzyć się na EURO sytuacje, że będziemy gonić wynik z nieco cofniętym przeciwnikiem. „Grosik” by się do takich zadań przydał. Ale decyzja została podjęta, trzeba ją uszanować. W 1998 r. Aimé Jacquet zdobył mistrzostwo świata bez Davida Ginoli i Erica Cantony. A oni grali wtedy w klubach. Kamil niestety nie może się tym pochwalić.

ZOBACZ TEŻ:

Regularnie w Rosji grał za to Sebastian Szymański, znalazł się nawet w niektórych 11 sezonu. Mimo tego także jest tylko na liście rezerwowej.
Wydaje mi się, że powołania były determinowane systemem 3-5-2, który preferuje Paulo Sousa. Szymański może grać w środku, selekcjoner widzi tam jednak innych zawodników. Jeśli chodzi o boki, to piłka idzie w tym kierunku, że zawodnicy muszą przede wszystkim dysponować dużą mocą i szybkością. Nawet kosztem techniki.

Dla naszej kadry 3-5-2 może być optymalną taktyką?
To bardzo niebezpieczne ustawienie. Trzeba w nim naprawdę dobrze funkcjonować. Jeżeli wahadłowi nie zdążą z powrotem do obrony, robi się mnóstwo wolnych przestrzeni. Rywal, który potrafi szybko przenieść ciężar gry z defensywy do ataku, będzie to w stanie wykorzystać. Hiszpanie, Szwedzi, a nawet Słowacy należą do takich zespołów. Trzeba będzie być bardzo uważnym. W niektórych meczach czy sytuacjach Sousa będzie korygował pewne rzeczy. Np. na początku próbował z tyłu Bartosza Bereszyńskiego, ale szybko przekonał się, że musi tam grać trzech typowych stoperów. Role wahadłowych będą pewnie pełnić boczni obrońcy. Stąd też mniej miejsc dla skrzydłowych w kadrze.

Sousę goni czas. Czerwcowe sparingi z Rosją i Islandią będą dla niego meczami numer 4 i 5 z naszą reprezentacją. Patrząc na trzy pierwsze spotkania widzi pan więcej powodów do optymizmu czy pesymizmu przed EURO?
Raczej optymizmu. Mecze na „dzień dobry” dla Sousy były poprzedzone trzema dniami treningów. Teraz czasu jest więcej, można dopracować pewne rzeczy. To nie liga z okresem przygotowawczym i 30. kolejkami, gdzie jeśli coś nie wypali od razu, można to poprawić. Reprezentacja zagra dwa sparingi, a już 14 czerwca czeka nas pierwszy, cholernie ważny mecz ze Słowacją. Nie mówię, że będzie łatwo, ale to teoretycznie słabszy rywal od Hiszpanii i Szwecji. Zwycięstwo postawi nas w bardzo korzystnej sytuacji. Wyjście nawet z trzeciego miejsce w grupie będzie już na wyciągnięcie ręki. Każdy inny wynik sprawi jednak, że presja w kolejnych meczach będzie ogromna.

ZOBACZ TEŻ:

Hiszpania zagra bez Sergio Ramosa i piłkarzy Realu Madryt, Szwecja bez Zlatana Ibrahimovicia. Brak wielkich gwiazd u rywali dodaje wiary w to, że można będzie z nimi powalczyć?
Wiemy, czego można się po tych zespołach spodziewać. Oczywiście, futbol się zmienia. Przykładem jest liga angielska, gdzie nie polega się już na podaniach krosowych i dośrodkowaniach. Piłka jest tam teraz dużo bardziej techniczna. Aż takiej zmiany u Hiszpanów i Szwedów nie ma co wypatrywać. Pierwsi będą grali swoje, z dużą swobodą i dozą improwizacji. U drugich to wciąż będzie solidny, agresywny futbol oparty na doskonałym przygotowaniu fizycznym. Patrząc na naszych zawodników i kluby, w których grają, Szwedzi nie mają wielu lepszych piłkarzy. Żeby walczyć z takimi drużynami, należy jednak spełnić podstawowy warunek. Absolutnie zaangażować się w realizację planu nakreślonego przez trenera. Dzięki przygotowaniu i dyscyplinie drużyny skandynawskie czy Niemcy osiągały turniejowe sukcesy.

Dużo mówiło się o zmianie lokalizacji naszych meczów z Bilbao i Dublina na Sewillę i Petersburg. Dalekie podróże mogą być problemem?
Nie ulega wątpliwości, że to nie ułatwi sprawy. Ale jeżeli zawodnicy będą dobrze przygotowani pod względem motorycznym, a na pewno będą, to 72 godziny w pełni wystarczą wytrenowanemu organizmowi na regenerację. Poza tym piłkarze nie będą jechali pociągiem na stojąco, jak na handel do Budapesztu. Korzystniejsze by były krótsze podróże, ale nie ma co tego roztrząsać. Piłkarze muszą wyjść na boisko i grać tak, jak grają w klubach, gdzie nie są tłem dla innych.

Z jakiego wyniku będziemy mogli być zadowoleni?
Wszyscy liczą na to, że wyjdziemy z grupy. Myślę, że tak się stanie. Później już wszystko jest możliwe. Bez względu na to, z kim zagramy, w fazie pucharowej każdy wynik jest możliwy. Działa to oczywiście w dwie strony. Można być lepszym i odpaść, ale też grać przeciętnie i awansować. Na koniec liczy się tylko liczba goli. W czasie turnieju trzeba będzie myśleć krótkoterminowo. To slogan, ale do każdego meczu należy podchodzić jak do najważniejszego. Bardzo ważne będą obserwacje sztabu szkoleniowego. Nie ma czasu na eksperymenty i czekanie na to, że ktoś „odpali” w następnym meczu. Muszą grać ci, którzy będą danego dnia w najlepszej formie. Umiejętności piłkarskie w naszej drużynie nie są aż tak rozbieżne, żeby ktoś miał miejsce w składzie tylko za nazwisko.

Oczekiwania przed turniejami zawsze są ogromne. Myśli pan, że ze względu na niedawną zmianę selekcjonera kibice je nieco obniżą?
Powiem tak, jeśli zatrudnia się obcokrajowca, piłkarza czy trenera, to musi stanowić on wartość dodaną. Zagraniczne kluby nie biorą naszych piłkarzy tylko dlatego, że kiedyś papież był Polakiem. Chcą jakości, której nie zapewnia im miejscowy zawodnik. Skoro PZPN zatrudnił Sousę, to uważa, że żaden Polak nie był w stanie zrobić lepszej roboty niż on.

Zmiana selekcjonera ogłoszona pod koniec stycznia była dla pana zaskoczeniem?
Nie. Gdyby został Jurek Brzęczek i nie osiągnął wyniku, wszyscy by narzekali, że trzeba było coś zmienić. Jeżeli Sousie nie wyjdzie, decyzja o jego zatrudnieniu też będzie krytykowana. Ideologię zawsze można dorobić po fakcie. Teraz naprawdę trudno ocenić, czy zmiana była właściwa.

ZOBACZ TEŻ:

Za Brzęczka reprezentacja nie potrafiła wykorzystać atutu w postaci najlepszego napastnika świata. Robert Lewandowski imponuje formą, ale młodszy już nie będzie. To może być jedna z ostatnich okazji, by poprowadził reprezentację do dużego sukcesu? W czasie mundialu w Katarze, jeśli awansujemy, będzie miał już 34 lata.
Zobaczymy, jak długo będzie grał na najwyższym poziomie. To nie jest typ napastnika, który przejmie piłkę na 30. metrze, okiwa dwóch rywali i wpadnie w pole karne. Strzela ładne gole, nie dostawia nogi na trzecim metrze jak Gerd Mueller. Potrzebuje jednak podań i sytuacji, które stwarzają nieustannie gracze Bayernu. W klubie prawie zawsze jest blisko bramki, a grę napędzają boczne sektory. W reprezentacji, jak na mój gust, zbyt często cofał się do drugiej linii. Przy nowym ustawieniu z piątką w pomocy, szósty zawodnik nie będzie tam potrzebny. A przy szybkim kontrataku to on powinien zamykać akcję. W niektórych meczach kadry brakowało go w polu karnym.

W jaki sposób najlepiej wykorzystać jego umiejętności?
Nie możemy też skupić się na zawężaniu pola gry i rozgrywaniu piłki środkiem. Lewy nie będzie wtedy zdobywał bramek. Najgroźniejszy jest po akcjach z bocznych sektorów. Tam jednak trzeba wygrywać pojedynki, penetrować pole karne i dogrywać piłki do Lewandowskiego czy Milika. Boczni obrońcy na wahadłach nie będą robili tego tak dobrze jak klasyczni skrzydłowi. Musi być też trzech, czterech zawodników w polu karnym, żeby było komu dograć piłkę. Te akcje muszą być powtarzane wielokrotnie w każdej połowie. O Roberta jestem spokojny. Bardzo inteligentnie porusza się w polu karnym. Wie, kiedy zejść na dany słupek, czy zajść za plecy przeciwnika, czy wyskoczyć przed niego. Jeśli będziemy wygrywać pojedynki na skrzydłach, dostanie swoje piłki. Jeżeli jednak wahadłowi zaczną schodzić do środka i zagęszczą już tłoczne pole gry, może i będziemy w posiadaniu piłki, ale nic z tego nie wyniknie.

Kto według pana jest faworytem całego turnieju?
Może z sentymentu, bo mieszkałem tam wiele lat, stawiam na Francję. Mają świetną, zrównoważoną drużynę. Szczelną obronę, ale i ogromną siłę rażenia. Zwłaszcza po powrocie Karima Benzemy.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Czy reprezentacja Polski wyjdzie z grupy na EURO 2020?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Tokio Raport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie