Dziś każda firma zatrudniająca pracowników wykonujących pracę w szczególnie uciążliwych warunkach ma obowiązek zapewnić im jeden ciepły posiłek dziennie, a jeśli to niemożliwe – przekazuje pracownikom bony, talony lub karty przedpłacone, którymi ci mogą płacić za posiłki w stołówkach, barach i restauracjach
[4/10]

Schabowy z ulgą (i popitką) od państwa? Tak ma działać bon gastronomiczny. Sfinansują go głównie… pracodawcy. Restauratorzy sceptyczni

Dziś każda firma zatrudniająca pracowników wykonujących pracę w szczególnie uciążliwych warunkach ma obowiązek zapewnić im jeden ciepły posiłek dziennie, a jeśli to niemożliwe – przekazuje pracownikom bony, talony lub karty przedpłacone, którymi ci mogą płacić za posiłki w stołówkach, barach i restauracjach. „Łaska” państwa polega na tym, że zwalnia z podatku dochodowego i składek na ZUS bony (talony, karty) o wartości do 190 zł na pracownika miesięcznie. Powyżej tej kwoty trzeba zapłacić i PIT, i ZUS.

Bon gastronomiczny, zapowiedziany kilkanaście dni temu przez premiera Mateusza Morawickiego, nie będzie bliźniakiem bonu turystycznego, lecz ulgą podatkową dla pracodawców, którzy zechcą ufundować swoim pracownikom posiłki o wartości do 400 złotych miesięcznie. W założeniu władzy, ma to pomóc rozruszać polską gastronomię ponoszącą gigantyczne straty z powodu pandemii i wielomiesięcznego zamknięcia przez rząd całych sektorów gospodarki. Przedstawiciele branży są jednak bardzo sceptyczni. Ich zdaniem proponowany przez rząd system bonów gastronomicznych jest zbyt skomplikowany i w tej formie naprawdę nic nie da. Postulują wprowadzenie prostego bonu gastronomicznego – „do ręki”. Powinien zeń bez biurokracji skorzystać każdy Polak. Najbardziej pomogłoby jednak gastronomii np. trzyletnie obniżenie VAT na wszystkie produkty i usługi gastronomiczne do 5 procent.

Najnowsze wiadomości

reklama