"Sprawa Makropulos", czyli tajemnica długowieczności

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Eva Johansson (Emilia Marty)
Eva Johansson (Emilia Marty) Teatr Wielki Opera Narodowa
Czeski kompozytor, szwajcarski reżyser, plejada gwiazd z Danii, Stanów i Anglii oraz polskich wykonawców, a także niebanalny temat i prolog rodem z kina niemego - to przepis na znakomitą operę.

"Sprawa Makropulos" jest jednym z najświetniejszych dzieł muzycznego modernizmu. Libretto Leoša Janáčka, stworzone na podstawie sztuki Karela Čapka, opisuje prawie stuletni proces sądowy Gregor kontra Prus. Przedmiotem sporu jest majątek Loukov, który pierwotnie należał do barona Josefa Ferdinanda Prusa. Po jego śmierci w 1827 roku pojawiło się dwóch spadkobierców - Emmerich Prus, kuzyn zmarłego oraz Ferdinand Gregor, któremu Josef Prus rzekomo zapisał majątek. Proces trwa w nieskończoność, a majątek przechodzi z rąk do rąk.

Obecnie jest 1922 rok i wkrótce ma się odbyć decydująca rozprawa, która rozstrzygnie spór. Szala zwycięstwa przechyla się na stronę rodziny Prusów. Nagle w biurze pojawia się Emilia Marty, która wie, gdzie ukryty jest testament zmarłego prawie 100 lat temu barona. Skąd ma tak ważne informacje, które mogą pomóc Gregorowi w wygraniu procesu? A może to zwykła mistyfikacja?

Trzeba przyznać, że reżyser Christoph Marthaler stanął na wysokości zadania i wykazał się inscenizacyjnym kunsztem. Dodał do libretta Janáčka prolog, który bardziej pasujące do kina niemego niż do opery oraz dwie śmieszne sceny. Początek sztuki jest niekonwencjonalny - cisza jak makiem zasiał. Z boku sceny, za szybą znajdują się dwie postacie, które o czymś rozmawiają. Jednak nie można niczego usłyszeć. Na górze ekranu pojawiają się napisy. Początkowo myślałam, że to falstart, bo przecież nie zaczęli jeszcze śpiewać. Zaczęłam obserwować reakcję widzów. Patrzyli jak zaczarowani na tę nietypową dla opery scenę. Nagle pojawił się napis "krótka cisza", który w tych okolicznościach wywołał falę gromkiego śmiechu. Muszę przyznać, że pierwszy raz spotkałam się z niemą sceną w operze. Dotychczas dźwięki muzyki poważnej towarzyszyły bohaterom bez przerwy, były tłem wszystkich wydarzeń.

Kolejnym nietypowym elementem jest sam temat opery, oparty na mistycyzmie i alchemii. Okazuje się bowiem, że Emilia Marty żyje już 337 lat, a to dzięki prastarej recepturze wymyślonej przez cesarza-alchemika Rudolfa II. Oczywiście informacje są dozowane publiczności, być może w zbyt małych dawkach. Przez co przedstawienie może być dla niektórych nużące. Jest to jednak celowy zabieg, który ma uśpić czujność widza. Najlepsze jest bowiem zaskakujące zakończenie, które robi duże wrażenie.

W rolę Emilii Marty wcieliła się duńska diva Eva Johansson, która cudownie interpretowała swoje partie i stworzyła znakomitą kreację aktorską. Na uwagę zasługuje także Joanna Cortes, która choć zagrała niewielką rolę pokojówki, potrafiła ją świetnie wyeksponować. Dobrze poradzili sobie także Raymond Very jako Albert Gregor, Jason Howard jako Jaroslav Prus oraz Anna Bernacka jako Krista, początkująca i niepewna swojego talentu śpiewaczka. Warto wspomnieć, że sztuka oparta jest na melorecytacji, która jest niezwykle trudna do zaśpiewania. Dodaje to jej jeszcze większej wartości. Całości dopełnia ekspresjonistyczna muzyka wykonywana przez orkiestrę pod dyrekcją Gerda Schallera.

Scenografia Anny Viebrock, utrzymana w szaroburych kolorach, przedstawia ogromną, pustą salę sądową. Z jednej strony jest minimalistyczna, z powodu swej prostoty, z drugiej - monumentalna. Potęguje to poczucie zagubienia, samotności i obojętności wobec siebie bohaterów. Kostiumy bohaterów, za które odpowiedzialna jest także Viebrock, utrzymane są w odcieniach szarości i brązu. Mężczyźni noszą beżowe prochowce i kapelusze, zaś kobiety występują w szarych sukienkach i garsonkach. Wyjątek stanowi pierwszy akt, w którym Emilia Marty ma na sobie czarno-czerwoną sukienkę z białym krzyżem.

Polecam tę sztukę miłośnikom opery, którzy lubią przełamywanie konwencji. Przedstawienie zaskakuje swoją kryminalną tematyką. Z pewnością będzie to wyjątkowy wieczór, podczas którego można odkryć tajemnicę długowieczności.

"SPRAWA MAKROPULOS"
Opera w trzech aktach

Muzyka: Leoš Janáček
Libretto: Leoš Janáček wg dramatu Karela Čapka
Reżyseria: Christoph Marthaler
Scenografia i kostiumy: Anna Viebrock
Dyrygent: Gerd Schaller
Prapremiera: Národní Divadlo, Brno, 18 grudnia 1926
Premiera polska: Teatr Wielki Opera Narodowa, Warszawa, 17 lutego 2013

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie