MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Tak funkcjonuje polska baza w Iraku

Piotr Biegała
Piotr Biegała
Wschód słońca nad Irakiem.
Wschód słońca nad Irakiem. Piotr Biegała
Piotr Biegała opisuje jak wygląda życie polskich żołnierzy w irackim Al Kut w prowincji Wasit. W dużej bazie wojskowej stacjonuje wielonarodowa dywizja pod polskim dowództwem. - Miałem okazję spędzić w bazie jakiś czas i obserwować jak działa taki wielonarodowościowy organizm - pisze Piotr.

Baza zajmuje olbrzymi obszar - na jej środku znajduje się duże lotnisko z dwoma pasami startowymi. Nie powstała z dnia na dzień na potrzeby naszych wojsk - to stara baza wojskowa z czasów Saddama Husejna, nie używana od operacji Pustynna Burza w 1991 roku. Wojska koalicyjne odbudowały ją częściowo, w miarę potrzeb. Dziś stacjonuje tutaj część wojsk polskich oraz spora grupa żołnierzy z takich państw, jak Salvador, Ukraina, Armenia, Rumunia, Kazachstan, USA,

Imponująca jest precyzja szwajcarskiego zegarka z jaką działa logistyka bazy. Wszystko zapewnia armia amerykańska - co ciekawe - rękami prywatnej firmy KBR. To ona odpowiada za niemal wszystko co potrzebne żołnierzom. Są prysznice i toalety - myte i dezynfekowane raz na 24 godziny i kontrolowane co kilka godzin. Żaden kran nie ma prawa ciec - jeśli się taki zdarza - po kontroli przyjeżdża hydraulik i go wymienia. Woda ciepła i zimna jest zawsze, z tym że z zimną pod koniec dnia bywają problemy - słońce nagrzewa wodę w zbiorniku do około 30 st. Woda do zbiorników dowożona jest kilka razy dziennie wielkimi cysternami. Baza nie ma bowiem systemu wodociągowego i kanalizacyjnego. Nie zdarzyło się, aby wody w zbiorniku zabrakło - cysterny krążą cały dzień po bazie i sprawdzają każdy zbiornik. Jeśli brakuje - natychmiast tankują go do pełna.

Wszelka biurokracja jest ograniczona do absolutnego minimum, żołnierze jej po prostu nie widzą. Jeśli coś jest potrzebne - wystarcza jeden telefon lub jeden druczek - pożądana rzecz jest w ciągu góra 24 godzin. Najczęściej szybciej. Zepsuła się klimatyzacja? Telefon. Ekipa jest za 2-3 godziny i naprawia. Klimatyzacja musi działać. Baza nie ma też centralnego systemu energetycznego. Wszędzie stoją agregaty prądotwórcze dużej mocy. Pracują na okrągło. Raz na 3 tygodnie każdy jest wyłączany na około godzinę. Przechodzi wówczas serwis i ponownie rusza do pracy. Prądu nie może braknąć.

Duże wrażenie robi pralnia. Po prostu zawozimy ciuchy do prania, wkładamy do siatki, składamy podpis na kwitku potwierdzającym i po 24 godzinach odbieramy czyste ubrania. Polscy żołnierze zachodzą w głowę jakimi detergentami traktowane są ubrania, skoro dopierane są nawet kombinezony robocze. Jedyne czego pralnia nie robi to prasowanie. Ale za to ubrania odbieramy porządnie złożone. I nie zdarza się żeby coś zginęło.

Żołnierz głodny to żołnierz zły

Pora więc na posiłek. Są cztery w ciągu doby. Śniadanie, lunch, obiadokolacja i tzw. midnight. Ten ostatni rozpoczyna się około północy. Wszystkie posiłki są do siebie w pewnym sensie dość podobne - Polacy nazywają to "cztery obiady na dobę". Nie spotkamy na stołówce kanapek z szynką, zupy, czy ziemniaków. Po wejściu bierzemy tacę, zestaw jednorazowych sztućców i plastikowy talerz jednorazowy. Część potraw wydają kucharze, część pobieramy sami. Jemy to na co mamy ochotę - przykładowy posiłek to może być stek, gotowana kukurydza, ryż z sosem curry (do wyboru chicken curry, fish curry, turkish curry i jeszcze parę innych), kto lubi - może zjeść spaghetti albo drobiowe skrzydełka na ostro. Do tego owoce - pełen wybór - ananas z puszki, ananas surowy, arbuz, pomarańcze, banany, sałatka owocowa. Sałatek warzywnych nie będę nawet wymieniał – wspomnę, że są ogórki kiszone. Do posiłku warto coś wypić – w kantynie stoją wielkie lodówki, a w nich do wyboru – gazowane napoje kolorowe obu wielkich koncernów, woda mineralna, 10 różnych soków owocowych (wszystkie stuprocentowe), napoje mleczne. Oczywiście również obok jest kawa, herbata, czekolada na gorąco, itd. A jak już żołnierz czuje się najedzony to pora na mały deserek. Ciastko? Jakie? Sernik, może napoleonka, albo coś innego? A może lody? Są w sześciu smakach, a do tego do wyboru kilka różnych dodatków, w tym np. polewa ze świeżych truskawek. Kulinarne rozpasanie. Z drugiej strony - obiektu tak strategicznego jak dobra kuchnia żołnierze bronić będą do upadłego. Żołnierz je tyle ile chce. Repet może pobrać dowolną ilość. A jak lubi coś przegryźć między posiłkami - bierze styropianowy pojemniczek i pobiera co mu potrzebne na wynos.

Stołówka powala na kolana, wszystko błyszczy czystością, obsługa porusza się jak duchy - niczego nie może braknąć. Napoje w lodówkach uzupełniane są na bieżąco, sałatki i owoce też. Raz na kilka dni można też dostać na stołówce kraby, krewetki i inne potrawy egzotyczne. A jeśli ktoś lubi hot-dogi i hamburgery? Nie ma problemu - są w każdej chwili. Długo szukałem jakiejś wady. Znalazłem po miesiącu - monotonia... W pewnym momencie zaczyna się marzyć o fasolce po bretońsku, zwykłym chlebie z szynką, schabowym...

Wychodząc ze stołówki możemy pobrać ze specjalnego stojaka formularz w naszym języku narodowym i ocenić stołówkę (jakość jedzenia i jakość obsługi), stację obsługi pojazdów, obsługę pralni, itd. Formularze są w każdym języku jakimi posługują się żołnierze wielonarodowej dywizji.

Co ciekawego czeka w takiej bazie?

Samochody - coś dla miłośników motoryzacji. Do wyboru mamy Chevrolety i Fordy w wersjach wyłącznie terenowych. Same potężne pick-up'y lub kombi. Klasycznych aut osobowych nie ma. KBR dostarcza duże, typowo amerykańskie maszyny z silnikami rzędu sześciu litrów. Każdy obowiązkowo z klimatyzacją i automatyczną skrzynią biegów. Bo po bazie nie chodzi się pieszo. Raz, że wszędzie daleko, a dwa, że gorąco jak w piekle... A co zrobić jak taki smok wyssie już całe paliwo ze zbiornika? Wystarczy pojechać na stację i za pomocą jednego podpisu napełnić zbiornik po korek. Nikt nie żąda rozpisanych kilometrów, rozkazów wyjazdu i temu podobnej biurokracji. Raz na jakiś czas autem trzeba udać się do stacji obsługi. Tam siadamy wygodnie w cieniu i delektujemy się np. fajką wodną. W tym czasie auto wjeżdża na stanowisko serwisowe. Wymiana oleju, sprawdzenie klocków hamulcowych, oględziny innych - ważnych podzespołów. Jeżeli wszystko w porządku - jeszcze tylko mycie i odbieramy auto. Jeden podpis i można jechać

Pojedziemy na zakupy. Do dyspozycji mamy kilka arabskich sklepików. W nich mydło i powidł

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grosicki kończy karierę, Polacy przed Francją czyli STUDIO EURO odc.5

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto