"Trzeba zabić starszą panią" w Och-Teatrze

Weronika Trzeciak
Weronika Trzeciak
Barbara Krafftówna, Michał Piela, Marcin Tronski, Michał Żurawski, Rafał Zawierucha, Wojciech Pokora
Barbara Krafftówna, Michał Piela, Marcin Tronski, Michał Żurawski, Rafał Zawierucha, Wojciech Pokora Monika Zielska, Och-Teatr
Czy nobliwa staruszka może pokrzyżować szyki szajce złodziei? Tego dowiecie się ze spektaklu Grahama Linehana "Trzeba zabić starszą panią".

Spektakl "Trzeba zabić starszą panią" w reżyserii Cezarego Żaka to czarna komedia pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pani Wilberforce (w tej roli Barbara Krafftówna) jest wdową po admirale. Od śmierci męża nobliwa staruszka mieszka w piętrowym domu jedynie ze swoją papugą o imieniu Generał. Nie dziwi więc, że z braku zajęcia często odwiedza dzwoni na pobliski komisariat policji i przedstawia swoje podejrzenia.

Ta urocza staruszka o bujnej wyobraźni postanawia wynająć pokój na piętrze, by podreperować budżet i mieć towarzystwo. Na ogłoszenie odpowiada profesor Marcus (w tej roli Marcin Troński), elegancki i szarmancki mężczyzna, który z przyjaciółmi założył zespół muzyczny. W rzeczywistości jest on szefem szajki, która planuje napad na bank. I zamiast prób zespołu, opracowują w wynajętym pokoju plan napadu. Staruszka nie przypuszcza nawet, w jakim znajdzie się niebezpieczeństwie...

Na początku muszę przyznać, że pierwszy raz miałam okazję być w teatrze, w którym miejsca są po jednej i drugiej stronie sceny. Jak wspomniał Wojciech Pokora w jednym z wywiadów: scena, wyjątkowa scena, której nie ma w całej Polsce, a może i w Europie. (...) Widownia jest po lewej i po prawej stronie. Jest to dziwaczne i bardzo piękne doświadczenie. Aktorzy musieli grać bokiem do publiczności, również kulisy były po bokach. Było to nie lada wyzwanie dla reżysera, Cezarego Żaka. To z jednej strony ograniczenie, z drugiej - nowe możliwości dla reżysera. Publiczność siedzi po obu stronach sceny. Na początku prób starsi aktorzy wyrażali swoje wielkie zdziwienie taką sytuacją. Mówili: "Przecież tak się nie da grać!", a ja przekonywałem, żeby się tym nie przejmowali. Tutaj aktor musi grać wokół własnej osi. I choć był to jego debiut reżyserski, poradził sobie znakomicie.

Oprócz sceny, zaskakujące było dla mnie moment, w którym Michał Żurawski rzucił nożem, który wbił się w kapelusz Michała Pieli i sprawił, że polała się krew. Do tej pory zastanawiam się, co by było gdyby nie trafił we właściwe miejsce. W każdym razie wyglądało to jak sztuczka magiczna.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to największe brawa należą się Barbarze Krafftównie, tytułowej starszej pani. Była świetna jako natrętna dama, która kocha muzykę ponad wszystko i ani myśli nie przeszkadzać w próbach, czym irytuje szajkę. Bardzo podobali mi się również Michał Żurawski w roli Slobodana (nazywanego w skrócie Slobo) - nerwowego Serba mówiącego z silnym bałkańskim akcentem, który wypadł bardzo naturalnie oraz Michał Piela w roli pana Lawsona, mało błyskotliwego członka szajki, który ma problemy z właściwą oceną rzeczywistości. Świetnie spisali się także Wojciech Pokora jako major Courtney, człowiek starej daty, który mimo że jest bandytą, nie zapomina o manierach, Marcin Troński jako profesor Marcus, który jest pośrednikiem między starszą panią a szajką, Rafał Zawierucha jako Harry Robinson, który robi niemałe zamieszanie oraz Cezary Żak jako funkcjonariusz policji, który musi znosić fanaberie starszej pani.
Nie sposób nie wspomnieć także o pomysłowej scenografii Macieja Preyera - na jednym poziomie są dwa pokoje, które są w rzeczywistości na dwóch różnych piętrach (podzielone są ścianą ze światła), a szafa wysuwa się, gdy wejdzie do niej wiele osób. A także o kostiumach Tomasza Ossolińskiego – typowych dla mieszkańców powojennego Londynu.

Walorem sztuki jest zabawna historia oraz wspaniała obsada, z Barbarą Krafftówną i Wojciechem Pokorą na czele. Polecam ją każdemu, w szczególności miłośnikom czarnej komedii oraz komedii kryminalnej w stylu retro. Dodam jeszcze, że na koniec czeka na widzów niespodzianka.

Warto wspomnieć, że spektakl powstał na podstawie filmu "The Ladykiller" w reżyserii Alexandra Mackendricka (z 1955 roku). W 2004 roku powstał remake "The Ladykillers, czyli zabójczy kwintet" w reżyserii braci Coen. Niestety nie widziałam żadnego z nich, ale planuję to nadrobić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie