Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Wajrak walczy z samorządem

Robert Grzeszczyk
Obumarłe świerki w wyniku rozmnożenia kornika i braku walki ze szkodnikiem. Puszcza Białowieska.
Obumarłe świerki w wyniku rozmnożenia kornika i braku walki ze szkodnikiem. Puszcza Białowieska. fot. R. Grzeszczyk
Dziennikarz Agory, Adam Wajrak, przypuścił atak na samorządy (artykuł: Weto - ekologiczna broń samorządów). Ich opór nie pozwala zrealizować idei fix polskich ekoterrorystów. Jeśli ekologiczną bronią jest weto, to czymże jest napaść Wajraka?

Teraz prócz leśników do zbrodniarzy ojczystej przyrody zaliczył również samorządy. Sam siebie zalicza do miłośników przyrody i nie liczy ile kosztuje nasz kraj jego działalność. Przypomnijmy, że samorządy, przynajmniej te bardziej lokalne, opierają się partyjniactwu jakie obserwujemy we władzach centralnych. Często działają tam znani wszystkim w okolicy ludzie, związani ze swoim środowiskiem. Nie są tak wyalienowani z naszej społeczności jak rząd, władze centralne, które przede wszystkim dbają o własne podwórze i podwórze swojego królika. Za nic mając rzeczywiste potrzeby i oczekiwania społeczeństwa.

Ograniczyć uprawnienia samorządów

Adam Wajrak sugeruję, że gdyby pozbawić władze samorządowe wpływu na będący w ich administracji obszar, to przyniesie to polskiej przyrodzie zbawienny wpływ. Z uporem maniaka nie dostrzega i nie chce widzieć do jakiej ruiny doprowadza władza centralna Ministra Środowiska w lasach gospodarczych Puszczy Białowieskiej. Nie chce pamiętać o zniszczeniach jakie spowodowały centralne zarządzenia w sprawie powołania rezerwatów, które nie tak dawno jeszcze obowiązywały. Lub uważa je za wzorzec działania oświeconej władzy. To minister Tokarczuk za opór mieszkańców w sprawie rozszerzenia granic Parku Narodowego oraz obrzuceniu tej idei jak i jego samego jajami przez mieszkańców Białowieży, w odwecie i w czynie zemsty powołał sieć rezerwatów przyrody. Ich aktualny stan i ograniczenia są dowodem "dbałości" Państwa o naszą przyrodę i o lokalne społeczności. Dotychczasowe działania władz centralnych są namacalnym dowodem, że przyroda nie ma znaczenia, że miejscowi też się nie liczą. Liczy się poprawna politycznie, narzucona nam przez garstkę krzykaczy, rujnująca kraj, jego gospodarkę jak i ojczystą przyrodę, koncepcja jej ochrony.

Wajrakowe koncepcje ochrony

To w ramach tych koncepcji mieszczą się prawa zakładania plantacji orzecha włoskiego i ograniczenia zalesień, koncepcji ograniczeń w inwestycjach w hydroelektrownie, geotermie czy też wiatrownie. To te koncepcje spowodowały prawdziwą tragedię ludzi w Augustowie i zatrzymanie budowy obwodnicy miasta (w połowie jej realizacji). To te koncepcje zatrzymują budowę Mostu Północnego w Warszawie z powodu znalezienia ptasiego gówna (być może wyplówki - bez znaczenia) na jego trasie. Te koncepcje to również marnotrawienie ogromnej masy drewna w Lasach Państwowych (wartości ok. pięciu miliardów rocznie). Tego typu działaniem jest łamanie obowiązujących zasad gospodarki leśnej przez ministrów środowiska (odpowiedzialnych za przestrzeganie prawa), bo tym jest wprowadzanie do planów leśnych zapisów niezgodnych z wiedzą, nauką i obowiązującymi zasadami gospodarki. A jednocześnie w tym czasie dochodzi do ogromnych zaniechań w gospodarce odpadami, co rzutuje z pewnością na stan naszej przyrody, ochrony wód i gruntów i prawdopodobne obciążenie społeczeństwa kolejnymi daninami w konsekwencji nie przestrzegania unijnych norm i terminów. Nie będę wymieniał innych zaniechań i błędów rzutujących na stan naszego środowiska.

W tych to okolicznościach Adam Wajrak, czołowy piewca dzięcioła średniego, po głębokiej analizie faktów podejmuje odważny krok w kierunku ostatecznego rozwiązania.

Zagraniczne odniesienia

Artykuł świadomie wprowadza w błąd czytelników, że Polska jest ewenementem pod tym względem (uprawnień samorządów lokalnych do decydowania na administrowanym obszarze). Po pierwsze nie jest ewenementem. A po wtóre ludzie ze świata chcą tu jeszcze przyjeżdżać, by wędrować po czystych i zdrowych lasach, zasobnych w wiele niespotykanych gdzie indziej okazów świata natury. A zachowanych tylko dzięki właściwej gospodarce i zdrowym poglądom ochrony obowiązujących jeszcze nie tak dawno. I kosztujących niewiele. Teraz jest to przewracane do góry nogami.

Nie tak dawno Bundestag (jeśli już mamy pomóc czytelnikom w odniesieniu się do innych państw) sprzeciwił się wyłączaniu z lasów gospodarczych pięciu procent powierzchni leśnej w celu przeznaczanie jej na zgnicie i obserwacje sukcesji. Polska natomiast już w tej dziedzinie przoduje i nasi pseudoekolodzy dumnie wskazują na obowiązującą już u nas taką zasadę. Policzmy: pięć procent powierzchni to około 1,5 miliona hektarów; średnia zasobność na hektarze to ok 200 metrów sześciennych grubizny drewna, a średnia cena jednego metra sześciennego drewna to ok. 190 złotych. To proste działanie na dość dużych liczbach daje nam wynik w złotówkach, mówiący o wartości surowca drzewnego planowo przeznaczonego na zepsucie i zgnicie. A jest to kwota: ok. 57 miliardów złotych. A trzeba mieć świadomość, że wg źródeł niemieckich, pozyskanie i przerób drewna generuje przychody wyższe niż przemysł samochodowy (w tamtejszej gospodarce).

Prawda o efektach ochrony przyrody

Koncepcje pseudoekologów i przedstawiane społeczeństwu wizje nijak mają się do obiektywnych dowodów uzyskiwanych w badaniach naukowych. Człowiek utrzymuje stan lasu na potencjalnie wysokim stopniu rozwoju, by móc osiągać maksymalne korzyści. Zaprzestanie ingerencji w tym kruchym i niezrównoważonym środowisku ludzkiej cywilizacji powoduje deprecjację jego bioróżnorodności. Innymi słowy następuje ubożenie siedliska, ubożenie flory i fauny. Takie zjawiska są udokumentowane, również na obszarze istniejącego Białowieskiego Parku Narodowego. Możemy się o tym przekonać naocznie wchodząc na obszar powołanych przez ministra Tokarczuka rezerwatów (oczywiście tak, by nikt nie widział, bo to tajemnica i widok tylko dla wtajemniczonych).

Przykład Jeziora Gopło

Przytoczony w tekście Pana Wajraka przykład obrony okolic Jeziora Gopła przez miejscowe samorządy jednoznacznie wskazuje na mocne związanie lokalnych władz z własnym środowiskiem.
Czemu więc obrona Puszczy i jej bujnej przyrody przez samorządy lokalne przed indywiduami typu dziennikarza Agory jest odbierana jak działania odkrywkowej kopalni węgla z okolic Gopła? Samorządowcy z okolic Jeziora Gopła zostali pozbawieni możliwości wpływu na administrowany obszar i należałoby rozważyć możliwość przywrócenia im takich praw.

Z jednej strony dziennikarz podnosi zasługi nadgoplańskich samorządowców i ich walki o własne środowisko, a z drugiej strony wskazuje na konieczność ograniczenia ich wpływu na własne podwórko (w okolicy Narewki i Białowieży). To nie pierwsza i nie ostatnia niedorzeczność autora z Agory.

Jestem przekonany, że i w jednym i drugim przypadku społeczność lokalna broni swojego środowiska przed wyniszczeniem, być może nawet przed zagładą. A w przypadku społeczności puszczańskiej broni go również przed wrogimi intruzami i tymczasowymi przybłędami.

Czy Państwu odpowiada las, po którym nie można będzie chodzić (stosy zwalonych drzew mocno to ograniczają)? Czy odpowiada Państwu las, w którym nie można zbierać jagód i grzybów? Czy odpowiada Państwu las, do którego nie będzie dostępu lub będzie on mocno ograniczony z przyczyn pseudoochronnych? Jeśli tak, to do Was adresuje swoje teksty Adam Wajrak.
Jeśli nie, to przeciwstawcie się bezprzykładnej antydemokratycznej i antysamorządowej i oszczerczej kampanii tego piewcy kornika.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Uwaga na chińskie platformy zakupowe

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto